ManUtd.pl ocenia (cz. II): wypożyczenia sezonu 2022/23

Łukasz Pośpiech
Zmień rozmiar tekstu:

Zgodnie z zapowiedzią, zapraszam serdecznie na drugą część materiału, w którym podsumowujemy i oceniamy wypożyczenia piłkarzy Manchesteru United, którzy w minionym już sezonie zagrali na wypożyczeniach. Komu Ten Hag powinien zaufać? Kto nie sprostał oczekiwaniom? I wreszcie kto nie zagra już w koszulce “Czerwonych Diabłów”?

Niniejszy materiał jest drugą (i ostatnią) częścią ocen wypożyczeń 2022/23. Zapraszamy do zapoznania się z pierwszą z nich, która ukazała się w końcówce sezonu: ManUtd.pl ocenia (cz. I): wypożyczenia sezonu 2022/23, w której ocenieni zostali Di’Shon Bernard, Dean Henderson, Ethan Galbraith, Charlie Savage, Charlie McNeill, Matej Kovar, Ethan Laird, Alex Telles.

Uwaga: oceny są subiektywne i reprezentują poglądy autora tekstu, a nie całej redakcji manutd.pl.

 

Ondrej Mastny

Klub: Portadown
Statystyki (mecze/czyste konta/stracone bramki): 10/2/21
Minuty na boisku: 900′
Ocena manutd.pl: ?/10

Wypożyczenie bez totalnie żadnej historii. Sztuką jest nie być nawet najbardziej ekscytującym młodym czeskim bramkarzem w Manchesterze United. A Mastny tego dokonał! 21-letni golkiper zdecydowanie ustępuje miejsca Kovarowi, który zaliczył wybitne wypożyczenie do Pragi, w której zdobył mistrzostwo kraju jako podstawowy piłkarz. Mastny za to zaliczył w porządku 10 spotkań od dechy do dechy w Portadown. Dla jasności, Portadown to bardzo stary klub (założony w 1887 r.) grający w północnoirlandzkiej ekstraklasie. W zasadzie to już nie do końca, bo zespół właśnie zaliczył całkiem bolesny spadek z ostatniej lokaty, zdobywszy tylko 16 punktów w 33 meczach.

Debatowałbym, czy to wypożyczenie miało sens. Trudno interpretować średnie noty bramkarza w zespole, który jest ligowym chłopcem do bicia. Być może ruch ten miał wymiar treningowy, w końcu golkiper w drużynie, która straciła 83 gole w sezonie ma całkiem sporo okazji do ćwiczenia refleksu. Mastny z pewnością się nie nudził – ale pozwólcie proszę, że powstrzymam się tu od oceny. Dodam tylko, że Czech jest obecnie wyceniany na 50 tysięcy euro, czyli 36 razy mniej niż wspomniany już Kovar.

Will Fish

Klub: Hibernian FC
Statystyki (mecze/czyste konta/bramki/asysty): 21/6/3/0
Minuty na boisku: 1581′
Ocena manutd.pl: 8/10

Fish bardzo długo nie mógł przebić się do pierwszej jedenastki Hibernian FC występującego w najwyższej klasie rozgrywkowej Szkocji. Stoper nie otrzymywał szans nawet z ławki aż do końcówki jesieni, gdy to coraz częściej wybiegał na murawę, a od połowy stycznia stał się już regularnym obrońcą swojego zespołu , w którym grają takie znane nazwiska jak Aiden McGeady czy David Marshall. Urodzony w Manchesterze Fish mocno przyczynił się do dobrego wyniku ligowego, czyli piątej lokaty, a do tego z niezłą jak na stopera regularnością, strzelał gole (co 575 minut).

Ważne w kontekście rozwoju piłkarza jest to, że ten zaledwie 20-letni piłkarz (rocznik 2003) ogrywał się głównie w środku obrony, ale nic nie stało na przeszkodzie, żeby w ramach zastępstwa pilnował także prawej strony boiska. Nie był na pozycji PO tak samo imponujący, jak w środku, ale z pewnością posiadanie takiego piłkarza w kadrze może być zbawieniem w sytuacji kryzysowej (co pokazał nawet Victor Lindelof w minionym sezonie). Jestem równie zaskoczony jak i zadowolony z rozwoju piłkarza, bo zupełnie nie spodziewałbym się, że aż tak wystrzeli. Oczywiście należy się tu zachowanie pewnego rodzaju skali, ale trudno młodego obrońcy nie chwalić. Ktoś mógłby się przyczepić, że dałem mu aż 8/10, choć sporą część sezonu przegrywał walkę o skład, ale chciałbym tylko dodać, że chłopak miał wtedy 19 lat, a jego zespół mierzył się z naprawdę poważnymi rywalami. Mimo wszystko łokciami rozepchał się w znacznie bardziej doświadczonej drużynie i co ważne, nie oddał miejsca. Bronił się też po prostu występami, za co 4 razy był nagradzany obecnością w zespołach kolejki.

W obronie trudno przyczepić się do statystyk tego stopera mierzącego 185 cm wzrostu: średnio 1 przechwyt na spotkanie, 1,1 wślizgu na spotkanie, 0,2 przegranego dryblingu na spotkanie (czyli był mijany w ten sposób co 5 meczów), 5 przerwanych akcji. Do tego na przestrzeni całego sezonu: 0 błędów prowadzących do straty bramki i 1 sprokurowany rzut karny. Nieco gorzej wygląda u niego kwestia rozgrywania piłki, co może nieco martwić w kontekście dopasowania do zespołu Ten Haga. Fish nie jest bowiem piłkarzem, który ochoczo będzie dyrygował od tyłu grą drużyny. Zaliczył on średnio 49 kontaktów z piłką na mecz, a celność jego podań wynosi 74%. Lepiej wyglądały one na własnej połowie (86% celności) niż na połowie przeciwnika (tylko 58%), a zupełnie kiepsko wyglądało to w przypadku długich zagrań (40%) i dośrodkowań (50%).

Niemniej, nie będę czepiał się, że młodziutki stoper, który spisuje się fenomenalnie w destrukcji i daje wiele przy stałych fragmentach gry, nie jest wirtuozem środka pola. Zdecydowana poprawa względem zeszłego roku i wypożyczenia do Stockport. Nie jestem przekonany, czy Fish powinien już teraz być “wpychany” do kadry Manchesteru United, ale chętnie obejrzałbym go w Championship lub Premier League w kolejnym sezonie.

Charlie Wellens

Klub: Oldham Athletic
Statystyki (mecze/czyste konta/bramki/asysty): 6/0/1/0
Minuty na boisku: 319′
Ocena manutd.pl: 3/10

Wellens jest nominalnym prawym obrońcą, który w tym roku skończy 21 lat. W Akademii nie był specjalnym diamentem, ot piłkarzem, który przez lata pojawiał się w meczach i z reguły robił swoje. Na boisku, choć jest ustawiany z tyłu, dryfuje on gdzieś między prawą pomocą a obroną i powinien (w teorii) być silnym ogniwem podczas napędzania ataków. W praktyce jest on piłkarzem niezłym, ale chyba nie na poziom Premier League. A przynajmniej musi pokazać, że jest inaczej. Te 6 występów przydarzyło mu się jesienią na poziomie National League (5. szczebel rozgrywek), a już w styczniu był z powrotem w Akademii Manchesteru United. Kolejne z wypożyczeń, które realnie nic nie mówi przeciętnemu kibicowi “Czerwonych Diabłów”. Miejmy nadzieję, że sztabowcy wyciągnęli z niego coś ciekawego.

Gol Wellensa na wagę zwycięstwa z Eastleigh (od 4:12)

Alvaro Fernandez

Klub: Preston North End
Statystyki (mecze/bramki/asysty): 42/0/6
Minuty na boisku: 2796′
Ocena manutd.pl: 9/10

Gdybym miał możliwość poproszenia Ten Haga o szansę dla tylko jednego z wypożyczonych piłkarzy, to byłby to Fernandez. Hiszpan jest argumentem (obok Garnacho), że mądry skauting za granicą się po prostu opłaca. Przypomnę, że Manchester United podebrał go za darmo z Akademii Realu Madryt w 2020 roku. Piłkarz ten podbił swoją wartość z 2 milionów euro do 7,5 miliona w jeden sezon i to nie przez przypadek. 20-latek wystrzelił i to tak, że rozkochał w sobie społeczność Preston grającego w Championship. Zagrał w sezonie aż 42 mecze, niemal dobijając do 2800 minut na boisku, a także stając się jednym z niepodważalnych punktów drużyny prowadzonej przez Ryana Lowe.

Jeszcze na początku sezonu, kiedy Hiszpan dobrze wszedł w zespół, pisałem o nim jako o lewym obrońcy z inklinacjami do gry bardziej z przodu. Dziś trudno mi zdefiniować pozycję piłkarza, bo po początkowyej fazie sezonu w klasycznej czwórce z tyłu, Fernandez zaczął migrować wyżej. Znaczną część sezonu spędził na wysokości pomocy jako bardzo dynamiczny, choć wysoki i silny, kreatywny zawodnik do napędzania akcji. Jeśli kojarzy Wam się choć trochę Luke Shaw, to dodajcie do jego atutów świetny, techniczny drybling i odejmijcie trochę umiejętności w defensywie i wyjdzie Wam Fernandez.

Trudno odmówić mu ciągu na bramkę, choć nie jest typem piłkarza, który będzie bramkostrzelny. Nie dlatego, że strzela źle, tylko raczej dlatego, że trzyma się innych zadań. Stosunek 0 goli do 6 asyst raczej tłumaczy, z kim mamy do czynienia. Choć jego statystyka celnych podań nie powala (69%), to nie można nie docenić tego, że jak wół bierze na siebie piłkę i rywali na własnej połowie i rozpoczyna z nimi taniec ciągnący się przez 20-30 metrów, wygrywając średnio 4.9 pojedynków na spotkanie. Ubiegły sezon skończył też z 0.9 kluczowego podania na mecz i całkiem niezłymi statystykami w obronie (1,1 odbioru na mecz i 1,7 wślizgu na mecz), jest też relatywnie rzadko faulującym piłkarzem (0,7 na mecz).

Grę Fernandeza naprawdę trudno opisać jest statystykami tak, by pokazywały one jego realny wpływ na boisku. To jeden z tych zawodników, którzy posiadają umiejętność wzięcia odpowiedzialności za akcję i dociągnięcia jej do pola karnego. Zero w nim gry na alibi i zero kompleksów. Nie jest to też typowy hiszpański elegant, do jakich przyzwyczaiły nas europejskie boiska. Wypożyczenie do Championship/Premier League/La Liga? Jak najbardziej, ale jestem zdania, że przydałby się na ławce Manchesteru United.

Hannibal Mejbri

Klub: Birmingham City
Statystyki (mecze/bramki/asysty): 41/1/6
Minuty na boisku: 2131′
Ocena manutd.pl: 8/10

Hannibal to kolejny piłkarz z rocznika 2003 w tym zestawieniu. I spośród wszystkich chyba taki, który w teorii miał przed sezonem papiery na największe granie. Jak wyszedł jego pobyt w Birmingham? Zaskakująco dobrze, chociaż przyznam szczerze, że nie jest to piłkarz, który robi wrażenie na pierwszy rzut oka. Mejbri ma w sobie coś z Juana Maty pod tym kątem, bo to jeden z tych zawodników, których docenia się po głębszym zastanowieniu. Przez większość sezonu chłopak biegał gdzieś między pozycjami nr 8 a 10, zajmując się raczej tworzeniem przestrzeni i ruchem bez piłki. Średnio miał niewiele kontaktów z piłką na mecz, bo 31, choć winna temu będzie także nierówna forma zespołu z Birmingham. Mejbri miewał mecze, gdzie przekraczał barierę 100 kontaktów z piłką, ale były też takie, gdzie ginął zupełnie. Wynika to z tego, że taczej marny z niego obrońca. Zaangażowany jest zazwyczaj bardziej w powroty za rywalami (tu okazjonalne wślizgi – 1,3 na mecz), ale bez gryzienia murawy czy zastawiania bramki (0,7 przechwytów na mecz, 0,4 odzyskanych piłek na mecz).

Zdarzyło mu się w minionej kampanii średnio 11.4 strat na mecz, co nie jest wynikiem wysokim jak na piłkarza o takim profilu. Bardzo dobrze też zachowuje się na linii ofsajdu, bo nawet wybiegając w wolne przestrzenie, nieczęsto łapano go na spalonym (0,1 na 90 minut). I choć nieźle, jak na swoje gabaryty, wypada w pojedynkach na ziemii (46% wygranych), to już w powietrzu robi minimalne zagrożenie, choć niski nie jest – 182 cm wzrostu.

Zaznacza się, że jest to piłkarz odporny na wytyczne taktyczne, czym może irytować trenerów, szczególnie takich, którym zależy na porządku. Hannibal bywa rozkojarzony i zdarza mu się psuć akcje, w których najoczywistsze rozwiązanie byłoby tym najlepszym. Nie zmienia to jednak faktu, że to zawodnik o niebywałym wyczuciu przestrzeni, który potrafi bawić się przeciwnikami, nawet nie posiadając piłki. Regularnie wchodzi jednak także w konflikty, czego owocem jes 10 żółtych kartoników w lidze.

Ważne w kontekście rozmowy o tym zawodniku jest to, jak ogromną markę zdążył sobie wyrobić w ojczyźnie, czyli Tunezji. Choć to piłkarz wciąż szukający przestrzeni na wdarcie się na ławkę Manchesteru United, to w seniorskiej kadrze swojego kraju zdążył rozegrać już 24 spotkania, czyli w zasadzie 8 razy więcej niż w dorosłej piłce z diabełkiem na piersi. Młody pomocnik (przypomnę, że zaledwie 20-letni) ogrywa się ze swoją ekipą na wielkich turniejach – w ubiegłym roku zawędrował do finału PNA, a zimą znalazł się w samolocie na Mistrzostwa Świata w Katarze. Zagrał tam co prawda tylko w jednym meczu (z Danią), ale to wciąż cenne doświadczenie.

Mejbri jest zawodnikiem, któremu chyba najbliżej było do pierwszej drużyny Ten Haga przed tym sezonem spośród szeroko rozumianej “młodzieży”. Wybuch formy Garnacho i pewnego pana, który pojawi się w tym tekście nieco niżej, raczej obniżył tę pozycję Hannibala w moim wymyślonym i totalnie nieobiektywnym rankingu, ale to nie zmienia faktu, że Tunezyjczyk jest ciekawym rozwiązaniem na problemy w drugiej linii. Nie będę jednak zaskoczony ani zawiedziony, jeśli Mejbri zagra kolejny sezon na kolejnym wypożyczeniu, lub nawet odejdzie zupełnie. Podobno BVB jest gotowe wyłożyć za niego nawet 15 milionów funtów, co byłoby bardzo cennym zastrzykiem gotówki w obliczu letnich zbrojeń. A czy nieobecność pomocnika w kadrze Manchesteru United będzie specjalnie odczuwalna? Pewnie nie.

Eric Bailly

Klub: Olympique Marseille
Statystyki (mecze/czyste konta/bramki/asysty): 23/4/0/0
Minuty na boisku: 855′
Ocena manutd.pl: 3/10

Albo Bailly jest największym pechowcem świata, albo po prostu nie nadaje się na poziom poważnego europejskiego grania. Iworyjczyk jeszcze w sezonie 2022/23 pojawiał się w mediach jako solidny, choć łamliwy (jak Martial), bo kiedy wracał do zdrowia, to faktycznie dawał Manchesterowi United nieco oddechu z tyłu. W tym sezonie Eric z kolei nie był ani solidny, ani specjalnie zdrowy. Stoper zagrał w barwach Marsylii “aż” 23 mecze, ale nie spędził na boisku nawet 900 minut, zaledwie 2 razy grając mecz od początku do końca (jeden raz w lidze i jeden w Lidze Mistrzów). Występy te (z małymi wyjątkami jak mecz ze Strasbourgiem) były w jego wykonaniu po prostu przeciętne, a często kiepskie. Do tego dwa urazy uda (7 meczów przegapionych) i totalnie idiotyczny atak nogą w klatkę piersiową rywala, za który zawieszono go na kolejnych 7 spotkań.

Iworyjczykowi nie można odebrać całkiem niezłego startu we Francji, ale ostatecznie niewiele to zmienia, skoro po niecałych dwóch tygodniach w nowej drużynie musiał pauzować ze względu na uraz uda. Jedyny pozytywny aspekt jego gry, który nie uległ zmianie, to względnie poprawne operowanie piłką. To właśnie tym zyskiwał wiele w oczach kibiców Manchesteru United, bo wybijał się dokładnością w rozegraniu. W związku z tym całkiem ciekawie wygląda jego statystyka celnych podań na poziomie 84% (aż 86% na własnej połowie). Tu jednak kończą się ciekawe liczby, gdyż uśmiechnięty Iworyjczyk urodzony w 1994 roku w Bingerville (przypomnę – nominalny stoper, który w karierze klubowej rozegrał na tej pozycji ponad 200 spotkań) zaliczył średnio: 0,7 przechwytów na mecz i 0,8 odbiorów. Do tego tylko 0,1 razu wygrał posiadanie i 1,1 razu wybijał piłkę. Oznacza to, że czysto matematycznie istnieje mecz, w którym Eric wchodzi na boisko, raz wybija piłkę i tyle. Wspaniale. Co więcej, Bailly nie wygrywał średnio nawet jednego pojedynku w powietrzu na mecz (0,9), ale za to udało mu się wygrać 1,2 pojedynku na murawie na 90 minut. Wspaniale.

Teoretycznie Bailly miał w umowie wypożyczenia zapis o tym, że ekipa ze Stade Velodrome może go wykupić, ale nikt się tam do tego nie kwapi i wszystko wskazuje na to, że Manchester United będzie mu musiał znaleźć nowy dom. Na szczęście mówi się, że Real Betis mógłby być zainteresowany jego usługami. Dlaczego na szczęście? Bo sądzę, że z 29-latka za wiele pożytku na Old Trafford nie będzie i nastąpiła najwyższa pora na rozstanie. I tak jego przygoda trwa o sezon lub dwa za długo.

Axel Tuanzebe

Klub: Stoke City
Statystyki (mecze/czyste konta/bramki/asysty): 5/2/0/0
Minuty na boisku: 330′
Ocena manutd.pl: 1/10

Axel Tuanzebe już na 100% nie będzie piłkarzem Manchesteru United po 1 lipca, ale z kronikarskiego obowiązku również i jego sobie ocenimy. Plus, nie przegapię ostatniej okazji, by móc tu go skrytykować. Axel zaliczył w ostatnich latach niesamowity zjazd. Od człowieka, który schował do kieszeni Mbappe w Lidze Mistrzów, stał się piłkarzem, którego nie wystawiano w Championship. Przez pół roku w ekipie Stoke Tuanzebe spędził w sumie niewiele 5,5 godziny na boisku, a przez resztę czasu nie łapał się nawet na ławkę rezerwowych. Przypomnę, że rok temu grał w Napoli na wypożyczeniu, a jeszcze wcześniej reprezentował Aston Villę. 25-latek jest obecnie warty najmniej od 2018 roku i media na ten moment milczą na temat jego kolejnego pracodawcy.

Podsumujmy sobie, dla zachowania porządku, statystyki stopera: średnio 48,5 kontaktu z piłką na mecz, 90% celności podań, 0,3 przechwytu, 1,3 wślizgu, 4 wybicia na 90 minut. Axel to bardzo fizycznie grający piłkarz, toteż nie powinno nikogo dziwić, że w przypadku pojedynków wymagających siły wygląda to nieco lepiej (1.8 pojedynku na ziemi i 1.5 w powietrzu na mecz). To jednak za mało, by zaimponować komukolwiek, szczególnie że Tuanzebe przegrał rywalizację o skład z takimi tuzami jak Aden Flint, Connor Taylor, Ben Wilmot i Phil Jagielka (przypomnę, że to 40-latek).

Nie ma co podsumowywać, a szkoda. Tuanzebe był najmłodszym od czasów Gary’ego Neville’a kapitanem zespołu U-18, został też laureatem nagrody dla najlepszego młodzieżowca Manchesteru United w 2015 roku. W sezonie 2015/16 po raz pierwszy (w wieku 17 lat) zasiadł na ławce meczu Premier League. Ostatecznie był też w klubie odkąd skończył 8 lat, przeprowadziwszy się z Demokratycznej Republiki Konga, co daje w sumie 18 lat występów w barwach “Czerwonych Diabłów”. No cóż, au revoir.

Shola Shoretire 

Klub: Bolton Wanderers
Statystyki (mecze/bramki/asysty): 16/1/2
Minuty na boisku: 855′
Ocena manutd.pl: 7/10

Młody Shoretire również na wypożyczeniu spędził tylko połowę sezonu, ale w przeciwieństwie do niektórych kolegów, wykorzystał ją w ciekawy sposób. Los i sztab Ten Haga zesłali go do Boltonu grającego w League One (3. poziom rozgrywkowy), gdzie miał łapać minuty. Pewnie gradu goli się nikt nie spodziewał i choć te nie nadeszły, to nie można mówić o zmarnowanym czasie. Anglik z nigeryjskimi korzeniami miał okazję wypróbować się na kilku pozycjach, bo jego nowy trener stawiał na niego równie często na szpicy, jak i bliżej pomocy, choć jak wynika z heatmapy, raczej wszędzie było go pełno.

Oprócz gola, którego Shola strzelił w lidze, warto odnotować, że dwukrotnie wywalczył on rzuty karne dla swojego zespołu i wnosił na boisko naprawdę wiele energii. Przy piłce był relatywnie często i popisywał się sporą celnością podań (77%) , również przy dłuższych piłkach (40%). Jest to też ciekawy przypadek, bo Shoretire, który znany jest z niezwykłej szybkości z piłką, nie jest jakimś wykwintnym dryblerem, ale mimo wszystko wygrywał po średnio 3.4 pojedynku na mecz i relatywnie rzadko tracił on piłkę (7,6 raza na spotkanie). Jest to zawodnik bardzo filigranowy, mierzący zaledwie 166 cm wzrostu, co z kolei sprawia, że nie ma z niego większego pożytku w powietrzu. Przyciąga jednak faule – średnio sędziowie przerywali grę 1,6 raza na mecz po nieprzepisowych zagraniach na nim.

Oceniam tę przygodę jednoznacznie dobrze. Shola ewidentnie potrzebował poważniejszej gry i ją dostał. Jako 19-latek wchodzi w regularny seniorski futbol z doświadczeniem w Manchesterze United (5 seniorskich występów) i czekać teraz tylko, aż złapie wiatr w żagle. Czy w zespole Ten Haga? Może być na to za wcześnie, ale kto wie?

Amad Diallo

Klub: Sunderland
Statystyki (mecze/bramki/asysty): 42/14/4
Minuty na boisku: 3015′
Ocena manutd.pl: 9/10

Jest i on. Crème de la crème. Iworyjska truskawka na torcie i niekwestionowane objawienie sezonu. Ktoś, dla kogo prawdopodobnie większość ludzi czyta niniejszy materiał (dlatego zostawiłem go na sam koniec). Amad. Przyznam szczerze, że przed tym sezonem już go powoli skreślałem i zaczynałem agitować sprzedaż skrzydłowego. Wybaczcie, każdy się myli. Po prostu z racji zajmowania się wypożyczeniami świetnie pamiętam epicką wywrotkę Diallo, jaką był pobyt w szkockim Rangers, gdzie na którymś etapie już nie grał, pomimo że jego ekipa zaszła do finału LKE (i musiała dbać o rotację zespołem). Oglądało się go słabo, słabo wyglądały jego statystyki i brak mu było jakiejkolwiek pewności siebie. Aż tu przyszło wypożyczenie do Championship i nie da się go poznać. Doszło do tego, że młody piłkarz zgarnął tytuł najlepszego gracza ligi za grudzień i walczył o miano jej najlepszego młodego zawodnika całego sezonu. Jak?

Przede wszystkim pozycja i zaangażowanie. Wreszcie odblokowano go ze sztywnych ram, w których grał wcześniej. Po tym sezonie nadal mówimy o nim jako o skrzydłowym, choć realnie Amad dryfował między pozycjami 9,10, 8 a prawym skrzydłem. W zasadzie pokrywał on 1/4 boiska, co widać na heatmapie. Diallo był po prostu wszędzie i to właśnie tym swoim zaangażowaniem w każdą akcję tak wiele zyskał. Tym, oraz regularnością. Bo nie rozmawiamy w kontekście Amada o kilku dobrych występach, przez które można uznać rozgrywki za udane. Rozmawiamy o nim jako o poważnym kandydacie do najlepszego skrzydłowego ubiegłego sezonu Championship, który dał swojej drużynie wiele cennych punktów. Punktów, które ostatecznie przełożyły się na 6. lokatę w lidze i grę w play-offach (przegranych) o awans do Premier League.

Przebojowy, szybki i z werwą. Świetnie wpisał się w kontrataki Sunderlandu, holując piłkę przez dziesiątki metrów. Wiele w nim młodzieńczości i zabawy piłką, której trochę chyba brakowało przez ostatnią dekadę na Old Trafford. O dziwo nie asystuje zbyt często, choć jego styl gry stereotypowo mógłby się z tym kojarzyć. Troszkę przypomina w tym aspekcie swojego brazylijskiego kolegę z Manchesteru United. Antony, choć ma być szalenie kreatywnym zawodnikiem, to nie udało mu się w tej kampanii podbić statystyki najlepszych (a nawet średnich) asystentów. Cóż, można nad tym pewnie popracować.

Zerknijmy w liczby. Średnio na jeden mecz, Amad był przy piłce 52,3 raza, co jest wynikiem nader dobrym, biorąc pod uwagę, że nie jest to piłkarz zbyt intensywnie grający w defensywie. Do tego dochodzi 1,1 kluczowego podania na mecz. W ogóle, należy docenić dokładność zagrań Iworyjczyka, która sięgnęła w kampanii ligowej pułapu 86%. W tym 93% celności na własnej połowie (ok. 10 podań na mecz) i 82% na połowie rywala (tu już ponad 21 podań na mecz). Nawet długie piłki były bardzo dokładne, bo aż 79% tych, które posłał, znalazło adresata. O wiele gorzej sytuacja wygląda w przypadku dośrodkowań – zaledwie 17% celności, ale z zaznaczeniem, że Amad wcale nie wrzuca często (zaledwie 0,1 raza na mecz).

Wróćmy do defensywy. Tutaj jest do poprawy sporo, bo Diallo wcale nie jest specjalnym pracusiem z tyłu boiska, co może sprawiać, że nie będzie idealnym wyborem dla Ten Haga. Wszystkie z poniższych statystyk: odbiory, wślizgi i wybicia zdarzyły mu się w tym sezonie rzadziej niż raz na spotkanie. Biorąc pod uwagę fakt, że Sunderland wcale nie był w tej kampanii wybitnie atakującym zespołem, można oczekiwać nieco więcej od skrzydłowego. Pamiętać należy jednak, że za plecami Diallo miał bardzo dobre wsparcie w postaci Patricka Robertsa – obrońcy, który brał na siebie defensywę po prawej stronie boiska. Co ciekawe, ze wzgledu na wolność dawaną Diallo w ataku, to Roberts brał na siebie dośrodkowania (stąd 7 asyst w kampanii ligowej). Gdyby więc zakładać, że Manchester United nie sięgnie po prawego obrońcę w oknie transferowym, to byłbym skłonny sugerować z prawej strony raczej duet Diallo–Wan-Bissaka niż Diallo–Dalot ze względu na większe umiejętności Anglika w łataniu dziur z tyłu.

Prawe skrzydło w Manchesterze United to enigma i paradoks. Aż trudno uwierzyć, że tak obficie obsadzona pozycja ma aż tyle problemów. Sancho jest jedną wielką niewiadomą, która zaczęła lepiej spisywać się na lewej stronie boiska, a gra Antony’ego jest sinusoidalna (od przebłysków geniuszu po przebłyski przeciętności). Pellistri dał nadzieję, że można uratować jego karierę, ale to ponownie, tylko przebłyski. Greenwood wisi gdzieś w powietrzu, ale jego temat to na ten moment nieruszany słoń w składzie porcelany. Stąd w paradoksalnie niesamowicie gęsto obstawionym składzie Manchesteru United może znaleźć się miejsce dla Diallo. Ale tylko pod warunkiem, że dostosuje się do futbolu Ten Haga. Iworyjczyk ma ku temu predyspozycje, m.in. ze względu na uniwersalność w ataku, ale jest też kilka aspektów, które mogą blokować Holendra do niego zniechęcać. Pamiętajmy też, że to był tylko jeden sezon – poprzednie były po prostu słabe w jego wykonaniu.

Wszystkie gole Amada w Sunderlandzie (2:00, 5:09, 10:52, 11:45,  w szczególności)

 

 

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze