The Athletic: “Wystarczająco dobra gra” staje się nawykiem Man Utd w Premier League

The Athletic Damian Domitrz
Zmień rozmiar tekstu:

Niedzielny mecz pomiędzy West Hamem a Manchesterem United obfitował w wiele kontrowersji oraz niebywałą dramaturgię. Ostatecznie “Czerwone Diabły” wyszarpały zwycięstwo 2:1, zaliczając 29. wyjazdowe spotkanie bez porażki w lidze, ale nie można określić ich występu porywającym lub fantastycznym. Krótką analizę postawy zespołu Ole Gunnara Solskjaera w serwisie The Athletic przedstawił Carl Anka.

TREŚĆ ARTYKUŁU ORYGINALNA:

Dave broni, Jesse Lingard odkupuje swoje winy po ciężkim tygodniu, a Manchester United ponownie wygrywa na wyjeździe, odwracając losy spotkania.

Przepraszamy za ten oklepany wstęp, ale słowa Ole Gunnara Solskjaera na przedmeczowej konferencji prasowej przed starciem z West Hamem okazały się dziwnie prorocze.

Gdy po porażce z Young Boys nastroje wokół klubu uległy pogorszeniu, menedżer Manchesteru United powiedział: – Wy jako media macie tendencję do oceniania na podstawie zachowań i rezultatów zamiast intencji.

– Podeszliśmy do tego meczu z dobrymi intencjami i podobnie było w przypadku zmian. W naszych podaniach również nie brakowało dobrych intencji. O nagłówkach zawsze decydują wyniki. Mecz bardzo rzadko jest fantastyczny lub bardzo zły. To cienka granica pomiędzy dobrym a niewystarczająco dobrym występem.

A więc w niedzielę Manchester United pokonał West Ham 2:1.

Od swojego powrotu Cristiano Ronaldo zdobył gola w trzecim meczu z rzędu, robiąc to, zanim zaprzeczono jego trzem uzasadnionym pretensjom do podyktowania rzutu karnego. Drugi gol padł po świetnym obrocie Jessego Lingarda, który wykończył akcję z lewego narożnika pola karnego. David de Gea natomiast obronił pierwszy rzut karny w Premier League od października 2014 roku – pierwszy po 21 próbach we wszystkich rozgrywkach – i został obsypany gratulacyjnymi poklepaniami po plecach od kolegów z drużyny i sztabu szkoleniowego.

Pojawiły się nagłówki. Teraz spełnijmy prośbę Solskjaera i przyjrzyjmy się jego intencjom.

W bieżącym sezonie Solskjaer zmienił podejście United do budowania akcji – być może po to, aby Paul Pogba i Bruno Fernandes częściej znajdowali się przy piłce i wznieśli drużynę na wyżyny gry ofensywnej.

W minionej kampanii Manchester United próbował zaaplikować ustawienie 3-1-6, w którym Nemanja Matić schodził głęboko, aby dołączyć do dwójki środkowych obrońców, gdy boczni obrońcy wspomagali Fernandesa i ofensywne trio w ostatniej tercji boiska. Teraz wydaje się, że Solskjaer chce, aby United grali w układzie 2-2-6, starając się jak najszybciej przenosić piłkę ze swojego pola karnego pod pole karne rywala. Spójrzcie na mapę średnich pozycji zawodników z pierwszej połowy w meczu z West Hamem.

Wydaje się, że intencją jest stworzenie bezpiecznej platformy w środku boiska, z której Fernandes, Pogba i Greenwood mogą przeprowadzać ataki. Raphael Varane (nr 19) posiada wystarczająco szybkość, aby wrócić do defensywy, jeśli West Ham wyprowadzi kontrę dużą liczbą zawodników, podczas gdy Scott McTominay (nr 39), który powrócił do wyjściowego składu po drobnej operacji, dobrze sprawdza się w centralnym partnerstwie z Fredem (nr 17).

Piłkarze Solskjaera zeszli na przerwę, oddając na Stadionie Olimpijskim w Londynie 11 strzałów (7 celnych) i zanotowali 65% posiadania piłki. Pomimo tych autorytatywnie brzmiących statystyk na tablicy wyników widniało 1:1. Manchester United kontrolował początkowe 20 minut spotkania, ale potem osłabł aż do momentu, w którym dominacja West Hamu przełożyła się na gola Saida Benrahmy, który padł po wyraźnym rykoszecie. Intencje ustawienia Manchesteru United były dobre, ale ich wykonanie – szczególnie w przejściu do defensywy – pozostawiało trochę do życzenia.

Przeczytaj również:  The Athletic: pogoń Man Utd za Marko Arnautoviciem podsumowuje bałagan, który tam panuje

W drugiej połowie sytuacja się powtórzyła a dobre intencje United, aby atakować szybko i licznie, zgubiły się we mgle niezdecydowania i braku struktury. Drużyna norweskiego szkoleniowca może pochwalić się takimi indywidualnościami, że na papierze może pretendować do najlepszego ataku w lidze, ale przez większość drugiej połowy brakowało im na boisku spójności. Ich intencje, aby nakarmić Ronaldo dośrodkowaniami, zostały zniweczone przez imponujący występ Kurta Zoumy.

Na szczęście Solskjaer zmienił swoje zamiary w 73. minucie, wprowadzając Jessego Lingarda i Jadona Sancho za Paula Pogbę i Masona Greenwooda, próbując urozmaicić ataki Manchesteru United na skrzydłach. Norweg kolejnych zmian dokonał w 83. minucie, chcąc, aby spokojniejsza prezencja Nemanji Maticia i jego zasięg podań zaoferowały coś innego niż Fred. Asysta Serba pozwoliła Lingardowi zdobyć zwycięskiego gola, po czym nastąpił dramat związany z rzutem karnym i i mecz się zakończył.

Jakież to było zakończenie. Rzadko zdarza się, aby drużyna miała takiego pecha, że tak wiele decyzji sędziowskich odnośnie rzutów karnych nie potoczyło się po ich myśli, a na dodatek odgwizdano (słuszną) jedenastkę przeciwko niej. To dziwny rodzaj pecha.

Jeszcze rzadziej zdarza się, że rzut karny broni bramkarz, który nie jest znany z bronienia jedenastek, a co gorsza staje naprzeciwko jednego z najbardziej doświadczonych wykonawców karnych w lidze. To również dziwny rodzaj szczęścia, który koryguje się w tym samym meczu, zamiast wyrównywać się na “na przestrzeni sezonu”.

Do podobnych zdarzeń dochodzi tak często, że niemądrze jest nazywać je szczęściem. Bardziej prawdopodobne jest to, że De Gea – być może podłamany porażką w finale Ligi Europy – poświęcił mnóstwo czasu na zgrupowaniu reprezentacji Hiszpanii podczas EURO 2020, aby trenować bronienie rzutów karnych. Jeszcze bardziej prawdopodobne jest to, że Noble – który skutecznie wykonał 10 karnych z rzędu od grudnia 2016 roku – nie był do końca nastrojony do tej sytuacji w meczu, ponieważ został wprowadzony na boisko tylko po to, aby zamienić tę jedenastkę na gola.

Spójrzcie na mapę średniego ustawienia piłkarzy Manchesteru United w końcówce meczu z West Hamem. Zaprezentowali oni bardziej desperackie intencje, ale osiągnęli zwycięski rezultat. Teraz “Czerwone Diabły” są niepokonane od 29 meczów na wyjeździe i zajmują 2. miejsce w Premier League, ustępując jedynie Liverpoolowi w liczbie bramek [po wygranej Chelsea zajmują 3. miejsce, ustępując obu zespołom w liczbie strzelonych goli – przyp. red.].

Używając słów samego Solskjaera, United nie byli ani fantastyczni, ani bardzo źli w żadnym ze swoich dotychczasowych meczów w tym sezonie, ale zanotowali występy, które oscylowały wokół dobrych lub niewystarczająco dobrych.

Być może pewnego dnia znajdą sposób, aby wyjść poza “niewystarczająco dobry” i zaliczą kilka spotkań, w których ich zwycięstwa nie będą budzić żadnych zastrzeżeń. Tymczasem w kolejny weekend znaleźli sposób, aby lawirować pomiędzy “dobrze” a “niewystarczająco dobrze”, notując ostatecznie występ “w okolicach wystarczająco dobrego” i zgarniając trzy punkty.

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze