manutd.com

Z drugiego miejsca do europejskiego niebytu. Man Utd traci dwubramkową przewagę i remisuje w Turcji

Patryk Tabak
Zmień rozmiar tekstu:

Wydawało się, że jakimś cudem uda się zakamuflować dotychczasową fatalną postawę w Lidze Mistrzów i na kolejkę przed końcem Manchester United zajmie drugie miejsce w grupie. No właśnie – wydawało się. Pomimo dwukrotnego dwubramkowego prowadzenia „Czerwone Diabły” zremisowały z Galatasaray 3:3 i wciąż zajmują ostatnie miejsce w tabeli grupy A.

Jeśli istnieje książkowa definicja meczu ostatniej szansy, to spotkanie z Galatasaray było dla Manchesteru United właśnie takim starciem. Pomimo tego, że w dotychczasowej edycji Ligi Mistrzów w czterech meczach podopieczni Erika ten Haga zdobyli ledwie trzy punkty i okupowali ostatnie miejsce w tabeli, wciąż istniała realna szansa na awans do fazy pucharowej. Wystarczyło pokonać na wyjeździe Galatasaray i liczyć na to, że Bayern poradzi sobie z Kopenhagą. A później – nawet przy niepowodzeniu w spotkaniu z pewnym awansu Bayernem na Old Trafford, można było liczyć na łut szczęścia i utrzymanie wicelidera grupy A.

Początek spotkania przypomniał wszystkie problemy, z którymi Manchester United musiał radzić sobie w tej edycji Ligi Mistrzów. Gospodarze bardzo mocno nacisnęli na „Czerwone Diabły” i z łatwością dochodzili do sytuacji, wtedy jeszcze nie do końca czystych, strzeleckich. Pierwszego gola zdobyli jednak podopieczni Erika ten Haga. Goście popisali się bardzo dobrą akcją w polu karnym, na końcu której Bruno podał do boku do Alejandro Garnacho, a ten mocnym strzałem lewą nogą pod poprzeczkę wyprowadził Manchester United na prowadzenie. Kilka minut później zrobiło się gorąco pod bramką Andre Onany – najpierw było groźnie po uderzeniu głową Lucasa Torreiry, a później arbiter analizował możliwy rzut karny dla Galatasaray po zagraniu ręką Scotta McTominaya, jednak ostatecznie sędziowie na wozie VAR, słusznie, uznali, że piłka trafiła Szkota w bark.

W 18. minucie było już 2:0 dla Manchesteru United. Tym razem sprawy w swoje ręce wziął Bruno Fernandes, który w bocznym sektorze boiska dostał piłkę od Luke’a Shawa, podciągnął trochę do przodu i oddał bardzo mocny strzał zza szesnastki. Muslera nie miał szans na skuteczną interwencję, a podopieczni Erika ten Haga po niemrawym początku prowadzili już dwiema bramkami i wydawało się, że mają wszystko, żeby postawić się w całkiem dobrej sytuacji przed ostatnim meczem w grupie.

Ale najciekawsze miało dopiero nadejść. Przedsmak problemów mieliśmy w 29. minucie. Wtedy gola kontaktowego zdobył Hakim Ziyech. Marokańczyk uderzył z rzutu wolnego obok muru, w miejsce, w którym stał Andre Onana. Kameruńczyk zaczął już jednak przemieszczać się w stronę drugiego słupka i nie zdążył ze skuteczną interwencją. Choć w pierwszej połowie było jeszcze nerwowo, choćby po akcji Wilfrieda Zahy w 35. minucie, to do przerwy Manchester United prowadził 2:1.

Druga odsłona mogła rozpocząć się od mocnego uderzenia. W 48. minucie po dośrodkowaniu Driesa Mertensa bliski zdobycia bramki był Kaan Ayhan, jednak futbolówka minęła słupek bramki gości. Próby odpowiedzi Manchesteru United z początku były nieskuteczne, jednak w 55. minucie „Czerwone Diabły” podwyższyły prowadzenie. Kapitalną piłkę z prawej strony między bramkarza a linię obrony zagrał Aaron Wan-Bissaka, a problemów z wpakowaniem jej do siatki nie miał Scott McTominay. Znów wydawało się, że Man Utd ma to spotkanie pod kontrolą i nic niespodziewanego w Turcji już się nie wydarzy.

Po trzecim golu na zmiany zdecydował się Erik ten Hag. Boisko opuścili Sofyan Amrabat i Ramsus Hojlund, zaś swoją szansę otrzymali Kobbie Mainoo, który kilka dni temu zanotował świetny występ z Evertonem, oraz Anthony Martial. Tuż po tych zmianach Turcy znów odzyskali kontakt. Kolejny raz z rzutu wolnego uderzał (bądź dośrodkowywał) Hakim Ziyech, tym razem już Andre Onana nie ruszał się z miejsca i chciał łapać futbolówkę, jednak interweniował na tyle pechowo, że ta przekroczyła linię i zatrzepotała w siatce.

W 71. minucie cała przewaga Manchesteru United runęła jak domek z kart. Hakim Ziyech podał do Kerem Akturkoglu, ten uderzył z krawędzi pola karnego na prawy słupek i sprawił, że Kameruńczyk po raz trzeci w tym meczu musiał wyjmować piłkę z siatki.

Nie dziwne, że w ostatnim kwadransie Manchester United rzucił się do ataku. Blisko było w 76. minucie po próbie Garnacho, blisko było chwilę później po uderzeniu Scotta McTominaya. Wreszcie blisko było na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry, gdy Bruno Fernandes dostał przed polem karnym piłkę od wprowadzonego kilka chwil wcześniej Diogo Dalota, i posłał piękny strzał w kierunku bramki Muslery. Niestety zatrzymał się nie w siatce, a na słupku.

W końcówce spotkania bardzo dobre okazje mieli jeszcze Facundo Pellistri i Anthony Martial. Odpowiedzenie na pytanie, jakim cudem piłka nie znalazła się wówczas w siatce, przekracza moje możliwości intelektualne – stąd nawet nie podejmę się tego zadania. Faktem jest, że dwukrotnie z zamieszania w polu karnym nie wyszło nic, a Manchester United zremisował w Turcji 3:3.

Aktualna sytuacja w grupie A prezentuje się następująco:

1. Bayern – 12 pkt – 11:6*
2. Galatasaray – 5 pkt – 10:12
3. Kopenhaga – 4 pkt – 7:8*
4. Manchester United – 3 pkt – 12:14

Jeszcze w środę o 21:00 Bayern podejmie Kopenhagę. Przy najbardziej prawdopodobnym rezultacie, Manchester United będzie potrzebował zwycięstwa z Bayernem na Old Trafford w ostatniej kolejce przy jednoczesnym podziale punktów w starciu Kopenhagi z Galatasaray. Prawdopodobieństwo takiego przebiegu wydarzeń zostawiamy Wam, ale spokojnie – by je oszacować nie potrzeba specjalnych zdolności matematycznych.

 

Galatasaray – Manchester United 3:3 (1:2)
Alejandro Garnacho 11′
Bruno Fernandes 18′
Hakim Ziyech 29′
Scott McTominay 55′
Hakim Ziyech 62′
Kerem Akturkoglu 71′

Galatasaray: Muslera (C) – Boey, Bardakci, Ayhan, Angelino (Nelsson 82′) – Torreira, Ndombele (Oliveira 60′) – Ziyech (Yilmaz 82′), Mertens (Akturkoglu 60′), Zaha (Demirbay 88′) – Icardi.

Man Utd: Onana – Wan-Bissaka (Dalot 78′), Maguire, Lindelof, Shaw – McTominay, Amrabat (Mainoo 58′) – Antony, Bruno Fernandes (C), Garnacho (Pellistri 78′) – Hojlund (Martial 58′)

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze