Felieton dla ManUtd.pl: Światowa stolica niespełnionych oczekiwań. Czy nareszcie nadchodzi sezon chwały?

Jakub Kurek
Zmień rozmiar tekstu:

Jest 19 maja 2013 roku, trwa mecz między West Bromwich Albion a Manchesterem United. Przed spotkaniem dawno przesądzone było, że „Czerwone Diabły” zdobyły swój dwudziesty tytuł mistrzowski. Kibice są świadkami niesamowitego widowiska, w którym pada aż dziesięć goli. Piękne zakończenie kariery dla Sir Alexa Fergusona. Wtedy żaden z fanów zgromadzonych na trybunach nie przypuszczał, że przez kolejne osiem lat ich ukochany klub nie będzie nawet blisko zdobycia Mistrzostwa Anglii. Sprowadzenie Jadona Sancho oraz Raphaela Varane’a ponownie rozpaliły w sercach kibiców wiarę i nadzieję. Tylko czy realnie patrząc u progu sezonu 2021/2022 można liczyć, że czarna seria zostanie przełamana? 

Konkurencja nie śpi

– Liga Mistrzów to zawsze świetny turniej, bo grasz z najlepszymi zespołami w Europie. Dla mnie to jednak Premier League jest czymś, co chcę wygrać z Manchesterem United. Jeśli to się stanie pewnego dnia, to będę bardzo szczęśliwy – stwierdził przed rozpoczynającym się sezonem Nemanja Matić.

Poprzedni sezon i ruchy na rynku transferowym wydają się wskazywać na to, że trzy kluby w Anglii powoli uciekają reszcie stawki. Chelsea oraz oba zespoły z Manchesteru w poprzedniej kampanii zaprezentowały swoją siłę, a ponadto dokonały znaczących wzmocnień. To do nich należą najdroższe transfery w tym oknie transferowym – Jadon Sancho, Jack Grealish i Romelu Lukaku.

Grupa pościgowa, która postara się przeskoczyć przepaść utworzoną przez wydane pieniądze składa się z Liverpoolu oraz zawsze groźnego Leicester. „The Reds”, mimo że dwa sezony temu zdemolowali konkurencję i z ogromną przewagą wygrali ligę, to od tego czasu bardziej się osłabili, niż wzmocnili. Dodatkowo u progu nowej kampanii kontuzje znów zbierają żniwo w ich szeregach i z gry już wypadł Andy Robertson. Z kolei sufit Leicester wydaje się być zawieszony na poziomie walki o czołowe cztery miejsca dające awans do Ligi Mistrzów.

Dlaczego Manchester United wygra Premier League

– Manchester United ma wystarczającą mocną kadrę, aby walczyć o wygranie Premier League, szczególnie teraz po letnich transferach, które przeprowadzili – napisał Dimitar Berbatov na swoim blogu.

Szansy na pokonanie reszty stawki można upatrywać przede wszystkim w ciągłym rozwoju drużyny. Mimo że Manchester United pod wodzą Ole Gunnara Solskjaera jest trzecią siłą ligi z 37 punktową stratą do drugiego Liverpoolu, to różnica stale się zmniejsza. Zespół staje się coraz bardziej przewidywalny w dobrym tego słowa znaczeniu i zyskał na regularności pokonywania słabszych ekip. W tym aspekcie trzeba zdecydowanie docenić pracę menedżera. 

Należy docenić też pracę sztabu odpowiedzialnego za transfery. Dokonali oni dwóch świetnych ruchów na długo przed rozpoczęciem zmagań ligowych. Dodatkowo uzupełnili pozycje, na których były największe braki oraz nie przepłacili, co w przypadku Manchesteru United przy wielu transferach było normą. Jadon Sancho i Raphael Varane mogą dać dodatkowe kilkadziesiąt koni mechanicznych, które pomogą dogonić rozpędzony Manchester City. Jeśli ktoś ma być kluczową postacią, która pomoże w walce o tytuł, to przede wszystkim oni.

Jeśli mistrzostwo zdobywa się obroną, to Manchester United powinien być w tym sezonie do nich faworytem. Defensywa składająca się z Shawa, Maguire’a, Varane’a i Wan-Bissaki wygląda kapitalnie. Jest to zdecydowanie najlepszy personalnie skład w erze post-Ferguson. Szczególnie dobrze wygląd podstawowa para środkowych obrońców. Anglik jest w życiowej formie, którą prezentował na Euro, a teraz dostał do pary idealnie uzupełniającego go Mistrza Świata. Jeśli obaj staną na wysokości zadania, to może to być najlepszy duet w całej Premier League. 

Dlaczego Manchester United nie wygra Premier League?

Nie można powiedzieć, że „Czerwone Diabły” są ewidentnym faworytem do tytułu. Ba! Według bukmacherów nie są nawet w wśród trzech głównych kandydatów. Wyprzedza ich między innymi Liverpool. Choć raczej kursy te są mocno niedoszacowane, to jednak patrząc przede wszystkim na liczbę trofeów zdobywanych przez konkurentów do mistrzostwa i ich trenerów, to Manchester United wypada niezwykle blado. Można nawet powiedzieć, że jest takim Tottenham ostatnich lat – zawsze plasuje się w czołówce i „wywiera presję”, ale nie wkłada nic do gabloty.

Jeśli spojrzeć tylko na wyjściowe składy, to podopieczni Ole Gunnara Solskjaera nie odstają niczym od swoich konkurentów. Niestety gdy będzie 70. minuta w deszczowy wieczór w Burnley, to w Manchesterze City na boisko będzie wchodził Bernardo Silva, w Chelsea Hakim Ziyech, a w Manchesterze United… Daniel James. Oczywiście poprzednie zdanie to hiperbola, ale w takiej sytuacji kadrowej kibicom pozostaje tylko modlić się o brak kontuzji.

Stare piłkarskie porzekadło mówi o tym, że ligę wygrywa się w meczach ze słabymi, a nie z mocnymi. Jednak grając z Big Six tak słabo jak Manchester United w zeszłym sezonie nie ma co myśleć o końcowym triumfie. Dwa zwycięstwa, trzy porażki i aż pięć remisów – oto bilans „Czerwonych Diabłów” z sześcioma największymi klubami w Anglii. Osiem strzelonych goli i dwanaście straconych jeszcze lepiej oddaje postawę zespołu. To największy kamień, który można wrzucić do ogródka Ole Gunnara Solskjaera. Menedżer będzie musiał popracować nad postawą jego podopiecznych w ważnych spotkaniach, a jeśli tego nie poprawi, to spektakularnie wypadnie z walki o mistrzostwo. 

Sezon rozstrzygnięć

Jarosław Koliński w programie „Football Bloody Hell” ogłosił wszem wobec koniec okresu ochronnego dla Ole Gunnara Solskjaera. Nowy kontrakt, który niedawno podpisał Norweg, pokazuje, że klub ma do niego ogromne zaufanie. Umowa będzie obowiązywać do 2024 roku, ale jeśli szkoleniowiec nie da kibicom satysfakcjonujących rezultatów, to powinien się pożegnać z klubem już po zakończeniu najbliższej kampanii. Choć w wielu aspektach menedżer wykonuje bardzo dobrą pracę, to na koniec i tak liczy się sportowy wynik.

A jaki rezultat usatysfakcjonuje wszystkich? Przede wszystkim Solskjaer musi sięgnąć po trofeum – najlepiej po Mistrzostwo Anglii lub Ligę Mistrzów, lecz będzie to bardzo trudne. Planem minimum będzie wywalczenie Pucharu Anglii lub Ligi Angielskiej oraz poważne włączenie się do walki o mistrzostwo. Jeśli nie uda się tego osiągnąć, to w kolejny sezon „Czerwone Diabły” powinny wchodzić z nowym menedżerem. 

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze