Raport z wypożyczeń: Kolejny kosmiczny gol Greenwooda. Debiuty Carrerasa, Oyedele, Gore i Vitka [WIDEO]

Łukasz Pośpiech
Zmień rozmiar tekstu:

Okno transferowe jeszcze nie zdążyło się zamknąć, a od poprzedniego „Raportu…” grono wypożyczonych piłkarzy Manchesteru United zdążyło się znacząco poszerzyć. Teraz z zawodników odesłanych do innych klubów można ułożyć już jedenastkę i dołożyć do niej dwóch rezerwowych graczy. Dlatego też czeka nas dosyć intensywna połowa sezonu pod kątem podsumowywania poczynań zawodników Ten Haga i Binniona na obcych boiskach.

Mason Greenwood

O Angliku znowu jest głośno i to bynajmniej nie za sprawą skanadlu obyczajowego. Greenwood ponownie pokazał w meczu, że średniak La Liga to zdecydowanie poziom poniżej jego umiejętności. Ponownie, wraz z Borją Mayoralem, Greenwood stanowił o sile swojego Getafe. Do tego wszystkiego strzelił gola, którego po prostu nie można pominąć.

W starciu z Granadą ofensywne Getafe mogło teoretycznie wreszcie pozwolić sobie na nieco swobody w ataku, ale przebieg spotkania absolutnie na to nie wskazywał. Granada postanowiła na dominację w środku pola, odcinając na dużej intensywności rywali od piłek. Dlatego Granada musiała zadowolić się kontrakatami, które jednak świetnie wykorzystywała, co nie powinno dziwić nikogo, kto obserwował ten zespół (nawet pobieżnie) w tym sezonie.

Ostatecznie, choć statystyki meczowe nie wskazywałyby na to, Getafe odniosło zwycięstwo 2:0 na własnym stadionie, a gole zdobywali Borja Mayoral i Greenwood właśnie. Wychowanek Manchesteru United otworzył wynik swoim niesamowitym trafieniem z dystansu, które naprawdę warto zobaczyć (akcja bramkowa od 00:40). Anglik popisał się ekwilibrystycznym uderzeniem, które dzięki nietypowej trajektorii totalnie zmyliło bramkarza, a które to trudno jest nawet sklasyfikować pomiędzy lobem a uderzeniem technicznym. Dość powiedzieć, że xG w tej akcji to zaledwie 0.02.

Skrzydłowy był w tym meczu przyspawany do prawej strony boiska i to on odpowiadał za ofensywne napędzanie swojej drużyny. Nie bez przyczyny wspomniałem o grze z kontry – to Greenwood wielokrotnie był osobą, która z piką przy nodze, z wykorzystaniem kilku zwodów, przepychała grę bliżej bramki, a momentami wbiegała w pole karne, szukając podań. W związku z ortodoksyjnym, bardzo mocno ustawionym blokiem defensywnym rywali, konieczne było jednak szukanie nieco bardziej innowacyjnych rozwiązań (takich jak strzał, który skończył się golem).

W Getafe przynajmniej kilka nazwiska zasłużyło na wyróżnienie, ale Greenwood prawdopodobnie rozegrał najlepszy mecz ze wszystkich zawodników na booisku. W pełnym dystansie czasowym oddał 2 celne uderzenia, wykonał 2 udane próby dryblingu (na 2 próby), a także wygrał 4 pojedynki na murawie (z 7) i 1 w powietrzu (100%). Co jednak należy w jego przypadku skrytykować, to kiepska celność dośrodkowań, bo zaledwie 1 próba z 7 odnalazła adresata. Do tego należy dołożyć aż 20 strat, które były bezpośrednim rezultatem bardzo ryzykownej gry z jego strony.

Wątpię jednak, żeby fani jego nowego klubu mieli mu cokolwiek po tym meczu za złe. Nie dość, że wypracował wygraną swojej drużynie, to ozdobił Coliseum naprawdę przepięknym golem. 22-letni piłkarz ma w tym sezonie na koncie 5 bramek i 4 asysty.

Alvaro Carreras

Hiszpan wreszcie zadebiutował w barwach Benfiki, choć z pewnością nie był to debiut marzeń. Stołeczny zespół gościł na stadionie Estorilu, gdzie w półfinale pucharu ligi przegrał po rzutach karnych. Sam Carreras zameldował się na boisku na kwadrans, zmieniając Morato, czyli swojego głównego rywala do gry w pierwszym zespole. Wszedł na boisko już przy stanie 1:1, który doprowadził potem do konkursu rzutów karnych. Sam zawodnik pokazał się w tym krótkim epizodzie bardzo przyzwoicie. Od razu dostał sporo swobody w grze ofensywnej i choć przy piłce był zaledwie 7 razy, to zdołał wykreować groźną sytuację. W zasadzie to przy pierwszej styczności z futbolówką wbiegł w pole karne i zagrał do środka, umożliwiając kolegom oddanie (miernego ostatecznie) strzału.

Do tego bardzo wysoko ustawiał się, polując na linii spalonego na długie piłki z drugiego skrzydła. Taka okazja nadeszła w końcówce meczu, gdy dobiegł do idealnego podania na dobieg i z pierwszej piłki podał do nabiegającego napastnika. Na nieszczęście gości jeden z obrońców skutecznie przeciął piłkę, a regulaminowy czas gry zakończył się remisem. Rzuty karne wyłoniły zespół, a po dwóch pudłach Benfica musiała się pożegnać z rozgrywkami. Co ciekawe w równoległym półfinale Sporting uległ Bradze, która w ostateczności pokonała (również po rzutach karnych) Estoril w finale.

Niestety bardzo żywiołowy debiut Carrerasa nie przełożył się na kolejną szansę na grę w seniorskim zesole Benfiki. W ligowym starciu z Estrela Amadora Benfica odniosła pewne zwycięstwo 4:1, ale całe spotkanie na murawie spędził Morato.

Radek Vitek

Vitek jest „tym drugim Czechem” w Akademii Manchesteru United, który zawsze stał nieco w cieniu Mateja Kovara. Nikt nie wróżył mu wielkiej kariery, ale całkiem możliwe że Vitek może jeszcze udowodnić nam błędny osąd jego osoby. Golkiper zameldował się w trzecioligowym Accrington, gdzie już w debiucie zachował czyste konto, został zawodnikiem meczu i znalazł się w jedenastce kolejki League Two. Co ciekawe, jego zespół mierzył się z Forest Green Rovers, którego barwy reprezentuje inny wypożyczony „Czerwony Diabeł” – Maxi Oyedele.

Były piłkarz Ołomuńca popisał się 2 interwencjami, wyłapał 4 dośrodkowania, a także zanotował aż 51 kontaktów z piłką. 4-krotnie wybijał ją też spod nóg rywali. Pełną kompilację zagrań Vitka możecie zobaczyć poniżej:

Maxi Oyedele

Skoro jesteśmy przy meczu Accrington Stanley z Forest Green, to należy wspomnieć o Maxim Oyedele, który dostał w tym starciu ponad 20 minut na placu gry. Polak zaliczył jednak bardzo nijakie spotkanie, w którym był przy piłce tylko 8 razy i zaledwie 1 raz podawał celnie. Wynika to po części z faktu, że był bardzo głęboko ustawiony, w zasadzie wspomagając boki obrony, które męczyły się z atakami gospodarzy. Wspomnieć należy w związku z tym, że nieźle wywiązywał się z owych defensywnych zadań – zaliczył on 100% sukcesu w pojedynkach na ziemi i popisał się 1 wślizgiem. Jednak nie był to występ godny zachwytów, a samemu Oyedele naprawdę wiele brakuje, by zaczął do siebie przekonywać.

Donny van de Beek

Wygrany mecz z Mainz był dla Van de Beeka już 3. starciem w barwach Eintrachtu Frankfurt. Ponownie jednak trudno doszukać się w jego grze jakichkiolwiek pozytywów i kolejny raz Holender, choć wychodził na mecz w podstawowym składzie, został zmieniony tuż po przerwie.

I tak oto po 45 minutach gry pomocnik ustawiony wysoko, tuż za napastnikiem, oddał 0 strzałów, wykreował 0 sytuacji i był przy piłce tylko 14-krotnie. Co więcej, udało mu się zaledwie 5 celnych podań (63%), a jedyna próba dośrodkowania okazała się niecelna. Do tego przegrał on 66% pojedynków, w których brał udział i stracił futbolówkę 6-krotnie. Jedną akcję przerwał faulem, zablokował jedno uderzenie i tyle samo razy dał się przedryblować.

 

Dan Gore

Młody pomocnik miał w weekend okazję na debiut w nowych barwach, czyli Port Vale, od pierwszego gwizdka. Niewysoki piłkarz wybiegł na murawę z numerem 44 i spędził na niej niecałą godzinę. W tym czasie bardzo aktywnie pokazał się w drugiej linii swojej nowej ekipy, choć zabrakło u niego spokoju i dokładności – na 41 kontaktów z futbolówką stracił ją aż 15-krotnie i do tego raz faulował. Popisał się też wyjątkowo niską celnością podań, bo na poziomie 53% w przypadku zagrań po ziemi i 50% zagrań górą. Oddał też jedno uderzenie na bramkę, aczkolwiek piłka pisłana została przez niego daleko obok lewego słupka.

Ekipa Port Vale rozgrywa swoje mecze w League One, ale okupuje w lidze dopiero 20. pozycję i stanowi jednego z poważniejszych kandydatów do spadku. Weekendowe starcie z Portsmouth, w którym zadebiutował Gore, przegrali na własnym stadionie 0:1.

Jadon Sancho

Sancho błyszczy, choć na razie tylko z rywalami nieco niższej klasy. Po występach z Koln i Darmstadtem znajdującymi się w strefie spadkowej, Anglik wybiegł na boisku w starciu z Bochum w derbach Zagłębia Ruhry. To jednak nie on był największą gwiazdą na boisku, a Niclas Fullkrug, który popisał się w tym starciu hat-trickiem.

Sam Sancho pokazał na murawie to, do czego przyzwyczaił nas już w tym sezonie, czyli niezwykle dynamiczną grę z lewej strony boiska. Była to piłka na wysokiej intensywności, pełna zmian tempa, zrywów i sprintów, ale także technicznej zabawy i fizycznej przepychanki. To wręcz niesłychane, że Sancho nie zdołał w Manchesterze United choćby nawiązać do tego poziomu pewności siebie i nonszalancji z piłką.

Choć nie skończył tego meczu z golem lub asystą, to powinien i może mieć nieco pretensji do Niclasa Fullkruga. W jednej z akcji, jeszcze w pierwszej połowie meczu, Sancho w świetny sposób zagrał na wolną przestrzeń w polu karnym (pomiędzy nogami obrońcy) do napastnika, jednak ten postanowił podać piłkę do tyłu, zamiast uderzać.

Rajd za rajdem. Podanie za podaniem. Sancho był w tym meczu po prostu niezwykle pewny siebie. Niemal każdy jego kontakt z piłką kończył się wygranym pojedynkiem z rywalem i każdym kontaktem z piłką zdobywał on przestrzeń dla swojej drużyny. To po jego podaniu w pole karne sędzia wskazał na wapno, gdy defensor Bochum popisał się nieprzepisowym wejściem w nogi Moukoko.

Starcie z Bochum było dla Sancho pierwszą od powrotu okazją na pokazanie się na własnym stadionie – tuż pod „Żółtą Ścianą” i z pewnością nie zawiódł on kibiców.

Z kronikarskiego obowiązku przyjrzyjmy się jeszcze statystykom Anglika w omawianym meczu: 83 minuty, 56 kontaktów z piłką, 81% celności podań, 1 kluczowe podanie, 100% skuteczności długich piłek, 4 udane dryblingi (na 6 prób), 5 wygranych pojedynków (na 9 prób), 12 strat piłki i 1 wślizg.

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze