Premier League

Powrót do szarej codzienności. Różnica klas i wyraźna porażka w derbach Manchesteru

Patryk Tabak
Zmień rozmiar tekstu:

W meczu 10. kolejki Premier League Manchester United przegrał z Manchesterem City 0:3. Dwie bramki dla “Obywateli” zdobył Erling Haaland, jedną – Phil Foden.

Początek 191. derbów Manchesteru w wykonaniu “Czerwonych Diabłów” był naprawdę dobry i obiecujący. Podopieczni Erika ten Haga byli ustawieni dość wysoko i atakowali “Obywateli” na ich połowie. I przyniosło to dobre sytuacje – w pierwszej wprawdzie Diogo Dalot zbyt mocno dośrodkował w pole karne i próbujący ratować piłkę i zgrywać w pole karne Victor Lindelof robił to już za linią końcową, jednak chwilę później przed dobrą sytuacją stanął Scott McTominay. Naciskany przez Rodriego Szkot oddał jednak nieczyste uderzenie, z którym nie miał problemów Ederson. Można tylko żałować, że pomocnik nie odegrał jeszcze do wbiegającego w pole karne z lewej strony Hojlunda.

Kilka minut później wykazać się musiał kolega po fachu Brazylijczyka – Andre Onana. Piłkę na prawej stronie po przerzucie od Rodriego dostał Kyle Walker, który następnie zdecydował się na dogranie w pole karne do Phila Fodena. Uderzenie głową niepilnowanego Anglika obronił właśnie Onana, który zdołał jeszcze strącić futbolówkę czającemu się na dobicie jej do bramki Erlingowi Haalandowi. Dzięki temu zagrożenie wybiciem do boku mógł zażegnać Harry Maguire.

Z biegiem czasu spotkanie coraz mocniej zaczęło odzwierciedlać oczekiwania – to goście atakowali pozycyjnie, a Manchester United musiał nastawić się na kontry. Ta nadeszła w 12. minucie – Hojlund urwał się prawą stroną, jednak przegapił moment, w którym mógł otworzyć korytarz pędzącemu lewą stroną Marcusowi Rashfordowi. Duńczyk w zamian zagrał do Eriksena zwalniając nieco akcję, z której ostatecznie nic potem nie wyszło.

Groźniejszą akcją Manchester City odpowiedział po 20. minucie. Najpierw Onana wybronił wprawdzie techniczny strzał Grealisha z szesnastu metrów, jednak kilka minut później po rzucie wolnym dla “Obywateli” zagrożenia nie udało się już zneutralizować. Po dośrodkowaniu ze stojącej piłki Rasmus Hojlund nieprzepisowo powstrzymywał wbiegającego Rodriego, a sędzia Paul Tierney po obejrzeniu sytuacji na monitorze zdecydował się podyktować rzut karny dla gości (słuszny). Jedenastkę pewnie wykorzystał Erling Haaland, wyprowadzając tym samym “Obywateli” na prowadzenie. Warto dodać, że w erze VAR-u zachowanie Hojlunda nie należało do tych najbardziej odpowiedzialnych.

Duński napastnik “Czerwonych Diabłów” szybko mógł naprawić swój błąd. Phil Foden niedokładnie podał piłkę do jednego z obrońców swojego zespołu. Przejął ją właśnie Hojlund, który wskutek interwencji Stonesa nie dał rady oddać strzału w pierwsze tempo. Duńczyk utrzymał się jednak przy futbolówce, minął Edersona i zagrał do Bruno Fernandesa, jednak strzał kapitana Manchesteru United okazał się niecelny.

Ostatni kwadrans pierwszej połowy, aż do czasu doliczonego, upłynął bez klarownych sytuacji.. Jeśli jednak któraś z drużyn atakowała, to był to Manchester City. Zdaje się, że najgroźniej było po zaskakującym strzale z rzutu wolnego Juliana Alvareza, z którym poradził sobie Onana, czy po lekkim zamieszaniu tuż przed bramką, gdy lekko pogubili się Harry Maguire Diogo Dalot, jednak ostatecznie poradzili sobie z zagrożeniem i piłkę wybił ten pierwszy.

Tuż przed zejściem do szatni Manchester United mógł wyrównać. Marcus Rashford otrzymał na prawej stronie piłkę od Maguire’a i zagrał mocno tuż przed pole karne do Scotta McTominaya. Mimo, że pomocnik miał bardzo mało miejsca i był pilnowany przez Walkera, to jednak zdołał oddać bardzo groźny strzał, z którym poradził sobie Ederson. Chwilę później po dośrodkowaniu z rzutu rożnego szansę miał Maguire, ale piłka w znacznej odległości minęła bramkę.

Ostatnie słowo należało jednak do gości z Etihad. Po dośrodkowaniu w pole karne Bernardo Silva z zaskakującą łatwością do strzału doszedł Erling Haaland, jednak kapitalną interwencją popisał się Andre Onana. Do przerwy “Czerwone Diabły” przegrywają jednak 0:1 i muszą coś zmienić, by myśleć o korzystnym rezultacie.

Erik ten Hag w przerwie zdecydował się na jedną zmianę – Sofyana Amrabata zastąpił Mason Mount. Dwie minuty po wznowieniu gry “Czerwone Diabły” stworzyły sobie pierwszą okazję do zdobycia bramki po zmianie stron. Po rozegraniu rzutu rożnego zza pola karnego uderzył Bruno Fernandes, jednak Ederson poradził sobie z tak zagraną piłką.

Bardzo szybko na ten zryw odpowiedział Manchester City. Za pierwszym razem podopiecznym Erika ten Haga się udało, bo zamykający akcję na dalszym słupku Phil Foden po zagraniu Bernardo Silvy uderzył bardzo niecelnie, jednak niecałą minutę później goście zdobyli drugą bramkę. Alvarez popisał się świetnym przerzutem na lewą stronę do Grealisha, a ten wypuścił pod linię końcową Silvę. Portugalczyk posłał świetne dośrodkowanie do całkowicie niepilnowanego, po raz kolejny już w tym meczu, Erlinga Haalanda, a Norweg pewnym uderzeniem głową podwyższył prowadzenie Manchesteru City.

Zdobyty gol całkowicie podłamał Manchester United, a jeszcze bardziej umocnił pewność siebie gościom. “Obywatele” bardziej zdecydowanie utrzymywali się przy piłce na połowie “Czerwonych Diabłów” i stwarzali sobie kolejne sytuacje. Spokojnie można było odnieść wrażenie, że trzeci gol dla Manchesteru City jest jedynie kwestią czasu. W okolicach 55. minuty uaktywnił się Jack Grealish, który najpierw oddał dobry strzał wybroniony przez Onanę, a następnie finalizował kapitalną, techniczną akcję “Obywateli” przed polem karnym “Czerwonych Diabłów”. Trzeba dodać, że strzał (i sama decyzja o nim) był zdecydowanie najsłabszym elementem tej akcji, która mogłaby być wizytówką Manchesteru City prowadzonego przez Pepa Guardiolę.

Pod polem karnym Edersona Manchester United ponownie znalazł się po 60. minucie. Bardzo długo ta obecność, choć trwała stosunkowo długo, jak na popisy “Czerwonych Diabłów” w tym meczu, nie owocowała nawet strzałem na bramkę Brazylijczyka, a zazwyczaj ograniczała się do nieudanych dośrodkowań. Dopiero w 69. minucie Christian Eriksen posłał bardzo dobre podanie do Marcusa Rashforda, jednak strzał Anglika na dalszy słupek okazał się niecelny. Warto odnotować, że oddanie strzału w pierwszym tempie skutecznie utrudnił Kyle Walker.

W odpowiedzi trzeciego gola mógł zdobyć Manchester City. Znów w roli głównej wystąpił Bernardo Silva, który podaniem pomiędzy EvansaMaguire’a wypuścił Haalanda. Norweg miał wszystko, by w tej sytuacji skompletować hat-tricka, jednak kolejny raz znakomitą interwencją popisał się Onana. Kameruńczyk troszkę pogubił się w polu karnym kilka chwil później, gdy nie wyszedł do podania od swojego partnera, a następnie wypuścił piłkę z rąk, jednak Phil Foden nie wykorzystał tego zamieszania i nie zdołał opanować piłki przy linii końcowej.

Kolejne minuty stanowiły powrót do stanu sprzed 60. minuty. Podopieczni Pepa Guardioli z nieprawdopodobną łatwością rozgrywali piłkę wśród bezradnych zawodników Manchesteru United. Z czasem przyniosło to kolejną bramkę. Przy zaskakującym braku oporu i jakiegokolwiek protestu zawodników Erika ten Haga piłkę do strzału przygotował sobie Rodri. Hiszpan oddał mocne uderzenie na bramkę Onany, ten zdołał sparować piłkę do boku, jednak tam dobiegł do niej Haaland. Norweg nie połasił się na hat-tricka i dograł piłkę na wprost bramki do Phila Fodena, który nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce.

Chwilę później Anglik mógł mieć na koncie dublet, jednak jego strzał przewrotką nieznacznie minął bramkę Onany. Końcówka meczu to już niemal tylko zabawa gości i kolejne oznaki frustracji ze strony Man Utd. Żółtą kartką oberwało się choćby Antony’emu, który nie mógł znieść faktu, z jaką łatwością radzi sobie z nim Jeremy Doku. Najlepszą wiadomością dla “Czerwonych Diabłów” zdecydowanie było to, że ekipie Guardioli nie udało się po raz czwarty wpakować piłki do siatki.

Najgorsze w tym meczu jest to, że to nie wynik w tym wszystkim jest najgorszy. Zdecydowanie bardziej mogła boleć bezradność, z jaką piłkarze Manchesteru United przyglądali się kolejnym podaniom wymienianym przez rywali przed ich własnym polem karnym (zresztą nie tylko). A to przy wyniku 0:3 mówi już wiele.

Porażka sprawiła, że Manchester United pozostał na ósmym miejscu w tabeli. Do piątej Aston Villi podopieczni Erika ten Haga tracą już siedem oczek. Do lidera (o ile ktokolwiek jeszcze w tamtym kierunku spogląda) – jedenaście. Tym jest Tottenham. W środę “Czerwone Diabły” czeka konfrontacja z Newcastle na Old Trafford w Pucharze Ligi. Za tydzień ligowym rywalem w Londynie będzie natomiast Fulham.

Manchester United – Manchester City 0:3 (0:1)
0:1 – Erling Haaland [k.] 26′
0:2 – Erling Haaland 49′
0:3 – Phil Foden 80′

Manchester United: Onana – Dalot, Evans, Maguire, Lindelof (Reguilon 73′) – Eriksen (Antony 86′), Amrabat (Mount 46′), McTominay – Rashford (Martial 86′), Hojlund (Garnacho 73′), Bruno Fernandes [C],

Ławka: Bayindir, Varane, Reguilon, Hannibal, Mainoo, Mount, Antony, Garnacho, Martial

Manchester City: Ederson – Walker [C], Stones, Dias, Gvardiol – Rodri, Bernardo – Foden, Grealish (Kovacić 87′), Alvarez (Doku 87′) – Haaland

Ławka: Ortega Moreno, Phillips, Ake, Kovacić, Doku, Gomez, Nunes, Bobb, Lewis

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze