Getty Images

Ole Gunnar Solskjaer dla The Athletic. O zwolnieniu, powrocie Ronaldo, limitach transferowych, mentalności szatni i Glazerach

Damian Domitrz
Zmień rozmiar tekstu:

Były piłkarz i menedżer Manchesteru United, Ole Gunnar Solskjaer, udzielił wywiadu The Athletic. Norweski szkoleniowiec poruszył w nim temat powrotu Cristiano Ronaldo, rodziny Glazerów, transferów za jego kadencji i zwolnienia z klubu z Old Trafford. Legenda „Czerwonych Diabłów” zdradziła również, jak przewiduje swoją przyszłość.

Od zwolnienia Norwega minęło prawie dwa lata. Solskjaer stracił posadę sześć miesięcy po tym, jak dotarł z Manchesterem United do finału Ligi Europy, który przegrał z Villarrealem po rzutach karnych. Przez długi czas norweski trener nie chciał wypowiadać się na temat pracy na Old Trafford, ale w końcu nadszedł czas, w którym uznał, że to dobry moment na spowiedź.

Podczas rozmowy z Andym Mittenem, Ole Gunnar Solskjaer opowiedział:

  • Dlaczego sprowadzenie Cristiano Ronaldo wyglądało na zasadne, ale ostatecznie wyszło źle?
  • Wątek z przerwy meczu przeciwko Watfordowi (1:4), podczas której powiedział swoim piłkarzom, że straci pracę
  • O tym, że niektórzy piłkarze nie byli tak dobrzy, za jakich się uznawali
  • Jak niektórzy piłkarze odmówili przyjęcia opaski kapitańskiej?
  • O filmowaniu śpiewu piłkarzu, którzy skandowali „Ole’s at the wheel”
  • Dlaczego chciał nagrać pożegnalne wideo?
  • O przegranej walce o Harry’ego Kane’a, Erlinga Haalanda i Jude’a Bellinghama
  • O rodzinie Glazerów

WYWIAD Z OLE GUNNAREM SOLSKJAEREM:

Co robisz na co dzień?

– Zajmuję się w głównej mierze trenowaniem, robię to cztery razy w tygodniu, mam pod opieką trzy zespoły. Pomagam dzieciakom, którym się to podoba. W ten sposób widzę inną stronę futbolu, tę amatorską, choć trenuje się niestety na sztucznych murawach. Widać w oczach tych dzieciaków błysk, słuchają i chcą się uczyć.

– Zaczynam jednak tęsknić za profesjonalnym futbolem, kiedy oglądam mecze czy to z wysokości trybun, czy w telewizji. Odkąd odszedłem z Manchesteru United, podróżowałem po świecie razem z moimi dziećmi jako fan. Byłem na stadionie Napoli, Milanu i Dortmundu, by doświadczyć innej gry. Bardzo nam się podobało.

– Moja rola w UEFA polega na tym, że oglądam mecze Ligi Mistrzów osobiście. Oglądam te drużyny z innej perspektywy niż jako menedżer. Analizuję je, rozwiązuje problemy, widzę, jakie obie drużyny starają się zranić siebie nawzajem.

– Wybieram się jeszcze na wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych w następnych kilku tygodniach, aby zobaczyć się z Waynem Rooneyem i Davidem Beckhamem, zobaczyć kilka spotkań i zobaczyć, z czym to się je.

Czy chcesz wrócić do bycia menedżerem?

– Tak, miałem oferty. Ostatnio dwie z Arabii Saudyjskiej. Mój najlepszy kumpel, który jest również moim agentem, przegląda je wszystkie. Jeśli prowadziłeś Manchester United, to masz własne kryteria co do tego, gdzie chciałbyś pracować. Kocham Anglię i Premier League. Teraz nawet Championship wydaje się silniejsza niż kiedykolwiek, ale nie ograniczam się wyłącznie do Anglii. Może spróbuję innego wyzwania, gdzie będę musiał doświadczyć nowej kultury i nauczyć się nowego języka.

– DNA i tożsamość klubu są ważne. Chcę klubu, w którym będę najlepszą wersją siebie. Musimy być do siebie dopasowani. Być może podjąłem złą decyzję odnośnie do pracy w Cardiff City, gdzie mieliśmy zderzenie tożsamości i stylów. To, czego najbardziej mi brakuje, to pracy z dobrymi ludźmi, pojawiania się w robocie każdego dnia, dyskusji o futbolu i tworzenia wspólnie planów na kolejny mecz. Nie chodzi tylko o formacje, ale o kreowanie kultury, co sprawia radość całemu sztabowi. Chodzi o wspólne budowanie drużyny.

Minęło niemal dwa lata od twojego odejścia. Jak dziś postrzegasz swoją pracę w Manchesterze United?

– Brakuje jednego elementu – trofeum. Mógł zmienić to jeden rzut karny w meczu z Villarrealem i wtedy moja praca byłaby postrzegana inaczej. Trofea są ważne, ale równie ważne jest wylanie fundamentów pod dobre występy. Udawało nam się to przez długi czas, regularnie. Ostatecznie nie wykonaliśmy wystarczająco dobrej pracy, ale zadaniem, które mi powierzono, było przywrócenie uśmiechu na twarzach kibiców i coś w tym kierunku udało się zrobić. We wrześniu 2021 roku byliśmy na pierwszym miejscu w lidze, przyszli do nas Cristiano Ronaldo, Raphael Varane i Jadon Sancho.

I?

– Podpisując kontrakty z tymi piłkarzami, byliśmy silni. To był kolejny krok w kierunku walki o tytuł. Ale niestety nie zadziałało.

W pewnych kręgach kibicowskich i w niektórych mediach mówi się, że to Ronaldo zrujnował twój zespół. Mówi się, że był to próżny zakup Eda Woodwarda. Jaka jest prawda na temat jego transferu i jak odnajdowałeś się w pracy z takim piłkarzem?

– To była decyzja, którą bardzo trudno było odrzucić. Czułem, że musimy go sprowadzić, ale ostatecznie okazało się to błędem. Czułem, że zrobiliśmy dobrze i fani mieli tak samo podczas meczu z Newcastle United, gdy całe Old Trafford kołysało się po tym, jak Ronaldo dwukrotnie wpisał się na listę strzelców w wygranym 4:1 spotkaniu. Wciąż był jednym z najlepszych strzelców na świecie i wyglądał na silnego.

– Kiedy spojrzałem wtedy na terminarz, zapowiadał się decydujący okres: Manchester City, Liverpool, Tottenham oraz Leicester City na wyjeździe. Potem Chelsea i Arsenal oraz mecze Ligi Mistrzów. Wszystko potoczyło się przeciwko nam. Zaczęło się od Aston Villi u siebie, z którą przegraliśmy 0:1 i pudła z rzutu karnego w końcówce meczu.

– Gdy zarządzasz grupą, musisz zadbać o to, by wszyscy podążali w tym samym kierunku. Kiedy nie układa się to po twojej myśli, zaczynasz dostrzegać, że u niektórych piłkarzy wychodzi ich ego. Wygraliśmy przekonująco z Tottenhamem 3:0, ale później przegraliśmy dwa mecze…

Na jesień przegrałeś pięć z siedmiu meczów w lidze. Czułeś, że stracisz pracę?

– Nikt mi o tym nie powiedział, ale wiedziałem o tym w przerwie meczu z Watfordem (1:4). Nie wyglądaliśmy jak drużyna Manchesteru United. Piłkarze nie chcieli biegać dla siebie nawzajem. W przerwie powiedziałem im, że to prawdopodobnie ostatni raz, gdy ze sobą pracujemy i przekonałem ich, żeby zagrali z dumą. Niemal odwracaliśmy losy meczu, do momentu w którym Harry Maguire dostał czerwoną kartkę.

I co stało się później?

– Kolejnego poranka dostałem wiadomość od Eda Woodwarda, że musimy zobaczyć się w jego biurze w Carrington. To był całkiem trudny moment, bo byłem przy tym klubie przez 18 lat i miałem w nim dobre i złe momenty. Dostałem mnóstwo wsparcia i mieliśmy dobry czas z Edem. Dał mi szansę i za to będę mu dozgonnie wdzięczny. Wyrzuciłem swoją rodzinę na lotnisku, zanim dostałem wiadomość. Po tej wiadomości powiedziałem żonie, że być może wrócę do Norwegii jeszcze przed nią.

– To był emocjonalny dzień. Bardzo emocjonalny. Nie sądziłem, że taki będzie, ale czułem się, jakbym opuszczał rodzinę. Chciałem porozmawiać ze wszystkimi piłkarzami i się pożegnać. Porozmawiałem z trenerami i całym sztabem. Potem wróciłem do pustego domu.

Nagrałeś pożegnalne wideo. Czułeś, że piłkarze cię zawiedli?

– Nie chciałem odchodzić bez pożegnania z fanami, którzy traktowali mnie bardzo dobrze. Fani też byli moją rodziną. Czułem, że to właściwe rozwiązanie.

Byłeś zły? Czułeś, że piłkarze cię zawiedli?

– Nie byłem zły. Nie byłem też rozgoryczony. Rozczarowany. Nie udało mi się wykonać pracy moich marzeń tak, jak chciałem. Chciałem wykonywać moją pracę przez sześć miesięcy i czerpać z niej radość. Z pewnością tak było, szczególnie po zwycięstwie na stadionie Paris Saint-Germain. Były wspaniałe momenty, po których dostałem pracę na pełen etat. Wygrane na wyjeździe z Manchesterem City, pokonanie ich u siebie po golu Scotta McTominaya z połowy tuż przed lockdownem. Nie pamiętam, by Old Trafford kiedykolwiek tak wybuchło. Fani są z tym klubem od wieków.

– Jak wiemy, był to ostatni raz, zanim zamknięto trybuny na wiele miesięcy. Później odnieśliśmy kolejne zwycięstwo nad PSG. Byliśmy niepokonani na wyjeździe przez bardzo długi czas. Nie jest łatwo zaliczyć 29 meczów na wyjeździe bez porażki. Puste stadiony w pewien sposób nam pomogły, bo mogliśmy instruować piłkarzy w trakcie spotkań.

– Tamte drużyny Manchesteru City i Liverpoolu były najlepszymi w historii tych klubów, miały najwspanialszych menedżerów. Wiem, że to odważne stwierdzenie, bo Liverpool był bardzo dobry w latach 80., ale pod wodzą Jurgena Kloppa byli fantastyczni. W moim ostatnim sezonie graliśmy z nimi u siebie. Czułem, że piłkarze są na to gotowi, tak jak wtedy gdy pojechaliśmy na stadion City i wygraliśmy. Mogliśmy grać głęboko i czekać na kontrataki, ale moją decyzją było to, by ruszyć na przeciwnika. Przegraliśmy 0:5. Do przerwy wyglądało to 50 na 50, mniej więcej, w posiadaniu piłki i wykreowanych sytuacjach, ale pomimo tego przegrywaliśmy już 0:4.

– Podjąłem złą decyzję i to był mój najniższy punkt jako menedżera Manchesteru United. Roberto Firmino był piłkarzem, który prawdopodobnie sprawiał mi najwięcej problemów. Porażka 1:6 z Tottenhamem była inna. Duży wpływ na nią miała czerwona kartka Anthony’ego Martiala.

Czy praca w Manchesterze United jest awykonalna?

– Nie, ale jest trudna, zwłaszcza dla menedżerów, którzy wchodzą w buty jednego z najlepszych szkoleniowców w historii. Oczekiwania są bardzo wysokie, ale nie możemy ciągle żyć w tej samej erze, w której grałem. Na koniec zawsze rywalizowaliśmy tylko z Chelsea i Arsenalem. Teraz większość drużyn ma pieniądze, a nawet jeśli ich nie mają, to nie muszą sprzedawać swoich zawodników. Wracając do tamtych czasów, Wayne Rooney i Cristiano Ronaldo byli najlepszymi piłkarzami młodego pokolenia, a my ich sprowadzaliśmy. Teraz Manchester United nie może po prostu zgłosić się po Evana Fergusona i go kupić. Nie mogliśmy sprowadzić zawodników, o których wspominałem klubowi.

Jacy to byli piłkarze?

– Erling Haaland, zanim zadebiutował w Salzburgu. Declan Rice, który nie kosztowałby tyle, ile kosztował tego lata. Rozmawialiśmy też o Moisesie Caicedo, ale czuliśmy, że potrzebujemy wzmocnień na już. Brighton jest bardzo dobre w ściąganiu piłkarzy z zagranicy, bo daje im półtora roku na odnalezienie się w drużynie. W Manchesterze United nie ma takiego luksusu, co kosztowało klub wielu uzdolnionych piłkarzy.

– Zaciekle walczyliśmy o Jude’a Bellinghama, bo to idealny piłkarz dla Manchesteru United. Szanuję jednak, że wybrał Dortmund. Prawdopodobnie był to rozsądny ruch. Ale z drugiej strony szanuję też Aarona Wan-Bissakę, Daniela Jamesa i Jadona Sancho. To młodzi gracze, którzy byli gotowi wejść drużyny, która nie była tak gotowa jak ta, do której wchodziłem ja jako piłkarz.

– Sprowadziłbym Harry’ego Kane’a w każdym dniu tygodnia. Z tego, co wiem, to chciał przyjść do Manchesteru United. Ale klub nie miał budżetu z powodu ograniczeń finansowych wymuszonych przez COVID-19. Nie ma studni bez dna.

Trafiłeś do Manchesteru United z zagranicy i potrzebowałeś półtora tygodnia jako piłkarz…

– Byłem typowym strzelcem i trafiłem do siatki po pierwszym kontakcie z piłką. Wszedłem do drużyny w idealnej sytuacji. Miałem za sobą Erica Cantonę, a Andy Cole był kontuzjowany. Wykorzystałem swoją szansę, byłem gotowy. Teraz Premier League bardzo się różni, jest trudniejsza.

Po Tobie przyszedł Ralf Rangnick i był bardzo krytyczny wobec klubu, który zastał. Czy to była zniewaga?

– Klub, który zastał w listopadzie 2021 roku był inny od tego, który miałem we wrześniu 2021 roku. Powiedziałem mu to, dzieląc się swoją opinią na temat każdego zawodnika. Sprawy uległy pogorszeniu, utraciliśmy kolektyw. A jeśli drużyny nie buduje się na jedności, to nie jest to Manchester United.

– Niektórzy zawodnicy uważali, że powinni grać więcej i nie byli konstruktywni dla całego środowiska. To mój ogromny grzech. Kiedy ja jako piłkarz nie zaczynałem meczów od pierwszej minuty, chciałem udowodnić menedżerowi, że podjął złą decyzję. Teraz piłkarze tacy nie są. Agenci i członkowie rodzin wpajają im do głowy, że są lepsi od innych, bo mają w tym interes. To choroba współczesnego futbolu.

– Pod koniec sezonu 2020/21 mieliśmy do pracy wspaniałą grupę. Awansowaliśmy do półfinału FA Cup w 2020 roku oraz do finału Ligi Europy w 2021 roku.

Czy zrobiłbyś coś inaczej w finale Ligi Europy lub w półfinale Pucharu Anglii przeciwko Chelsea?

– Villarreal pod wodzą Unaia Emery’ego był trudny do złamania. Nie oglądałem tego meczu drugi raz.

Powiedziałeś mi kiedyś, że każdy mecz Manchesteru United oglądałeś ponownie…

– Ale nie ten. Nie oglądałem też meczu z Liverpoolem, Tottenhamem i Watfordem. Nie ma mowy. Obejrzałem pozostałe i byliśmy solidnym zespołem. Powinienem jednak wystawić od pierwszej minuty Nemanję Maticia lub wprowadzić go na boisko jako zmiennika. To był idealny mecz dla niego. Nie wybrałem go, ponieważ czułem, że inni bardziej zasłużyli na tę szansę.

– Trudno jest zostawiać takich piłkarzy na ławce, ale musisz podejmować ryzyko. Zaryzykowałem wystawiając dzieciaków w ostatnim meczu sezonu 2020/21 przeciwko Wolves. Zaryzykowałem utratę wyjazdowego rekordu. Byłem dumny, jak te dzieciaki zareagowały, wygrywając 2:1.

Byliście krytykowani, głównie w Internecie, ale stało się to pewną narracją, że nie mieliście planu taktycznego na mecz i byliście głównie zespołem kontratakującym. Czy możesz opowiedzieć nam o swojej filozofii i jak ważną rolę odgrywają w niej trenerzy?

– Uwielbiałem Kierana McKennę i Michaela Carricka. To najlepsi trenerzy i na pewno to udowodnią. Mike Phelan miał doświadczenie, a Martyn Pert pracował na całym świecie. Czuliśmy, że trzeba dobrze bronić, by dobrze atakować. Zawsze chcieliśmy naciskać na rywali, nawet na Anfield czy Etihad, nawet z kontuzjami. I zazwyczaj dobrze nam to wychodziło.

– Chciałem, żebyśmy wychodzili do przodu bardzo szybko, co jest wymagające pod względem fizycznym. Brzmi to jak kontratak, ale w najlepszych momentach jechaliśmy na stadiony Spurs, Brighton i Evertonu pod wodzą Carlo Ancelottiego i kontrolowaliśmy całe mecze. Tak samo było przeciwko Leeds na własnym boisku, gdy wygraliśmy 6:2 i 5:1 z ekipą Marcelo Bielsy.

– Nie zawsze byliśmy doceniani za nasze zorganizowane ataki i obronę, choć inni menedżerowie i trenerzy komplementowali nasze taktyczne podejście do gry z piłką i bez niej. Piłka nożna zmieniła się nawet teraz, odkąd opuściłem Manchester United. Jest zupełnie inna niż wtedy, gdy byłem piłkarzem. Wtedy skupialiśmy się na tempie, sile, osobowości i indywidualnościach, które wygrywały mecze. Teraz drużyny czują się bardziej komfortowo, grając na własnej połowie, wciągając przeciwników i wykorzystując przestrzeń, z której wyskakują do szybkiego ataku.

– Potrzebujesz piłkarzy, którzy czują się w tym komfortowo i są w stanie to zrobić. Jeśli w latach 80. i 90. zagrałbyś piłkę w poprzek boiska, to zostałbyś zdjęty. Teraz jest to normalne. Jeżeli uda ci się pokonać pierwszy i drugi pressing, to jesteś groźny.

Który z twoich transferów był najlepszy?

– Bruno Fernandes od razu wszedł do drużyny i od razu podniósł jej poziom. Harry Maguire – to niedorzeczne, że spotyka się z takimi nadużyciami. Bardzo mu współczuję, ale to silny gość i mam nadzieję, że odwróci los. Kiedy przybył, podniósł poziom naszej obrony i poprawił nastrój w całym klubie. Nie pamiętam każdego podpisanego przeze mnie piłkarza, choć powinienem, bo w każdym sezonie obowiązywał mnie LIMIT trzech głównych transferów.

Kto go nałożył? Czy tak działa struktura Manchesteru United?

– Podpisałem taki papier, gdy tu przychodziłem. Rozumiałem swoje zadania i się na niego zgodziłem. Nie mogę teraz narzekać i nie jestem typem, który jęczy po utracie pracy, ale teraz Manchester United wydał znacznie więcej w tych dwóch oknach transferów niż wtedy, kiedy tam byłem.

Jak się z tym czujesz?

– Widzieli, czego potrzebuje klub.

Nie jesteś z tego powodu sfrustrowany?

– Nie chodzi o mnie ani o to, ile dostawałem każdego lata, ale o to, ile pieniędzy klub chciał wydać. Chcę, by Manchester United znów był na szczycie i pokonał Liverpool oraz Manchester City. Podjąłem jedną samolubną decyzję – o zatrzymaniu Scotta McTominaya, który mógł udać się na wypożyczenie do Derby w 2019 roku, aby grać więcej. Zatrzymaliśmy go, postawiliśmy na niego i po pokonaniu PSG na wyjeździe, kiedy zagrał dobrze u boku Freda, myślę, że postąpiliśmy słusznie. Scott McTominay jest na wskroś piłkarzem skrojonym do Manchesteru United.

– Wcześniejszej nocy oglądaliśmy, jak Ajax pokonywał Real Madryt i to dało nam nadzieję, że kolejna młoda drużyna może zagrać bez strachu przeciwko najlepszym. Nie mieliśmy nawet czasu na dopracowanie taktyki i zagraliśmy ustawieniem 4-4-2 z głęboko cofniętymi napastnikami. Fred miał grać tak, jak grał w Szachtarze Donieck.

– Wiedziałem, że Marcus podejdzie do decydującego rzutu karnego. Popatrzyłem na naszych wyjazdowych kibiców, którzy wybuchli z radości. Moja młoda drużyna wygrała. Sir Alex Ferguson i Eric Cantona przyszli do szatni po meczu. Piłkarze śpiewali „Ole’s at the wheel”. Wszyscy śpiewali i tańczyli na stole. Co za moment! Piłkarze, którzy nie potrafili nawet mówić po angielsku, skakali, kopali pudełka z pizzą i śpiewali „Ole’s at the wheel”. Czułem się wtedy znakomicie. To jedyny raz, gdy wyciągnąłem telefon i zacząłem nagrywać swoich zawodników.

– Teraz Manchester United podpisał kilku dobrych piłkarzy. Rasmus Hojlund będzie ekscytującym graczem, to typ zawodnika którego Manchester United potrzebuje.

Czy czujesz, że piłkarze wrzucili cię pod autobus, tak jak mówili twoi byli koledzy z boiska?

– Nie, niezbyt. Niektórzy po prostu nie byli tak dobrzy, za jakich się uznawali. Nie będę wksazywał nazwiskami, ale byłem bardzo rozczarowany, gdy kilku z nich odmówiło założenia opaski kapitańskiej. Byłem również rozczarowany, jak niektórzy odmawiali trenowania i grania, bo chcieli wymusić transfer z klubu.

– Po moim odejściu pojawiło się w mediach kilka informacji o tym, jak traktowałem niektórych zawodników, co było kompletną bzdurą. Z większością miałem solidne, szczerze relacje.

Jak widzisz Erika ten Haga radzącego sobie z pewnymi pozaboiskowymi sprawami, to czujesz do niego sympatię?

– Wiem, przez co przechodzi. To wymarzona praca, ale bardzo trudna. Musisz radzić sobie z ludźmi, z ich wszystkimi problemami i zapleczem. To nie symulacja jak w grze komputerowej. Większość z nich to jednak dobrzy profesjonaliści, którzy chcą spisywać się dobrze. Niektórzy jednak myślą tylko o sobie, ale większość myśli o klubie.

Co sądzisz o rodzinie Glazerów?

– W naszych rozmowach zawsze byli szczerzy i otwarci. Musiałem być cierpliwy i silny mentalnie – i tak było. Widać, że teraz wspierają obecnego menedżera.

Jak się czułeś, gdy grupa kibiców pojawiła się na boisku treningowym, aby zaprotestować przeciwko Glazerom? Jaki był twój pogląd na to, co działo się tamtego dnia?

– Mieli do tego prawo. Poszedłem z nimi porozmawiać. Ochrona nie chciała mnie do nich dopuścić, ale chciałem do nich wyjść i pogadać. Wysłuchałem ich i poczułem, że odbyliśmy fajną rozmowę. Rozmawianie z kibicami to część tej pracy. Zachęca się w klubie do posiadania własnej ochrony, ale nie czułem się z tym dobrze i zazwyczaj chciałem być sam.

– Nie byłem tam zbyt często, odkąd w zeszłym roku całą rodziną przeprowadziliśmy się do Norwegii. W Manchesterze ludzie pokazują mi kciuki w górę, choć częściej robią to w prawdziwym życiu. Łatwiej jest powiedzieć, że jestem do dupy, gdy ktoś siedzi anonimowo za klawiaturą.

Czułeś wsparcie kibiców?

– Poza wyjazdowym meczem z Watfordem nie pamiętam żadnej negatywnej reakcji podczas spotkań, poza dziwnymi komentarzami. Po meczu z Watfordem podszedłem do trybuny wyjazdowej i pamiętam, że pomyślałem: „Naprawdę nie mam poparcia ich wszystkich”. Bruno Fernandes też tam był, ale wiedziałem, że jestem skończony. Wynik 1:4 wyglądał okropnie, ale w 90. minucie było jeszcze 1:2. Rozumiem, jak czuli się kibice – 4:1 to 4:1.

Czy chciałeś sprowadzić Jadona Sancho? Jak oceniasz jego obecną postawę?

– Tak, chciałem go kupić. Manchester United nigdy nie sprowadzi piłkarza, którego menedżer nie chce. Nie wszędzie tak jest. Jadon był wymieniany przez skautów jako priorytet na prawe skrzydło i patrząc na jego talent, rozumiem dlaczego. Niestety to nie zadziałało. Od razu po transferze trafił do szpitala i niestety nie mógł grać w pierwszych meczach. Jest niezwykle utalentowany i nie widzieliśmy jeszcze tego, co w nim najlepsze. Mam nadzieję, że zobaczymy, ale on woli grać na lewym skrzydle… tam gdzie gra Marcus.

Do tego czasu wszystko się odwróciło… A miałeś przecież tak dobry początek, gdy przybyłeś, by zastąpić Jose Mourinho w grudniu 2018 roku…

– Uwielbiam te pierwsze 15 spotkań. Począwszy od przybycia i wejścia na imprezę sztabu w Lancashire Cricket Club. Fani byli zachwyceni, media również. Dla mediów była to gra sama w sobie. Kluby chcą kontrolować narrację. Może powinienem być bardziej otwarty, nie wiem.

– Nigdy nie ujawniłem żadnej informacji, gdy byłem menedżerem. Potrzebuję swojej godności, potrzebuję spojrzeć na siebie w lustrze rano. Jestem idealistą, więc uważam, że to piękna gra.

Dlaczego twoje wyniki się pogorszyły po tym, jak tymczasowe stanowisko stało się stałe?

– Niektórzy piłkarze chcieli odejść. Byli zmęczeni, ponieważ dużo wymagaliśmy, a to spowodowało kontuzje. Powietrze uszło z balonu pod koniec pierwszego sezonu, ale w moich dwóch pełnych sezonach zajęliśmy drugie i trzecie miejsce w Premier League.

Wygląda na to, że pod rządami Glazerów pojawia się cykl, w którym menedżer przybywa, sprawy nabierają tempa, a następnie w ciągu kilku lat menedżer zostaje zwolniony. Jak to widzisz?

– Miejmy nadzieję, że Erik odniesie sukces i jeśli faktycznie jest taki cykl, to on go złamie. Ktoś musi to w końcu zrobić. To trudne, kiedy odchodzą wielcy menedżerowie – Walery Łobanowski z Dynama Kijów, Nils Arne Eggen z Rosenborga. W Norwegii mamy takie powiedzenie: „Nie chcesz skakać po Wirkoli” [norwesk skoczek narciarski – wyj. red.]. Bjoern Wirkola był jednym z najlepszych skoczków narciarskich. Jesteśmy teraz piąci lub szósci w kolejce. W końcu się uda.

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze