The Athletic: Ralf Rangnick zmienił przepis, ale jego zespół wciąż się zacina

The Athletic Damian Domitrz
Zmień rozmiar tekstu:

Manchester United pokonał Aston Villę 1:0 w ramach trzeciej rundy Pucharu Anglii. Ralf Rangnick na pomeczowej konferencji prasowej powiedział, że dostrzegł progres w wykonaniu swojego zespołu, szczególnie w kreowaniu okazji bramkowych. Pomóc miał w tym powrót do ustawienia 4-2-3-1, które “Czerwone Diabły” znają najlepiej. Laurie Whitwell z serwisu The Athletic dogłębniej przeanalizował to spotkanie, podkreślając dobrą pierwszą połowę oraz utratę kontroli w drugiej odsłonie widowiska.

TREŚĆ ARTYKUŁU ORYGINALNA:

Przed poniedziałkowym meczem w FA Cup z Aston Villą na Old Trafford, Ralf Rangnick przejrzał kilka papierów na swoim biurku, sięgając po pozytywy swojego embrionalnego rządzenia w Manchesterze United

Na swojej przedmeczowej konferencji prasowej chciał upewnić się, że odczyta właściwe statystyki dotyczące poprawy gry w obronie Manchesteru United: z 1,7 straconych bramek na mecz pod wodzą Ole Gunnnara Solskjaera w tym sezonie do 0,6 pod jego okiem w ciągu jednego miesiąca.

W jakiś sposób te dane będą teraz wyglądać jeszcze lepiej.

Po dwóch czystych kontach w ostatnich 25 spotkaniach Ole Gunnara Solskjaera, klub z Old Trafford zarejestrował trzecie spotkanie na zero z tyłu w ostatnich siedmiu potyczkach pod batutą Ralfa Rangnicka, pokonując Aston Villę 1:0, co oznacza, że w czwartej rundzie FA Cup, która odbędzie się za miesiąc, “Czerwone Diabły” zmierzą się z Middlesbrough. Ale przejęcie kontroli, jakiej Niemiec pragnął od pierwszej sesji treningowej w Carrington, znów wyglądało jak łapanie dymu.

Rangnick miał cztery solidne dni treningów przed tym pojedynkiem. Pracował w różnych systemach i z różnymi członkami sztabu szkoleniowego. Jego decyzja o powrocie do ustawienia 4-2-3-1, które preferował Solskjaer, była uznaniem, że postęp jaki chce poczynić z tą grupą zawodników, być może musi rozpocząć się na znanym dla nich gruncie.

Formacja 4-2-2-2, która w minionym miesiącu utrudniała grę Manchesteru United w Norwich oraz Newcastle, w dwóch ostatnich spotkaniach przeciwko Burnley oraz Wolverhampton została zmieniona na 4-4-2, aby zapewnić większą szerokość, ale ten sam system nie byłby odpowiedni przeciwko silnie obsadzonej drugiej linii Aston Villi. Lekki problem z biodrem Cristiano Ronaldo sprawił, że Rangnick na szpicy postanowił umieścić Edinsona Cavaniego, a na pozycję nr 10 przywrócić Bruno Fernandesa.

Po tym, jak tydzień wcześniej Rangnick dał konkretne wskazówki na mecz z Wolves, tym razem uprościł swoje instrukcje, jak naciskać na ekipę Stevena Gerrarda i dodał szczegóły na temat tego, czego oczekuje od swoich graczy, gdy znajdują się oni w posiadaniu futbolówki. Część zawodników uważała, że tego aspektu wcześniej brakowało.

Rangnick, wraz z nowym asystentem Chrisem Armasem, wielokrotnie omawiał plany z drużyną, żeby upewnić się, że każdy rozumie swoje obowiązki. W efekcie powstał najbardziej kreatywny występ United od czasów objęcia sterów przez 63-letniego szkoleniowca. W ciągu 90 minut Manchester United oddał dziewięć strzałów na bramkę i stworzył kilka groźnych sytuacji, w których lepsze decyzje mogły zaowocować szansami na podwyższenie wyniku.

Prośba menedżera dotycząca zagrywania diagonalnych podań w celu ominięcia trójki środkowych pomocników Aston Villi, została spełniona przede wszystkim w pierwszych 15 minutach spotkania. Scott McTominay trzykrotnie odnalazł Marcusa Rashforda na lewym skrzydle, a w ostatniej akcji Anglik ściął do środka i oddał strzał, po którym Cavani nieumyślnie skierował piłkę nad poprzeczką.

Kiedy pod koniec pierwszej połowy Marcus Rashford przeniósł się na prawą stronę, McTominay i Greenwood odnajdowali go diagonalnymi piłkami z głębi pola. Na jedną z nich Rashford odpowiedział wysublimowanym przyjęciem i podaniem do Cavaniego, w wyniku czego Fernandes strzelił nad bramką. Niestety Anglik spartaczył kolejną szansę, tracąc piłkę, gdy powinien zagrywać ją w pierwsze tempo do niekrytego Bruno Fernandesa.

Przeczytaj również:  Roy Keane: Fred i Scott McTominay nie są wystarczająco dobrzy

Manchester United miał również pomysł, aby wykorzystać wrzuty z autu z okolic połowy boiska. Diogo Dalot dwukrotnie wyrzucał piłkę do Bruno Fernandesa, aby ten mógł zagrać ją z woleja do napastnika biegnącego za plecy obrońców rywali – najpierw Rashforda, potem Greenwooda. Obu zawodnikom po głowach chodziło jednak bardziej zdobywanie bramek, niż podawanie. Omówienie tych sytuacji w formie feedbacku na wideo powinno przynieść korzyści obydwu piłkarzom. Kąt podania Rashforda został być może zablokowany przez Matty’ego Casha, ale jego nieudana próba podążania za dobitką po strzale Greenwooda w drugiej połowie, wywołała zdumione pomruki na trybunach.

Główka Scotta McTominaya po dośrodkowaniu Freda, która przyniosła jedyną bramkę w tym spotkaniu po ośmiu minutach meczu, była ładnie wypracowana, ale druga duża szansa United nadarzyła się po kolejnym szybkim ataku, gdy Cavani wszedł w posiadanie piłki, przechwytując zagranie Douglasa Luiza na połowie boiska. Fernandes wreszcie podał do Urugwajczyka, którego uderzenie sparował Emiliano Martinez.

Ataki United były szybkie i proste. Po przeciwnej stronie szanse Aston Villi wynikały z cierpliwego budowania gry, podań na jeden kontakt i dobrze skonstruowanych trójkątów.

W tym spotkaniu Rangnick uważał Fernandesa za środkowego pomocnika, ale jego instynkt, aby przemieszczać się do ataku, oznaczał, że Luiz, John McGinn oraz Jacob Ramsey często mieli przewagę liczebną nad McTominayem i Fredem. Dodatkową przewagę tworzył Emiliano Buendia, który schodził głęboko. Dzięki temu piłkarze Aston Villi grali blisko siebie i otwierali luki, kreując solidne okazje.

Chociaż Aston Villa oddała tylko cztery celne strzały, to ich łączna liczba oczekiwanych bramek (xG) wyniosła 1,6 (nie licząc nieuznanego gola Danny’ego Ingsa). XG Manchesteru United zatrzymało się na 1,05.

Przez pierwsze 25 minut drugiej połowy Aston Villa złapała prawdziwy rozpęd, swobodnie przedzierając się pod bramkę Manchesteru United. Rangnick dostrzegł zagrożenie i posłał na boisko Donny’ego van de Beeka. Nie było to od razu widoczne dla kibiców na trybunach, którzy myśleli, że pozycję fałszywej dziewiątki w ustawieniu 4-3-3 zajął Bruno Fernandes. Rangnick powiedział jednak, że jego zawodnicy przeszli w środku pola na diament, z Rashfordem i Greenwoodem jako napastnikami.

– Dla nas to było oczywiste i mecz to potwierdził. Potrzebowaliśmy trzech środkowych pomocników. Nawet z tą trójką momentami miewaliśmy problemy z kontrolowaniem środka boiska – powiedział Rangnick.

– Od chwili, gdy w ostatnich 20 minutach zmieniliśmy nasze ustawienie na diament, kontrowaliśmy grę. Tworzyliśmy sytuacje z kontrataku. Niestety nie podejmowaliśmy odpowiednich decyzji w końcowej tercji. Gdybyśmy to zrobili, może udałoby nam się zdobyć drugiego gola. Ale nie jest tak łatwo kontrolować środek boiska, mając zaangażowanych w grę skrzydłowych z przynajmniej jednym napastnikiem.

– Musieliśmy podjąć na ławce trudną decyzję. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na zmianę Edinsona Cavaniego i grę diamentem. Dwóch szybkich skrzydłowych przeszło na pozycje dwóch napastników.

Ostatecznie mecz zakończył się stosunkowo komfortowym rezultatem, ale Rangnick nadal musi zastanawiać się, jak dążyć do przejmowania kontroli.

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze