Getty Images/ Alex Livesey

Bruno Fernandes dla The Athletic (cz. II): pomysły Rangnicka nie pasowały do naszego zespołu

Damian Domitrz
Zmień rozmiar tekstu:

W drugiej części rozmowy z Adamem Craftonem z The Athletic Bruno Fernandes opowiedział o zakulisowych rozmowach w sprawie jego kontraktu, kadencji Ralfa Rangnicka, swojej krytyce i metodach Erika ten Haga. Nie zabrakło również wątku Cristiano Ronaldo. 

Na początku minionego sezonu Manchester United rozpoczął rozmowy z Bruno Fernandesem na temat przedłużenia kontraktu. Portugalczyk zrobił furorę na Old Trafford, dlatego klub chciał podpisać z nim prolongatę na kolejne pięć lat. 28-letni zawodnik nie ukrywa, że liczył na przełomowy sezon, ale oczekiwania “Czerwonych Diabłów” bardzo szybko zostały zweryfikowane. Ole Gunnar Solskjaer został zwolniony, a tymczasowo zastąpił go Ralf Rangnick.

– Czuliśmy, że to może być sezon, w którym klub nabierze nowego rozpędu. Czuliśmy, że stać nas na coś wielkiego.

– Ralf Rangnick przyszedł do klubu ze swoimi pomysłami. Chciał bazować na wysokiej intensywności i pressingu, tak jak grał w Niemczech. Ale w naszej drużynie nie wyszło to najlepiej ze względu na słabą atmosferę. Nasza pewność siebie była niska, wszyscy byli przybici. Trudno jest się odbić od dna.

– Nie ma to nic wspólnego z Ralfem. Robił, co mógł. To dobry menedżer z dobrymi pomysłami, ale nie pasowały one do wszystkich zawodników w naszej drużynie. To dlatego, że zespół budował Ole Gunnar Solskjaer. Nowy menedżer z nowym pomysłem nie miał szans powodzenia. To prawdopodobnie przyczyna naszych problemów. Każdy menedżer, który tu był, miał inne pomysły i sprowadzał różnych piłkarzy.

– O kontrakcie rozmawiałem z Johnem Murtoughem i Darrenem Fletcherem. Powiedziałem, że czuję się tu dobrze, ponieważ to klub moich marzeń. Chciałem stabilizacji dla swojej kariery, dla mojej rodziny, ale jednocześnie chciałem rywalizować na najwyższym poziomie. Chcę zdobywać trofea i grać przeciwko najlepszym.

– Klub powiedział mi, że potrzeba więcej niż jednego okienka, by tego dokonać. Zrozumiałem to. Powiedziałem, że jeśli w ciągu tych pięciu lat w trzech sezonach będziemy bić się o najwyższe cele i będziemy mieli menedżera, który postawi swój stempel na tej drużynie, to zostaję.

– Przekaz klubu był jasny. Ufam im. Klub spisał się bardzo dobrze na rynku transferowym. Sprowadzili piłkarzy o wielkich umiejętnościach i wielkie nazwiska. Teraz najważniejsza jest praca na murawie.

Podczas minionego sezonu, który zakończył się katastrofalnie, nikt nie był odporny na krytykę. Nawet Fernandes, który od momentu dołączenia do Manchesteru United, ma 23 asysty z otwartej gry. Tylko Kevin de Bruyne z Manchesteru City zanotował więcej ostatnich podań. Pojawiły się jednak sugestie, że Fernandes nadmiernie ryzykuje – szczególnie w momentach, gdzie można wybrać łatwiejsze, lepsze rozwiązanie.

– Z trybun lub telewizji łatwo jest wytknąć złe zagrania. Podczas meczu masz tylko sekundę na podjęcie decyzji. Kiedy masz piłkę przy nodze, zawsze musisz myśleć o tym, by posunąć ją do przodu. Wyobraźcie sobie, że otrzymuję podanie od środkowego obrońcy. Do gry wystawia mi się prawy obrońca, ale trzech rywali już wie, że zamierzam podać mu piłkę i zaczyna zakładać na nim pressing. Więc co mam z tym zrobić? Podać do prawego obrońcy i wsadzić go na minę?

– Nie przejmuję się taką krytyką. Moim zadaniem jest karmienie napastników. W poprzednim sezonie krytyka przybrała na sile. Wszyscy twierdzili, że podejmuję zbyt duże ryzyko. Podczas dwóch pierwszych kolejek w tym sezonie miałem wysoką celność podań, ale nikt o tym nie mówił, bo przegraliśmy. Bruno nie dał asysty, nie strzelił gola – a więc problemy!

– Kiedy trafiłem do siatki w rywalizacji z Southampton, miałem słabą dokładność podań i nie zagrałem najlepszego meczu. Ale przecież zdobyłem gola, więc chwalono mnie wszędzie. Przeciwko Liverpoolowi zagrałem dobrze. Wszyscy rozegrali naprawdę dobre spotkanie. Wygraliśmy i wszyscy byliśmy wynoszeni pod niebiosa. Ale w tamtym starciu też popełniliśmy wiele błędów.

– Ludzie twierdzą, że nie wyglądam na fajnego gościa. Dlaczego? Na boisku jestem przede wszystkim piłkarzem. Nie wiecie, jak zachowuję się poza nim. Widziałem wywiad z Raphaelem Varane’em, który stwierdził, że jestem najzabawniejszym gościem w szatni. Myślę, że to zaskoczyło wielu ludzi, ponieważ mnie nie znają i nie wiedzą, jakie relacje łączą mnie z kolegami z drużyny.

– Nie znoszę przegrywać, dlatego wtedy nie patyczkuję się z nikim, to prawda. Wtedy nie jestem najlepszym ojcem, najlepszym przyjacielem. Jestem smutny i zdenerwowany. Nie chcę z nikim rozmawiać. Taki już jestem.

Przeczytaj również:  "The Times": dwóch ważnych zawodników Man Utd ominie nadchodzące derby Manchesteru

– Jeżeli podam niedokładnie lub nie strzelę bramki, to zawsze ktoś będzie miał coś do powiedzenia na ten temat. Gram w taki sposób, jaki uważam za najlepszy dla zespołu, dla klubu, dla kolegów z drużyny. Będę nadal tak grał. Podejmuję ryzyko, bo uważam, że przyniesie to większe korzyści. Nie robię tego, by posłać zabójczą piłkę lub zanotować asystę. Robię to, ponieważ chcę wygrywać mecze. Zawsze chodzi mi o trzy punkty.

Fernandes nie uniknął też pytań o swojego rodaka, Cristiano Ronaldo. Najprostsze statystyki mówią, że Fernandes zdobył więcej goli i wykreował więcej sytuacji, zanim pięciokrotny zdobywca Złotej Piłki trafił do klubu. Od momentu transferu Ronaldo zaliczył zaledwie 8 bramek i 7 asyst… Przed tym zanotował 29 trafień i 19 ostatnich podań w 53 meczach Premier League.

– Większość moich asyst z minionego sezonu była do niego. Nie sądzę, że to sprawiedliwa ocena. Miałem po prostu zły sezon pod względem własnych liczb. Nie sądzę, że chodzi o Cristiano czy o mnie.

– Przed jego przyjściem podchodziłem również do rzutów karnych. W zeszłym sezonie miałem dwie jedenastki i obu nie wykorzystałem. Nie mogę więc winić Cristiano za branie karnych, szczególnie gdy trafia do siatki. Kiedy spudłowałem przeciwko Arsenalowi w kwietniu, to właśnie on dał mi piłkę i zachęcił do wykonania jedenastki. Zmarnowałem tę okazję, ale czułem, że mi zaufał. Nie sądzę, że to wszystko jest winą Cristiano. Uważam, że nie radziłem sobie najlepiej w najważniejszych momentach.

– W reprezentacji też gramy razem. I kiedy strzelam bramki, on znajduje się na boisku. Gra za jego plecami jest naprawdę przyjemna, ponieważ rywale podchodzą do niego z takim szacunkiem, że mam wtedy więcej miejsca. Przeciwnicy boją się, że weźmie piłkę i zdobędzie bramkę. Chcą go kryć w przewadze liczebnej. Kiedy trafiłem dwukrotnie przeciwko Macedonii Północnej, w meczu, który zapewnił nam awans do Mistrzostw Świata, to od niego dostałem jedną asystę. Drugi gol wynikał z jego wyjścia na pozycję, czym stworzył dla mnie przestrzeń.

– W ostatnich czterech meczach w Premier League Cristiano Ronaldo zaczynał mecz na ławce, a ja zdobyłem tylko jednego gola. To nie on jest temu winien. Chodzi o rozpęd, wyczucie czasu. Czasami idzie to w złym kierunku, czasami w dobrym. To świetny partner do gry zespołowej… Jeżeli dasz mu dobrą piłkę, to zawsze ją skończy.

Na koniec Bruno Fernandes raz jeszcze opowiedział o współpracy z Erikiem ten Hagiem. Portugalczyk odniósł się m.in. do treningu po przegranym meczu z Brentfordem, gdy holenderski szkoleniowiec kazał swoim zawodnikom przebiec prawie 14 kilometrów – czyli tyle, ile “Czerwone Diabły” przebiegły mniej od swoich rywali.

– Od razu narzucił nam swoje zasady, wymogi. Jest bardzo bezpośredni w tym, czego od nas chce. Chce, byśmy zawsze zakładali pressing na piłkę, żebyśmy byli głodni dobrej gry, byśmy walczyli o zespół i byli trudni do pokonania. Podczas treningów po meczu z Brentfordem czułem, że będziemy robić coś innego.

– To dobrze, kiedy wszyscy biorą winę na siebie. Nikt z nas nie zagrał dobrego meczu. Zazwyczaj winni są piłkarze i menedżer. Ten trening był dobrą wiadomością dla zespołu. Chce wprowadzić dyscyplinę, a my musimy przestrzegać jego reguł.

– Piłkarze nie lubią biegać. Czasami menedżer podejmuje decyzje, których nie rozumiemy, ale z czasem zrozumiemy płynące z tego korzyści.

– Bardzo często rozmawia z nami indywidualnie, pokazuje nam klipy i wytyka nam błędy. “Wolę, byście w tym miejscu zrobili coś innego.” To dobre podejście, ponieważ piłkarze potrzebują czasu, aby jak najlepiej wykorzystać pomysły menedżera.

– Wiedzieliśmy, że kibice bali się meczu z Liverpoolem. Nikt nie spodziewał się, że Liverpool przyjedzie na Old Trafford i przegra. Nikt. Nikt na nas nie stawiał. Byliśmy zdani na siebie.

– Musieliśmy sobie zaufać. Nikt inny nie pomógłby nam wygrać tego meczu. Chodziło o to, byśmy wykonywali swoją pracę, wspierali się nawzajem, emanowali pozytywną energią i byli wobec siebie wymagający w dobrym znaczeniu tego słowa.

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze