Getty Images

Raport z wypożyczeń: Sancho i Van de Beek witają się z Bundesligą. Asysta Anglika, godzina gry Holendra

Łukasz Pośpiech
Zmień rozmiar tekstu:

„Co jest nie tak z Manchesterem United?”  – to pytanie już od dawna zadawać mogą sobie (i zapewne robią to ustawicznie) fani futbolu. „Co sprawia, że piłkarze tak marnieją na Old Trafford?”, powinno brzmieć kolejne. „Czerwone Diabły” stały się maszynką do mielenia talentów, obniżania ich wartości rynkowej i oddawania innym klubom za bezcen. Czy podobnie będzie z Van de Beekiem i Sancho? Obaj panowie mieli w sobotę okazję na debiuty (lub ponowne debiuty) w oficjalnych meczach swoich zespołów – zerknijmy, jak im poszło.

Donny van de Beek

Zacznijmy od Holendra, który w zasadzie nie wypadł na Old Trafford z łask, bo nigdy w nich nie był. Nie pomogło nawet przyjście do Manchesteru człowieka, który pomagał mu stawiać pierwsze kroki w seniorskiej piłce i uczynił, jeszcze w wieku nastoletnim, jednym z głównych ogniw Ajaksu Amsterdam. Tak oto Donny trafił na drugie już wypożyczenie, tym razem do Niemiec. Co prawda miał on już szansę na pokazanie się w meczu towarzyskim z Freiburgiem, ale to starcie z Lipskiem w Bundeslidze było jego faktycznym debiutem na niemieckim gruncie.

Starcie to, zaskakująco, Eintracht Frankfurt wygrał po niezwykle miałkiej grze. Zespół spod szyldu Red Bulla miał wystarczająco dużo okazji, by odnieść druzgocące zwycięstwo, ale jak na złość, żaden z 31 strzałów (tak, 31) nie wpadł do siatki. Wielka w tym zasługa Kevina Trappa, który wybronił 8 uderzeń i po prostu uratował swoich kolegów. W polu za to najjaśniej grała perełka holenderskiego futbolu, o której od dawna jest w Europie głośno – niezwykle wszechstronny pomocnik ofensywny, którym trudno się nie zachwycać. Mowa oczywiście o Xavim Simonsie, który zaliczył 88 kontaktów z piłką, posłał 4 kluczowe podania do kolegów i był na boisku w Lipsku po prostu dyrygentem.

Co do jego nieco starszego rodaka, Van de Beeka, to nie możemy już mówić w takich superlatywach, choć oczywiście to Frankfurtczycy wracają do domu zwycięscy. Goście strzelili swoją jedyną bramkę już w 7. minucie meczu, a jej autorem był Ansgar Knauf, były piłkarz Borussii Dortmund. Sam Donny van de Beek nie przyczynił się do trafienia, ale wybiegł na boisko już w pierwszym składzie. Przez ponad godzinę gry był przy piłce 22 razy, podał celnie 11-krotnie (85% celności) i wykreował jedną okazję (dosyć niskie xA, bo wynoszące 0,09). Do tego udało mu się raz celnie dośrodkować (na 3 próby) i 7 razy piłkę stracić, a także 4 razy sfaulować rywali i 2 razy dać się złapać na pozycji spalonej.

Eintracht bardzo szybko oddał pole gry rywalom, stawiając na twardy opór. O ile koledzy Holendra nieźle się spisywali na placu gry, o tyle były piłkarz Ajaksu i Evertonu po prostu był umiarkowanie przydatny. Aurelio Buta, który zajął jego miejce na placu gry, pokazał więcej, podobnie jak pozostali pomocnicy gości.

Jadon Sancho

Sancho nie grał od sierpnia. Sancho wrócił na wypożyczenie do Zagłębia Ruhry. Sancho wszedł na boisko w 55. minucie meczu z Darmstadt, dumnie nosząc numer 10 na plecach. Już w 77. minucie cieszył się z asysty przy golu Marco Reusa.

Czy świadczy to o poziomie Bundesligi? A może mówi to coś o samym Sancho lub Manchesterze United? Trudno stwierdzić cokolwiek, bo może Anglik poczuł przypływ motywacji, by pokazać się dobrze w miejcu, które sam określił „domem”. Fakty są jednak takie, że Jadon Sancho grał w Borussii 35 minut, a zdobył 1/6 asyst, które przez ponad 80 występów uzbierał w Manchesterze United. W meczu ze słabym Darmstadt z resztą popisał się strzałem niecałą minutę po tym, jak zameldował się na boisku. Nikt też raczej nie spodziewałby się, że piłkarz, który od lata nie dotknął nawet murawy, zdobędzie jakikolwiek punkt do klasyfikacji kanadyjskiej prędzej niż Antony.

Skrzydłowy miał piłkę przy nodze 28 razy, posłał 12 podań (tu tylko 60% celności), oddał jeden wspomniany już zablokowany strzał, wykreował 2 sytuacje, wygrał 100% pojedynków na ziemi i zaliczył 100% skuteczności dryblingów. Przy samej bramce wykazał się świetnym instynktem, kiedy to urwał się obrońcy i z ostrego kąta posłał silną piłkę do Marco Reusa, który wbił ją do niemal niekrytej siatki.

 

 

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze