The Athletic: rozczarowujący czas Anthony’ego Martiala w Sevilli. “Nie zagrał w ostatnim meczu i nikogo to nie obchodziło”

The Athletic Paweł Waluś
Zmień rozmiar tekstu:

Anthony Martial miał odbudować się w Sevilli i pokazać światu, że jeszcze coś z niego może być. Niestety efekt jest odwrotny, a hiszpański zespół, który jeszcze w styczniu zajmował druga lokatę, ostatecznie ledwo utrzymał czwartą pozycję w lidze.  Andy Mitten z serwisu The Athletic sprawdza co poszło nie tak.

Artykuł The Athletic – treść oryginalna

Anthony Martial przybył do Sevilli z uśmiechem na ustach. Był 25 stycznia, kiedy zmienił zimową pogodę w Manchesterze na najbardziej słoneczne miasto w Europie. Francuz pozował do zdjęć z kciukami uniesionymi w górę i wyglądał na pełnego entuzjazmu, kiedy poznawał nowe otoczenie na stadionie Sanchez Pizjuan.

Czemu nie był taki radosny w Manchesterze? Możliwe, że rozegranie 209 z 1980 możliwych minut w Premier League miało z tym związek. Dlatego też United wypuściło go na wypożyczenie do końca sezonu. Sevilla pokryła jego spore wynagrodzenie, nie było jednak mowy o opłacie na wypożyczenie, ani o opcji wykupu.

Na wielkim ekranie ponad stadionem brazylijski Ronaldo, jego prywatny bohater, wysłał wiadomość, życząc Martialowi powodzenia. La Liga poparła tę transakcję i uznała to za sukces, ponieważ Francuz miał inne opcje. Juventus chciał go widzieć we Włoszech, on jednak wybrał Hiszpanię. Czuł, że otrzyma tutaj więcej okazji do gry w naprawdę dobrym zespole.

Sevilla w tamtym momencie zajmowała drugie miejsce w La Liga. W otwierających 22 kolejkach zanotowali 13 zwycięstw i tylko dwie porażki. Dziesięć dni wcześniej odpadli jednak z Copa del Rey, przegrywając z lokalnym Realem Betis. Nie udało im się także awansować ze stosunkowo łatwej grupy Ligi Mistrzów, którą dzielili z Lille, Wolfsburgiem oraz RB Salzburg. Odnieśli tam zaledwie jedno zwycięstwo.

Miało to jednak dobrą stronę – trzecie miejsce oznaczało udział w Lidze Europy, rozgrywkach, które Sevilla wygrywała rekordowe sześć razy od 2006 roku. Finał miał rozgrywać się na ich stadionie. Udało im się także powstrzymać zakusy Newcastle United w kierunku Diego Carlosa (który niedawno trafił do Aston Villi) i wszystko wskazywało na to, że mogą kolejny raz świętować w tych rozgrywkach.

– Sevilla każdego roku pozyskuje jakieś wielkie nazwisko w ramach wypożyczenia, bez większej intencji transferu definitywnego. Nigdy nie mieli zamiaru kupować Martiala – tłumaczy Kenneth Asquez, pośrednik piłkarski z biurem w Sevilli, powiązany z oboma klubami z tego miasta. Regularnie ogląda mecze Sevilli i Betisu.

– Zrobili tak z Samirem Nasrim z Manchesteru City i Stevanem Joveticiem z Interu Mediolan (obaj w sezonie 2016/17) oraz Andre Silvą z AC Milanu (2018/19). Mają nadzieję na pozytywny wpływ wielkich nazwisk. Pozyskali Jesusa Coronę (z FC Porto) w tym roku, ale wyłożyli na Martiala więcej pieniędzy, niż mieli w budżecie, ponieważ problem stanowił Youssef En-Nesyri i jego udział w AFCON (z Maroko). Tracili go z tego powodu na dwa ważne miesiące.

– Znajdowali się również tak blisko Realu Madryt, że myśleli, że są gotowi na walkę o tytuł mistrzowski. W tym czasie Barcelona wyglądała bardzo kiepsko (w styczniu zajmowali dziewiątą pozycję), tak samo jak Atletico (obrońcy tytułu). To pomagało w sytuacji Sevilli.

Martial zadebiutował 5 lutego w meczu z Osasuną. Zagrał jako środkowy napastnik, mecz zakończył się wynikiem 0:0, a Ivan Rakitić, jego nowy kolega z drużyny, nie wykorzystał rzutu karnego w końcowej części spotkania.

– Jesteśmy smutni – mówił po tym meczu Julen Lopetegui, szkoleniowiec Sevilli. Jego drużyna mogła zbliżyć się na jeden punkt do Realu Madryt, a zamiast tego traciła ich już sześć po weekendzie. Jeśli zaś chodziło o pierwszy mecz Martiala… – Nie grał ostatnio za wiele i krok po kroku musi się przystosowywać – zawyrokował Lopetegui, który zdjął Francuza po cichych 77. minutach.

Martiał zagrał także w kolejnym spotkaniu i zanotował asystę, a jego drużyna wygrała 2:0 z Elche. Wystąpił jako drugi napastnik. W następnym meczu strzelił debiutancką bramkę, ustalając wynik spotkania na 3:1 z Dynamem Zagrzeb w Lidze Europy.

Na pierwszych 10 kolejek La Liga, Martial zagrał siedem razy, dwie przegapił z powodu kontuzji i raz wszedł z ławki rezerwowych. Nie strzelił żadnego gola, zanotował tylko jedną asystę i ani raz nie zagrał pełnych 90. minut. Forma Sevilli zaczęła spadać – wygrali tylko dwa z ośmiu meczów, w których występował Martial.

Kiedy 17 kwietnia odwiedził ich liderujący Real Madryt, Francuz był częścią zespołu, który po 25. minutach prowadził 2:0. Sevilla była żądna zemsty, po tym jak dominowali na Bernabeu w listopadzie, ale przegrali 2:1, chociaż jako pierwsi strzelili gola. Biegali naprzeciwko szalejącego tłumu kibiców, który obserwował, jak Martial otrzymuje żółtą kartkę po 39. minutach, a dwie minuty później musi zostać zmieniony z powodu kontuzji, której nabawił się po okropnej interwencji Eduardo Camavingi.

Anthony Martial celebrujący po strzeleniu bramki w meczu z Dynamem Zagrzeb. // Fot. Joaquin Corchero/Europa Press via Getty Images

Real Madryt odbił się w drugiej połowie i strzelił trzy bramki. Zwycięską w 92. minucie zdobył Karim Benzema. Tym samym przepadła seria nieprzegranych spotkań na własnym stadionie, tak samo jak nadzieje Sevilli na pierwszy tytuł mistrzowski od czasów sezonu 1945/46. I tu w zasadzie przepada również sezon Martiala.

W następnych trzech spotkaniach nie było go w składzie. 11 maja pojawił się na 23 minuty meczu z Mallorcą, następnie zaś nie figuruje w składzie na dwa ostatnie mecze sezonu. Ostatnie starcie wygrywają z Athleticiem Biblbao, zapewniając sobie czwarte miejsce nad Betisem. Kilka dni wcześniej miasto wypełniają kibice Rangersów oraz Eintrachtu Frankfurt, aby zobaczyć swoje zespoły rywalizujące o trofeum Ligi Europy.

– Nie wydarzyło się tutaj nic złego, miał po prostu pecha – mówi Asquez o Martialu. – Jeżeli spojrzymy na Sevillę przed styczniem i po, to jakbyśmy mówili o dwóch różnych zespołach. Po rozmowie z (dyrektorem sportowym) Monchim i informacjach z miasta wiem, że pojawił się tam problem psychologiczny.

– Są przyzwyczajeni do tego, że są królami miasta, a Betis znajduje się 20 punktów za nimi i nic nie wygrywa. Jednak w tym sezonie, Betis był dla nich wyzwaniem przez cały czas i wygrał Copa del Rey. Nikt tego nie przyzna, ale to dotknęło Sevillę.

Wpływ na to miały również kontuzje, także Martiala.

– Powiedziałem Monchiemu, którego znam od 20 lat, że kontuzje, które dotknęły zawodników Sevilli, nie są normalne. Zgodził się ze mną. Przeciwko West Hamowi w Lidze Europy, Sevilla musiała wystawić sześciu piłkarzy z drugiego składu. Ich zawodnicy padali jak muchy w kluczowych momentach sezonu, co było kombinacją Covidu-19, a także braku czasu na odpowiednią regenerację, ponieważ było za dużo spotkań do rozegrania. Diego Carlos to jeden z przykładów. Naciskał, aby wrócić na kluczowe spotkania i szybko złapał kolejną kontuzję.

Inni mieszkańcy czwartego największego miasta w Hiszpanii nie są jednak tak wyrozumiali dla zawodnika, który według strony Spotrac, zarabia tygodniowo więcej, niż Mohamed Salah w Liverpoolu.

– Użyję słowa: fiasko – mówi Manolo Martin, kibic Sevilli oraz miejski dziennikarz radiowy. – A także innego: oszustwo. Tak opisałbym Martiala w Sevilli. Strzelił jedną bramkę.

– Były spore oczekiwania od zawodnika z Manchesteru United i duże zainteresowanie, kiedy już się tutaj pojawił. Kibice wykazywali cierpliwość. Mówili, że stracił formę w Manchesterze, ale odciśnie swoje piętno na zespole. Nigdy jednak nie osiągnął poziomu, dzięki któremu kibice zaczęliby go na dobre wspierać.

– Sevilla stała się klubem, który wskrzesza piłkarzy. Przychodzą po ciężkich chwilach w innych zespołach, tak jak (w 2014) Ever Banega z Valencii. Liczyliśmy na to samo w przypadku Martiala, nawet pomimo faktu, że sam Manchester United próbował wskrzesić jego karierę, bez skutku.

Martin wskazuje głównym problem Martiala. – Nie wydawał się oddany sprawie w Manchesterze i równie chłodno wyglądał na naszych boiskach. Nie przekonał nikogo i Sevilla nawet nie myśli o próbach negocjacji z Manchesterem. Nie wziął na siebie odpowiedzialności noszenia koszulki Sevilli, oddał ją komuś innemu.

Jego nowi koledzy zespołu, według wiedzy Martina, próbowali pomóc. – Otrzymał dużo wsparcia w szatni, ale nigdy się za to nie zrewanżował. Był chłodny i zdystansowany. Nic nie pojawiło się również w mediach. Był oczywiście wywiad dla klubowych mediów po podpisaniu kontraktu, ale nic w kontakcie z innymi dziennikarzami lub kibicami. Było to dla niego kompletnie obojętne – nawet nie gwizdnął. Nie zagrał w ostatnim spotkaniu sezonu i nikogo to nie obchodziło.

Sevilla ma czwarty największy budżet w hiszpańskiej piłce i zajęli czwarte miejsce. Martin opisuje ten sezon jako słodko-gorzki. – Pozyskaliśmy go z myślą o rywalizowaniu z Realem Madryt o tytuł. Sevilla była druga i wiedziała, że to trudne wyzwanie, ale chcieli je podjąć.

– Dla kibiców to nie był najlepszy sezon, ale klub osiągnął Ligę Mistrzów czwarty raz z rzędu. Dobry wynik, lecz podszyty rozczarowaniem. W pewnym momencie mieliśmy 10 punktów przewagi nad Atletico, ale trzy ostatnie miesiące były gówniane. Poziom fizyczny spadł.

Asquez jest bardziej wybaczający, ale do pewnego stopnia. – Oczywiście Sevilla jest rozczarowana tym, jak wypadł Martial. To był ogromny nakład z ich strony, a w zamian otrzymali jednego gola, ale takie rzeczy się zdarzają. Powiedziano mi, że zachowywał się w porządku wobec kolegów z drużyny i sztabu szkoleniowego.

– Nie wychylał się za bardzo, ponieważ chciał się skupić na piłce nożnej, ale wiele razy słyszałem zarzut, że brakuje w nim ognia, głodu, pomimo posiadania ogromnego talentu. W ani jednym momencie nie pomyślałem: „wow, a więc za to płacimy 5 milionów euro tygodniówki… plus podatki.” Bardzo bym chciał, żeby to wypaliło dla niego.

– Szkoda, że sezon tak wygasł na koniec, ale Sevilla ma jedną-czwartą budżetu Realu Madryt. Spójrzmy na to z tej perspektywy – widziałem już Sevillę grającą w drugiej lidze.

– Jedyną pociechą jest to, że ponieważ nie przebywał w Hiszpanii przez 180 dni, to można odrobinę zaoszczędzić na podatkach, ponieważ nie musi on zostać rezydentem podatkowym w Hiszpanii. Jestem pewien, że menedżer prywatnie też jest rozczarowany tym, co się stało, a dominującym u mnie uczuciem jest smutek. Jak sądzę, księgowi Sevilli również nie są zachwyceni.

Martial ma 26 lat, a jego kontrakt z United wygasa w przyszłym roku. „Czerwone Diabły” mają jednak opcję przedłużenia go o kolejny rok. Wysłuchają oni jednak ofert za Francuza latem. Dawno już minęły czasy, kiedy był on ulubieńcem Joela Glazera, współwłaściciela, którego rodzina posiada klub.

Gdyby wypożyczenie Martiala wypaliło, jego wartość na rynku transferowym byłaby na rozsądnym poziomie, ale tak się nie stało. Być może będzie on chciał zaimponować nowemu menedżerowi, Erikowi ten Hagowi. Jednak realia są takie, że od sezonu 2019/20 nie grał on dobrze, zarówno w deszczowym Manchesterze, jak i słonecznej Sevilli.

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze