Raport z wypożyczeń: [WIDEO] spięcie Greenwooda z Bellinghamem i gol z Betisem. Uraz Sancho, debiut Pellistriego i Hugill jak słup soli

Łukasz Pośpiech
Zmień rozmiar tekstu:

Kolejny tydzień przyniósł kolejne emocje fanom wypożyczeń piłkarzy Manchesteru United, choć tym razem może nieco mniejsza liczba piłkarzy miała się okazję pokazać na większych lub mniejszych arenach. Do nadrobienia mamy jednak dwa mecze Greenwooda, w których działo się naprawdę dużo, a także dwa spotkania Joe Hugilla, który został pominięty w poprzednim wydaniu „Raportu…”.

Mason Greenwood

Najgłośniejsze nazwisko na pierwszy ogień. Młody Anglik najpierw zmierzył się z liderem La Liga, czyli Realem Madryt, a potem udał się na wyjazd do Sevilli, by podjąć walkę z pucharowiczem (LKE), czyli Betisem. W obu starciach Greenwood był najlepszym piłkarzem z pola w ekipie Getafe, podsumujmy jednak jego starania zgodnie z chronologią.

Trudno oczekiwać, by Real Madryt, obecnie rozpędzony na drodze do tytułu ligowego, ugiął się pod atakami Getafe. Scenariusz taki nie ziścił się, a „Królewscy” raczej bez problemów pokonali rywali 2:0 (oba trafienia autorstwa Joselu). Różnica klas zespołów nie oznacza jednak, że Greenwood miał małe pole do popisu. Wręcz na tle takich rywali powinniśmy się mu tym baczniej przyglądać.

Defensywa Nacho Fernandez, Mendy, Rudiger i Vazquez (a po zmianach Carvajal i Camavinga) stanowiła dla Getafe mur nie do przejścia, co dla Greenwooda oznaczało, że nie był w stanie wykorzystać swoich największych atutów fizycznych. Wystarczy spojrzeć na zamieszczony skrót (sygnatura czasowa 1:12), by przekonać się, jak brutalnie rozbijał się on o rywali. Co prawda w tym konkretnym starciu to Rudiger ucierpiał bardziej (odniesiony uraz zmusił go do zmiany po pierwszej połowie), ale pokazuje ono, jak zdeterminowany był Real Madryt, by Greenwooda nie przepuścić. Stąd zaledwie jedna udana próba dryblingu.

W związku z tym, Anglik musiał prowadzić ataki swojej drużyny w inny sposób, wykorzystując silne uderzenia z dystansu, które już kilka razy prezentował w tym sezonie. Oddał on w sumie pięć uderzeń, ale cztery z nich poszybowały obok słupka, a jedno obiło prawy słupek bramki. Nie było to jednak realne zagrożenie dla Łunina, bo w sumie wszystkie te strzały wygenerowały xG na poziomie zaledwie 0.13. Warty uwagi jest jednak fakt, że Greenwood był odpowiedzialny za 50% uderzeń na bramkę zespołu Getafe.

W ogóle Anglik był bardzo aktywny w tym meczu, mając piłkę przy nodze 57-krotnie. Popisał się on celnością podań na poziomie 87% i 100% długich piłek jego autorstwa było celnych. Do tego wymusił dwa faule i wygrał trzy (na pięć) pojedynków z rywalami. Stracił też piłkę 10-krotnie, co jak na niego i biorąc pod uwagę klasę rywala, jest bardzo dobrym wynikiem.

Jednak to nie jego gra sprawiła, że media ponownie zawrzały, a gazety rozpisują się, wykorzystując jego nazwisko. Najwięcej rozgłosu zyskała meczowa sytuacja, w której po starciu z Bellinghamem, w którym pomocnik odebrał piłkę rodakowi, kamera uchwyciła jak ten nazywa Greenwooda „gwałcicielem” (ang. rapist). Ma to oczywisty związek z kontrowersjami dotyczącymi zakończonego śledztwa w sprawie Greenwooda, które dotyczyło właśnie m.in. przemocy na tle seksualnym.

Obecnie sytuacja wciąż nie została rozwiązana i jeśli wierzyć mediom, Getafe zgłosiło zachowanie Bellinghama do władz ligi. Jeśli były piłkarz Borussi Dortmund zostanie uznany za winnego, grozi mu nawet miesiąc zawieszenia. Środowisko Greenwooda podało jednak informację, że piłkarz nie chce rozdmuchiwać sytuacji i wolałby ją stłamsić, zanim nabierze większego rozgłosu.

Z kolei w weekend Getafe udało się na wyjazdowy mecz z wyżej rozstawionym w tabeli Betisem i tutaj Getafe nie oddało tak łatwo punktów, a po końcowym gwizdku oba zespołu musiały zadowolić się remisem 1:1. Jedyną bramkę gości zdobył, tym razem z rzutu karnego, Mason Greenwood. Anglik został z resztą wybrany zawodnikiem spotkania.

Bramka oczywiście cieszy, choć fakt, że padła po uderzeniu z rzutu karnego, zapewne odbiera jej trochę wyjątkowości. Co za to zasługuje na więcej uwagi, to sposób, w jaki wywalczony został rzut karny. Po dynamicznym wejściu w pole karne Anglik zostal brutalnie ściągnięty na murawę i sędzia nie miał żadnych wątpliwości, wskazując na wapno. Jeśli zaś chodzi o sam stały fragment gry, to tutaj Greenwood również na dużej pewności siebie wyprowadził w pole Rui Silvę i po ziemi posłał piłkę do siatki. Nieco póżniej (po „stęplu” w polu karnym), również po „jedenastce” stan gry wyrównał Isco.

Mason Greenwood był dodakowo dosyć blisko wywalczenia drugiej jedenastki, jednak arbiter nie był w tym wypadku łaskawy dla Getafe. Najpierw Anglik dwoma zwodami oszukał dwóch rywali (jednego sadzając na murawę, a potem w trakcie wykonywania kolejnego zwodu, upadł po zderzeniu z rywalem wykonującym wślizg. Była to zdecydowanie dyskusyjna sytuacja, w której postanowiono, że Greenwood upadł nie z winy rywala.

Ponownie możemy mówić o intensywnej grze ze strony skrzydłowego, który miał piłkę przy nodze 52 razy i 73% jego podań odnalazło adresatów, w tym aż 5 zostało posłanych do ostatniej tercji boiska. W przeciwieństwie do meczu z Realem Madryt, gdzie ustawiony był bliżej napadu, oddał znacznie mniej strzałów, bo tylko jeden. Popisał się za to aż sześcioma udanymi dryblingami i trzema celnymi długimi piłkami. Zganić można go za aż 17 strat i zerową skuteczność dośrodkowań (na dwie próby).

Alvaro Fernandez Carreras

Młody Hiszpan wreszcie dostał szansę na debiut w ligowych rozgrywkach w barwach Benfiki, jednak wciąż nie był to występ marzeń. Piłkarz został bowiem wpuszczony na końcówkę meczu za zmęczonego Morato w starciu z Gil Vicente wygranym 3:0 na własnym stadionie. W 23 minuty był jednak bardzo aktywny, aż 24 razy dotknął piłki, przerwał jedną akcję i trzykrotnie odbierał futbolówkę. Do tego popisał się celnością podań na poziomie 88%.

Na ten moment Carreras pojawił się na boisku w 50% meczach Benfiki, jednak w sumie spędził na murawie niecałe 50 minut. Tym samym żadne ze spotkań nie wypełnia warunku opcjonalnego wykupu piłkarza, według którego Benfica musiałaby wykorzystać Carrerasa w 50% spotkań od pierwszej minuty, by automatycznie aktywowała się klauzula.

Facundo Pellistri

Urugwajski skrzydłowy za to dostał szansę na debiut w wyjściowej jedenastce od razu po transferze, w zremisowanym 1:1 meczu Granady z Las Palmas. Dla piłkarza jest to powrót do rozgrywek La Liga po rocznej przerwie. Choć spotkanie zakończyło się remisem, to Las Palmas absolutnie zdominowało rywali i miało aż 78% posiadania piłki w tym meczu. W związku z tym niezwykle defensywnym charakterem obowiązków Granady, Pellistri zanotował stosunkowo mało kontaktów z piłką, a i heatmapa jego występu wygląda niecodziennie.

W 63 minuty na murawie zdążył pięć razy odebrać piłkę rywalom i raz ją wybić. W sumie piłkę miał przy nodze 30 razy, posłał jednak tylko 7 celnych podań (64% celności) i stracił futbolówkę aż 11 razy. Jego jedyne dośrodkowanie w tym meczu znalazło adresata, popisał się też 50% skurecznością w dryblingach. Pellistri nie był motorem napędowym akcji swojej drużyny, bo takowych nie było, ale trudno mu odmówić solidnego występu. Choć warunki były skrajnie niesprzyjające, to Urugwajczyk zaliczył 2 kontakty z piłką w polu karnym rywali.

Mecze takie jak ten powinny przywołać temat, jak kiepskim kierunkim dla skrzydłowgo o takim profilu może być Granada. Jest to nie tylko bardzo zachowawczy w ofensywie zespół, ale także jeden z najpoważniejszych kandydatów do spadku z La Liga. Tym samym wątpliwości co do możliwości, jakie oferuje on Pellistriemu, są bardzo uzasadnione.

Joe Hugill

Pozwolę sobie połączyć dwa ostatnie spotkania Hugilla w jeden wywód.

Młody napastnik zaczyna udowadniać, czemu Erik ten Hag mu nie zaufał. W dwóch ostatnich starciach (45 minut z Cambridge United i 30 minut z Lincoln), Anglik zaliczył w sumie 10 kontaktów z piłką. Oznacza to, że dotykał piłki co ok. 450 sekund. Co więcej, posłał w tym czasie 4 celne podania (80% celności), co daje celne podanie co ok. 19 minut. Przegrał też 100% pojedynków na ziemi (dwa starcia) i 100% pojedynków w powietrzu (dwa starcia). W meczu z Lincoln za to oddał celny „strzał”.

Powiedzieć, że Hugill zawodzi, to jak nic nie powiedzieć. Anglik jest na boisku absolutnie zagubiony i wydaje się nieskoordynowany. To idealny moment, by odnieść się do cudzysłowu przy słowie „strzał” w poprzednim akapicie. Nie mam bowiem pewności, czy uderzenie było celowe – Hugill znalazł się co prawda na drodze podania w pole karne i chyba nawet próbował opanować piłkę, obracając się. Ta jednak nie została przy jego nodze i potoczyła się w kierunku bramki. Ktoś mógłby potraktować to jako próbę ekwilibrystycznego strzału, ale ja mam wątpliwości.

Poniżej materiał wideo z uwiecznionym uderzeniem. Co prawda klip ustawiony jest tak, by pokazywać od razu zabójczą akcję, ale zachęcam do zapoznania się z całym materiałem, co może okazać się świetnym doświadczeniem i prezentacją poziomu piłki w League One.

Van de Beek, Sancho i Gore

Wielcy nieobecni! Van de Beek po trzech katastrofalnych występach przesiedział na ławce mecz z Kolonią w Bundeslidze. Jadon Sancho z kolei przegapił remisowe starcie z Heidenheim ze wzgledu na uraz mięśniowy. Dan Gore za to nie znalazł się w kadrze meczowej na mecz z Fleetwood Town.

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze