jadon sancho

Kontrowersyjny tweet, brak przeprosin i nieobecności na treningach. The Athletic odsłania kulisy konfliktu Jadona Sancho z Erikiem ten Hagiem

Patryk Tabak
Zmień rozmiar tekstu:

Jadon Sancho resztę sezonu 2023/24 spędzi w Dortmundzie. Jest to jeden z niewielu, a być może jedyny, ruch, na który mógł pozwolić sobie obecnie Anglik w celu ratowania swojej kariery. Ta od września znajduje się bowiem na stromym zakręcie. Dlaczego wszystkie drzwi w Manchesterze United są dla skrzydłowego zamknięte? Czy klucze do nich w ogóle istnieją? Co doprowadziło do rozłamu pomiędzy Jadonem Sancho a Erikiem ten Hagiem? Na te pytania starają się odpowiedzieć dziennikarze The Athletic.

TEKST THE ATHLETIC – TREŚĆ ORYGINALNA

Jak to się stało, że jeden z zawodników wzbudzających największą ekscytację w Europie, ostatnie cztery miesiące spędził na marginesie swojego klubu, w dodatku skłócony z menedżerem z powodu słabej postawy na treningach i wpisu w mediach społecznościowych?

Jak to się stało, że swego czasu jeden z najbardziej wyczekiwanych transferów w najnowszej historii Manchesteru United, został odesłany do budynków akademii z zakazem wstępu do obiektów, z których korzysta pierwszy zespół?

Jak to się stało, że czwarty najdroższy piłkarz w historii klubu był zmuszony jeść posiłki dostarczane mu w lunchboxach, bo klubowa stołówka była dla niego zamknięta?

Powyższe pytania są istotne tym bardziej, że ze wszystkich wielkich transferów przeprowadzanych po odejściu sir Aleksa FergusonaJadon Sancho był tym, którego słuszności się nie kwestionowało. Przeprowadzenie tej transakcji zajęło lwią część dwóch letnich okienek transferowych.

W rzeczywistości jednak zainteresowanie Manchesteru United Anglikiem pojawiło się znacznie wcześniej. A konkretnie w 2017 roku, gdy 17-letni wówczas Jadon Sancho opuszczał akademię Manchesteru City i przechodził do Borussii Dortmund. „Czerwone Diabły” badały również teren dwa lata później – podczas pierwszego letniego okienka Ole Gunnara Solskjaera. Wówczas temat jednak porzucono, uznając go za bardzo skomplikowany.

Rok później, podczas pandemii COVID-19, było jeszcze trudniej – a wtedy konkretne starania zostały zintensyfikowane. Zawarcie porozumienia było możliwe, jednak tylko na warunkach Borussii Dortmund – cena wywoławcza wynosiła 120 milionów euro, a całość kwoty miała zostać przelana do 10 sierpnia.

Na to Manchester United nie mógł sobie pozwolić. Takie stanowisko Eda Woodwarda, byłego już wicedyrektora wykonawczego, utrzymywało się aż do końca okienka transferowego. Tym bardziej, że od 10 sierpnia kwota wymagana przez Borussię wzrastała – na odejście Sancho mogła pozwolić tylko w zamian za 140-150 milionów euro.

Manchester United kontynuował jednak pościg, błędnie zakładając, że Borussia Dortmund w końcu się ugnie pod względem wyceny i negocjacje uda się doprowadzić do końca. W efekcie do ostatnich dni sierpnia w biurach na Old Trafford nie poszukiwano innych piłkarzy, którzy mogliby stanowić alternatywę dla Anglika.

W ostatnich dniach tamtego okienka, Jadon Sancho został sfotografowany podczas domówki. Skrzydłowy bawił się wraz z innymi reprezentantami Anglii – Benem ChilwellemTammym Abrahamem. Oznaczało to złamanie obowiązujących wówczas przepisów pandemicznych. Cała trójka opuściła towarzyskie spotkanie z Walią, choć na mecze Ligi Narodów z Belgią i Danią wrócili już do zespołu.

Był to najgłośniejszy przykład pozaboiskowej niesubordynacji Jadona Sancho. Ale nie jedyny, bo cały pobyt Anglika w Dortmundzie jest nimi niejako naznaczony. Wcześniej pojawiały się doniesienia chociażby o niepunktualności piłkarza i grzywnie w wysokości 10 tysięcy euro za korzystanie z usług fryzjerskich podczas lockdownu.

Manchester United był świadomy tych problemów, ale wierzył, że zachowania te wynikały z chęci piłkarza do opuszczenia Dortmundu. Wierzył, że uda się stworzyć Jadonowi Sancho takie warunki, w których ten będzie chciał grać jak najlepiej. W rezultacie powyższe występki nie wpłynęły na zmniejszenie zainteresowania Anglikiem.

Pod koniec sezonu 2020/21, dzień po porażce w rzutach karnych z Villarrealem w finale Ligi Europy w Gdańsku, odbyło się kluczowe spotkanie w sprawie transferu. Ole Gunnar Solskjaer oraz dyrektor sportowy John Murtough postanowili nadać priorytet transferowi Sancho.

W porównaniu do innych dużych transakcji przeprowadzanych w ostatnich latach pracy Eda Woodwarda, tym razem porozumienie zostało osiągnięte stosunkowo wcześnie. Manchester United do 1 lipca uzgodnił opłatę w wysokości 73 milionów euro, a umowa została podpisana i dostarczona trzy tygodnie później – po zakończeniu finałów Mistrzostw Europy.

Tuż po zjawieniu się Jadona Sancho w Carrington pojawiły się komplikacje w postaci poważnej infekcji ucha. Wymagała ona od piłkarza wizyty w szpitalu, a następnie trenowania z wacikami w uszach. W rezultacie rozpoczął on treningi z zespołem dopiero na tydzień przed rozpoczęciem sezonu 2021/22. Ole Gunnar Solskjaer zdecydował się więc nie wystawiać piłkarza w pierwszym składzie w spotkaniach z Leeds UnitedSouthampton na otwarcie Premier League.

Gdy Sancho debiutował w barwach „Czerwonych Diabłów” w wyjściowej jedenastce, w przegranym 0:1 meczu z Wolves, nie był już najgłośniejszym transferem okienka. Kilka dni wcześniej został bowiem potwierdzony powrót na Old Trafford Cristiano Ronaldo. Podczas gdy pięciokrotny zdobywca Złotej Piłki strzelił dwa gole Newcastle w swoim pierwszym od wielu lat meczu w Teatrze Marzeń, Jadon Sancho został zmieniony w 66. minucie. Po ostatnim gwizdku Anglik przyznał kolegom w szatni, że tempo gry go zaskoczyło. Bez ogródek poinformowano go, że ma się do tego przyzwyczaić.

Ronaldo scores twice on second Man Utd debut - 12 years after his last goal for Red Devils | Goal.com UK
Goal.com

Mijały dni i tygodnie, a Jadon Sancho nadal miał problemy z aklimatyzacją. Do czasu zwolnienia Solskjaera w listopadzie Anglik rozegrał 14 meczów. Nie udało mu się strzelić ani jednej bramki, nie zanotował też asysty.

Podczas tych pierwszych miesięcy kiełkowało poczucie, że można było zrobić więcej, by pomóc piłkarzowi dostosować się do życia w Manchesterze i wymagań w Premier League – zwłaszcza po tak skomplikowanym lecie i opóźnionym rozpoczęciu treningów w nowym klubie. W adaptacji Sancho nie pomogła też niepewność co do pozycji, na której czuje się on najlepiej. Gdy Solskjaer, próbując przezwyciężyć kryzys, przeszedł na grę trójką obrońców, Jadon Sancho podczas kilku sesji treningowych był wykorzystywany nawet jako prawy wahadłowy.

Akurat takiego widoku podczas meczu nigdy nie zobaczyliśmy. Eksperyment ten pokazał jednak, jak w ciągu zaledwie kilku miesięcy transfer, który miał być przełomowy, okazał się mało znaczący. W wywiadzie udzielonym The Athletic we wrześniu ubiegłego rokuOle Gunnar Solskjaer przyznał, że Sancho, jeszcze przez dział rekrutacji, został uznany za prawoskrzydłowego, a sam menedżer się na to zgodził. Pojawił się jednak pewien problem.

– Jest niezwykle utalentowany i nie widzieliśmy jeszcze tego, co w nim najlepsze – mówił Solskjaer. – Mam nadzieję, że to zobaczymy, ale on woli grać na lewej stronie – tam, gdzie Marcus Rashford.

Ta niespójność między preferowaną pozycją Jadona Sancho na lewej stronie, a nadmiarem piłkarzy na tę pozycję w klubie, była widoczna w Manchesterze United przez trzy sezony – niezależnie od tego, kto akurat w danym momencie prowadził drużynę.

Nominacja na tymczasowego menedżera Ralfa Rangnicka, preferującego styl oparty na bardzo intensywnym i szybkim przechodzeniu z obrony do ataku, była postrzegana jako punkt zwrotny. Raz, że był to styl zbliżony do tego, w którym Jadon Sancho tak dobrze odnajdywał się w Borussii Dortmund, a dwa, że pokazał się on z bardzo dobrej strony już po odejściu Solskjaera, gdy za wyniki zespołu odpowiadał Michael Carrick.

Rangnick twierdził, że Sancho był jednym z tych zawodników, którzy najlepiej zareagowali na jego metody treningowe. Anglik był także pozytywnym bohaterem jego wystąpień medialnych. Niemiec widział jednak również potrzebę publicznego rzucenia wyzwania skrzydłowemu, by ten był konsekwentny i regularnie pokazywał wysoki poziom na boisku.

The Sun

W pierwszych meczach pod wodzą Rangnicka Anglik grał na „dziesiątce”. Później jednak zyskał zaufanie niemieckiego menedżera i przez większą część sezonu lewa strona, a więc ta preferowana przez piłkarza, należała właśnie do Jadona Sancho. Skrzydłowy w kwietniu przedwcześnie zakończył sezon z powodu zapalenia migdałków. Nadszedł więc czas weryfikacji. Choć daleko mu było do najgorszego piłkarza Manchesteru United, trzy bramki i trzy asysty w 29 występach (w tym 20 od pierwszej minuty) w Premier League w sezonie 2021/22 nie były przekonującym dowodem uzasadniającym jego roszczenia o pewne miejsce na lewym skrzydle w dłuższej perspektywie.

W tamtym sezonie, naznaczonym napięciami i nieporozumieniami, miał miejsce jeszcze jeden ważny moment. Grupa piłkarzy na czele z Cristiano Ronaldo spotkała się z Ralfem Rangnickiem i zasugerowała, że Manchester United powinien grać dwoma napastnikami. Oznaczałoby to zmianę systemu, która wymagałaby zredukowanie roli Jadona Sancho.

Latem na Old Trafford przybył Erik ten Hag. Wraz z objęciem sterów przez nowego menedżera, Sancho wrócił na prawą stronę.

Holender był zadowolony z występów skrzydłowego w okresie przygotowawczym i na początku sezonu 2022/23. Trzy gole w ośmiu meczach, w tym ten najważniejszy – w pierwszym zwycięstwie Erika ten Haga za sterami Manchesteru UnitedLiverpoolem (2:1). Na krótko na Old Trafford wróciło wrażenie, że nastąpi powrót do czegoś zbliżonego do tego, co kibice oglądali w wykonaniu Sancho w Dortmundzie.

W klubie zaczęto jednak zauważać, że forma Jadona Sancho stopniowo pogarszała się po wrześniowej przerwie na zgrupowanie reprezentacji. 51-minutowy występ z Chelsea w październiku (1:1) była jego ostatnim występem w pierwszej drużynie przed ponad trzymiesięczną przerwą.

Erik ten Hag wysłał piłkarza do Holandii, by popracował z zaufanymi trenerami. Piłkarz nie pojechał także na obóz treningowy Manchesteru United w Andaluzji, który został zorganizowany podczas przerwy na Mistrzostwa Świata. Decyzję tę niektórzy postrzegali zarówno jako posunięcie dyscyplinarne, jak i wyraz troski o piłkarza, podjęty w celu skorygowania powolnego tempa rozwoju, niezadowalającej pracy na treningach i spóźnień.

TeamTALK

Podczas spotkania z mediami na obozie w Hiszpanii, ten Hag przyznał, że Anglik musi popracować zarówno nad problemami fizycznymi, jak i psychologicznymi. Takie oświadczenie nie wszystkim na Old Trafford się spodobało. Menedżer nie miał bowiem zgody ani zawodnika, ani jego przedstawicieli, na wypowiadanie się w tej sprawie.

Ten Hag uważał, że jego komentarze wspierały Jadona Sancho, podczas gdy sam klub stał na stanowisku, że brak podania konkretnego powodu nieobecności tylko podsycił spekulacje. Menedżer powtórzył więc, że Anglik nie był w wystarczająco dobrej kondycji fizycznej, zaznaczając jednocześnie, że ten problem fizyczny jest też połączony z psychologicznym.

Sancho wznowił treningi z pierwszym zespołem i powrócił na boisko 1 lutego – w półfinałowym meczu Carabao Cup z Nottingham Forest. Od tego momentu do końca sezonu zanotował 27 występów (w tym 17 od pierwszej minuty). Wprawdzie w tym okresie można było zauważyć pewne przebłyski jego umiejętności, ostatni z tych meczów – finałowa porażka z Manchesterem City w FA Cup – sprawił, że Erik ten Hag nie był pod szczególnym wrażeniem postawy skrzydłowego.

Mimo to, już podczas okresu przygotowawczego przed nowym sezonem, Holender powiedział, że Sancho „jest w bardzo dobrym nastroju”. Choć komentarz ten zawierał zastrzeżenie, że ten nastrój jest odpowiedzialnością tylko i wyłącznie 23-latka, trudno było spodziewać się załamania relacji, które miało nastąpić już za kilka tygodni.

W pierwszy weekend września Jadon Sancho został pominięty przy ustalaniu składu na wyjazdowy mecz z Arsenalem (1:3).

Erik ten Hag decyzję tę tłumaczył „postawą na treningach”.

Sancho zdecydował się na odpowiedź. „Proszę, nie wierzcie we wszystko co czytacie! Nie pozwolę ludziom mówić rzeczy, które są całkowicie nieprawdziwe. W tym tygodniu bardzo dobrze spisywałem się na treningach. Wierzę, że są inne powody tej decyzji, w które nie będę się zagłębiał. Przez długi czas byłem kozłem ofiarnym, a to nie jest sprawiedliwe” – napisał na Twitterze.

Daily Mail

Manchesterze United powyższa wiadomość została jednoznacznie odebrana jako oskarżenie Erika ten Haga o kłamstwo.

Podczas przerwy na zgrupowanie reprezentacji zawodnik i menedżer spotkali się w Carrington, by spróbować wyjaśnić sytuację.

Erik ten Hag zaprezentował Jadonowi Sancho nagrania z ostatniej sesji treningowej przed meczem z Arsenalem. Odbył się wtedy mecz treningowy. W jednym zespole znaleźli się piłkarze awizowani do wyjściowej jedenastki, drugi natomiast miała naśladować zachowania „Kanonierów”. Właśnie w tym drugim znalazł się Anglik. Ten Hag był niezadowolony z pracy skrzydłowego na tym treningu, a zwłaszcza z jego postawy w pressingu. Sancho nie zgodził się z uwagami menedżera. Po tym spotkaniu odbyły się jeszcze kolejne dyskusje, które miały na celu rozwiązać problem.

Manchester United chciał, żeby piłkarz usunął post z Twittera i przeprosił ten Haga. Najpierw osobiście, potem miałyby one zostać przekazane do wiadomości publicznej. Anglik usunął post, ale przepraszać nie miał zamiaru. Rozmowy mające na celu pogodzenie zawodnika i menedżera pozostały więc nierozstrzygnięte.

14 września klub wydał oświadczenie, w którym poinformował, że Jadon Sancho pozostanie w indywidualnym programie treningowym aż do rozwiązania kwestii dyscyplinarnej.

Od tamtej pory Jadon SanchoManchesterze United nie zagrał.

Frekwencja piłkarza na wspomnianych indywidualnych sesjach treningowych została przez niektóre osoby z klubu opisana jako „będąca na poziomie znacznie niższym niż 100 procent”. Proszą oni o zachowanie anonimowości. Nieobecności Sancho były jednak tłumaczone chorobą, a o każdym przypadku klubowi lekarze byli informowani na bieżąco. Środowisko 23-letniego Anglika utrzymuje, że opuścił on co najwyżej kilka sesji i za każdym razem wynikało to ze złego samopoczucia piłkarza.

W Carrington spekuluje się, że pensja Sancho, wynosząca ponad 200 tysięcy funtów tygodniowo, została obniżona z powodu jego nieobecności w pierwszej drużynie i związanej z tym utraty praw do wizerunku. Jego kontrakt rzekomo zawiera klauzulę, która wiąże pewną część jego wynagrodzenia z przynależnością do pierwszej drużyny, choć to także jest kwestionowane przez środowisko piłkarza.

Pensja ta oznaczała, że transfer definitywny w zimowym okienku transferowym był mało prawdopodobny. Półroczny pobyt w znanym środowisku w Dortmundzie i pod wodzą Edina Terzicia, który zna go stosunkowo dobrze, może być punktem zwrotnym, którego Jadon Sancho dzisiaj potrzebuje.

– Kiedy wszedłem do szatni, poczułem się jak w domu – powiedział Anglik po ogłoszeniu jego powrotu do Borussii Dortmund. – Znam ten klub na wylot, zawsze byłem blisko z kibicami i nigdy nie straciłem kontaktu z osobami pracującymi w klubie. Nie mogę się doczekać ponownego spotkania z kolegami z drużyny, wyjścia na boisko i grania w piłkę z uśmiechem na twarzy. Chcę zdobywać bramki, kreować je i pomóc zakwalifikować się do Ligi Mistrzów.

Jeszcze kilka tygodni temu przedstawiciele klubu z Signal Iduna Park bagatelizowali sugestie o jakimkolwiek zainteresowaniu powrotem Sancho. Słabnąca forma dortmundczyków i brak zwycięstwa w sześciu ostatnich meczach przed przerwą zimową, co spowodowało osunięcie się na piąte miejsce w tabeli, sprawiła jednak do zmiany nastawienia.

Dla Manchesteru United ruch ten stanowi okazję do odbudowania Anglika jako zawodnika lub, co bardziej prawdopodobne, jako kogoś, kogo będzie można latem sprzedać i odzyskać zainwestowane pieniądze.

Być może to nie musiało się tak skończyć. Niektórzy trenerzy, pracujący z Sancho wcześniej, bez zastanowienia mówią o cichym i skromnym charakterze Anglika. Część osób uważa, że łagodniejsze podejście mogło być bardziej korzystne, by wydobyć z zawodnika to, co najlepsze.

Są pracownicy, którzy pamiętają, jak Sancho, po kilku namowach, wziął udział w wydarzeniu organizowanym przez Fundację Manchesteru United. Wszyscy byli zaskoczeni liczbą pytań, które miał i jego żywym, entuzjastycznym zainteresowaniem pracą fundacji.

Inni natomiast stoją po stronie Erika ten Haga. Na to stanowisko wpływają także wydarzenia, które miały miejsce przed wrześniowym rozłamem. Problemem, z którym Sancho nie mógł sobie poradzić, także podczas czteroletniego pobytu w Borussii Dortmund, było spóźnialstwo.

Pomimo tego, że Nemanja Matić dzielił z Anglikiem szatnię tylko przez jeden sezon, jasno powiedział on w wywiadzie dla austriackiego serwisu informacyjnego Yu Planet, że Sancho był jednym z kilku zawodników, którzy zawsze się spóźniali. Nie był on jedynym piłkarzem, który w mediach odnosił się do problemów skrzydłowego z punktualnością.

W ubiegłym sezonie członkowie sztabu Erika ten Haga zaczęli układać harmonogram i plan zajęć Jadona Sancho w taki sposób, by dzień zaczynał co najmniej godzinę wcześniej niż inni piłkarze pierwszego zespołu. Początkowo przynosiło to pozytywne efekty. Początkowo. Niektórzy, bardziej doświadczeni pracownicy Carrington mówią, że pomimo tego, że Manchester United próbował różnych sposobów na wydobycie potencjału Anglika, zarówno przez system zachęt, jak i kar, obawy dotyczące jego koncentracji i podchodzenia do obowiązków nigdy nie zniknęły.

W takim świetle, każde ustępstwo Erika ten Haga w tym, bądź co bądź, publicznym sporze ze swoim zawodnikiem, spowodowałoby utratę twarzy. Zwłaszcza po tym, jak Holender zajął tak twarde i jednoznaczne stanowisko.

TeamTALK

Po tym, jak Erik ten Hag objął stery drużyny po Ole Gunnarze SolskjaerzeRalfie Rangnicku stało się jasne, że zespół musi nabrać kształtu przez wprowadzenie bardziej surowych zasad. Właśnie takie podejście Holendra było wskazywane jako jedna z głównych przyczyn dobrego poprzedniego sezonu, gdy Manchester United przekroczył oczekiwania kibiców. „Czerwone Diabły” zajęły 3. miejsce w Premier League i wygrali Puchar Ligi – pierwsze trofeum od 2017 roku.

Przynajmniej na razie podejście ten Haga do Sancho wydaje się mieć milczącą zgodę tych, do których należy ostateczne zdanie w Manchesterze United. W ramach 25-procentowej inwestycji mniejszościowej, klub musiał przedłożyć sir Jimowi Ratcliffe’owi zamiary dotyczące transferów przychodzących, wychodzących oraz spraw kontraktowych. Wypożyczenie Anglika było częścią wstępnie uzgodnionego planu i dlatego nie wymagało dodatkowych konsultacji z INEOS – firmą Ratcliffe’a.

Oczekuje się, że do czasu powrotu Sancho z Dortmundu umowa z Ratcliffem zostanie sfinalizowana. Wtedy konieczne będzie podjęcie decyzji w sprawie Anglika. Jego kontrakt wygasa w 2026 roku, ale zawiera opcję przedłużenia o kolejne dwanaście miesięcy. Obecnie szanse na przedłużenie kariery 23-latka na Old Trafford o dodatkowe 2,5 roku są niewielkie. Chyba, że z Manchesterem United pożegna się Erik ten Hag. Na ten moment nie słychać jednak, by pozycja Holendra miała być w jakikolwiek sposób zagrożona.

Sancho nie będzie uczestniczył w początku ery Ratcliffe’a. Zamiast tego opuszcza Manchester i wraca do klubu, w którym po raz pierwszy pokazał swój potencjał.

Ma szansę ponownie pokazać, na co go stać. Lepsze to, niż kolejne pięć miesięcy na peryferiach profesjonalnego futbolu.

 

Zapraszamy także na najnowszy odcinek Adwokatów Diabłów, gdzie poruszamy między innymi temat Jadona Sancho!

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze