The Athletic: Jedno z największych upokorzeń w erze Premier League. Analiza Michaela Coxa po meczu z Liverpoolem

The Athletic Damian Domitrz
Zmień rozmiar tekstu:

To był mecz do jednej bramki. Liverpool nie pozostawił żadnych złudzeń Manchesterowi United na jego własnym boisku i zmiażdżył go 5:0. Nie sam wynik jest jednak w tym wszystkim najbardziej kompromitujący, ale to, że od 50. minuty podopieczni Jurgena Kloppa bawili się z “Czerwonymi Diabłami” w kotka i myszkę, nie forsując już tempa i podając piłkę między sobą w oczekiwaniu na końcowy gwizdek zwiastujący ich wielkie zwycięstwo. Drużyna Ole Gunnara Solskjaera potwierdziła tym występem wszystkie swoje problemy i powieliła te same błędy. Michael Cox z The Athletic ponownie przedstawił niezrozumiałą dezorganizację piłkarzy z Old Trafford w momencie pressingu oraz brak jakiegokolwiek wsparcia dla dwójki defensywnych pomocników, którzy spędzili to spotkanie na wskazywaniu partnerom niekrytych rywali.

TREŚĆ ARTYKUŁU ORYGINALNA:

Końcowy wynik meczu nie zawsze oddaje pełen obraz. To jeden z głównych tematów analizy piłkarskiej w ostatnich latach; korzystanie z metryki oczekiwanych goli (xG) jest po części spowodowane tym, że innowacyjni myśliciele zdali sobie sprawę, że same wyniki meczów są “krzykliwe” i mogą wprowadzać w błąd.

Ale tu nie chodzi tylko o liczby bazowe. Wystarczy spojrzeć na współczynniki xG podczas niedzielnej porażki Manchesteru United 0:5 z Liverpoolem (3.44 do 1.50), aby pomyśleć, że były one niefortunne. Bardziej pasowałoby tutaj około 4 do 1.

Współczynniki xG nie uwzględniają faktu, że Liverpool przestał grać po zdobyciu piątej bramki w 50. minucie, nie przejmując się próbą osiągnięcia historycznego wyniku. W poprzednim sezonie Tottenham postąpił tak samo, wygrywając na Old Trafford pięcioma golami, ponieważ w przeciwnym razie Manchester United z pewnością doznałby rekordowej porażki w historii klubu w obu tych przypadkach.

Liczby nie wyjaśniają, jak bardzo piłkarze United stracili głowy – Cristiano Ronaldo i Harry Maguire igrali z możliwością ujrzenia czerwonej kartki, zanim Paul Pogba przeholował ze wślizgiem, który był bardziej złośliwy niż źle wymierzony.

Liczby nie pokazują w pełni kompletnego braku struktury Manchesteru United bez piłki przy nodze, ich podejścia do pressingu, który polegał na tym, że pojedynczy zawodnicy wykonują bezsensowne biegi na własną rękę, próbując udowodnić nam, że ciężko pracują.

Liczby nie pokazują, że jedna z sytuacji Liverpoolu, w której Salah znalazł się sam na sam z De Geą, wynikała z 50-metrowego podania Marcusa Rashforda za plecy własnej obrony.

To było kompletne upokorzenie, które musi być zaliczone do największych kompromitacji w erze Premier League, biorąc pod uwagę, że Manchester United ma aspiracje, żeby konkurować z Liverpoolem – miniony sezon skończyli nad nimi.

To ogromne stwierdzenie… ale pomyślcie o tym.

W ciągu niemal trzech dekad istnienia Premier League zdarzały się okropne występy, ale często historyczne wyniki były surowym odzwierciedleniem balansu gry.

Na przykład, w przegranym 1:6 meczu United z Manchesterem City na Old Trafford dekadę wcześniej, po 88 minutach “Czerwone Diabły” przegrywały tylko 1:3. Późno podjęli ryzyko i dali się zaskoczyć z kontrataków.

Zdarza się, że wczesna czerwona kartka ma wpływ na bieg wydarzeń – na myśl przychodzi przegrana 0:9 Southampton z Leicester City dwa lata temu, kiedy Ryan Bertrand został odesłany do szatni po 12 minutach, a było już 0:1.

Czasami trzeba po prostu zaakceptować fakt, że nierówności finansowe w Premier League sprawiają, iż jedna ekipa nie ma ani jednego zawodnika, który mógłby występować w wyjściowej jedenastce rywali, więc nie jest to nic aż tak niedorzecznego, gdy, powiedzmy, Norwich City raz na jakiś czas przegra 0:7 z Chelsea.

Ale w tym wypadku rywalizowały ze sobą dwie drużyny na – teoretycznie – podobnym poziomie.

Liverpool rozpoczynał sezon jako trzeci faworyt do tytułu. Zanim Manchester United podpisał kontrakt z pięciokrotnym zdobywcą Złotej Piłki, był czwartym faworytem – jednak tutaj, w wyjazdowym spotkaniu, Liverpool prowadził 5:0 po 50 minutach.

Przeczytaj również:  Erik ten Hag przed meczem z Brighton dla MUTV: jesteśmy Man Utd i musimy wygrywać w każdym spotkaniu

W bieżącym sezonie Manchester United powiela te same błędy – najbardziej widoczne były one podczas ostatniej porażki 2:4 z Leicester City.

Piłkarze United nie byli szczególnie dobrzy w zakładaniu pressingu w poprzednim sezonie. Teraz są naprawdę fatalni.

Pomiędzy partnerami na obu flankach nie ma żadnej spójności – kiedy skrzydłowy rusza do przodu, aby zamknąć rywala, nie sprawdza, czy stojący za nim obrońca jest gotowy, żeby zrobić to samo. Ponadto jego zachowanie nie działa jako sygnał, aby wymusić ruch obrońcy. Ostatecznie kończy się to tak, że zapraszają rywali do ataku prostymi podaniami na jeden lub dwa kontakty, jak pokazuje poniższy obrazek z niedzieli z udziałem Marcusa Rashforda.

W centralnej strefie, Cristiano Ronaldo i Bruno Fernandes chcieli zamknąć środkowych obrońców Liverpoolu, ale żaden z nich nie wpadł na oczywisty plan, by rzucić się na Hendersona, który cieszył się mnóstwem miejsca w środku boiska. W tym przykładzie – kiedy Rashford i Fernandes na chwilę zamienili się pozycjami – Henderson mógł cofnąć się za duet napastników United, żeby pomóc w budowaniu akcji, a następnie przesunąć się przed nich, aby odebrać podanie do przodu bez absolutnie żadnej presji.

Ronaldo odwrócił się i wykonał sprint, aby pokazać nam, że się stara, ale był to łatwy łup dla Liverpoolu.

Henderson nigdy nie miał być odpowiedzialnością Scotta McTominaya i Freda, którzy, mówiąc delikatnie, nie są wystarczająco dobrzy, aby grać w zespole na poziomie Ligi Mistrzów, ale są prawdopodobnie właściwą opcją w środku jako najsolidniejszy duet dostępny dla Ole Gunnara Solskjaera.

Obydwaj nie mogli zająć się Hendersonem, ponieważ musieli skupić się na Keicie i Jamesie Milnerze (którego wcześnie zastąpił Curtis Jones), a za nimi przemieszczał się również Roberto Firmino – nie radzili sobie szczególnie dobrze z ruchami Brazylijczyka w ich strefie.

Niejednokrotnie są oni jednak narażeni na niebezpieczeństwo z powodu złego ustawienia bardziej utalentowanych kolegów z zespołu, a to oznacza, że ich słabości są jeszcze mocniej podkreślone.

Żaden duet środkowych pomocników nie poradzi sobie w takiej sytuacji przeciwko tak uzdolnionej drużynie jak Liverpool. McTominay spędził to spotkanie na wskazywaniu niepokrytych zawodników. Musiałby być ośmiornicą, aby dobrze wykonać to zadanie.

Co ciekawe, to wszystko jest jakimś nowym problemem w tym sezonie.

W minionej kampanii Manchester United był w przeważającym stopniu dobry w fazie obronnej, kiedy rywalizował z wielkimi zespołami. W sześciu meczach ligowych z trzema rywalami, które zakończyły rozgrywki w pierwszej czwórce – Manchesterem City, Chelsea i Liverpoolem – zachowali pięć czystych kont. W czterech z tych spotkań nie udało im się zdobyć gola, ale seria remisów 0:0 sugerowała, że problemy były raczej z przodu niż z tyłu. Istnieje też opcja, że Solskjaer przesadził z kompensacją i wybierał ostrożne rozwiązanie, aby spróbować ukryć swoje słabości w tyłach.

Norweski szkoleniowiec opracował kilka sprytnych planów gry przeciwko wielkim drużynom podczas swojej trzyletniej kadencji na stanowisku menedżera Manchesteru United, często stosując ustawienie pod kontrataki bez określonego napastnika, ale transfer Ronaldo tego lata oznacza, że ta opcja nie wchodzi już w grę. Prawdziwe problemy od czasu, gdy Solskjaer zastąpił Jose Mourinho, pojawiały się zazwyczaj wtedy, gdy przeciwnicy tworzyli przeciwwagę i pozwalali United na posiadanie piłki.

Teraz jednak brakuje im spójności zarówno z piłką, jak i bez niej.

Manchester United wygrał trzy z ostatnich dziewięciu meczów, ale we wszystkich trzech jako pierwszy stracił bramkę i potrzebował zwycięskiego gola w końcówce, aby zdobyć trzy punkty.

I znowu, końcowy wynik nie zawsze oddaje pełen obraz.

Manchester United nie jest tak dobry, jak sugerują ich zwycięstwa, a w ten weekend był jeszcze gorszy, niż wskazywałaby na to porażka 0:5.

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze