Premier League

Scott McTominay znów bohaterem, Manchester United zwycięża z Aston Villą

Patryk Tabak
Zmień rozmiar tekstu:

Manchester United wygrał na Villa Park z Aston Villą 2:1 w meczu 24. kolejki Premier League. Bramki dla „Czerwonych Diabłów” zdobyli Rasmus Hojlund oraz Scott McTominay.

Manchester United do spotkania z Aston Villą przystępował w dobrych nastrojach. W pięciu ostatnich spotkaniach podopieczni Erika ten Haga wygrali cztery razy. Wprawdzie na bilans ten składają się pojedynki z Wigan AthleticNewport County w FA Cup, jednak i w Premier League nie było najgorzej. Ba – siedem punktów w trzech meczach to, w tym sezonie, całkiem nieoczywista sytuacja. Podobnie jak pewna wygrana z zespołem z górnej połowy tabeli – a tak należy określić triumf 3:0 nad West Hamem. W gorszych nastrojach byli podopieczni Unaia Emery’ego, którzy zaczęli gubić punkty w Premier League, a na domiar złego pożegnali się z Pucharem Anglii po porażce przed własnymi kibicami z Chelsea. Istotna była także stawka – wygrana skracałaby dystans do ekipy z Birmingham do pięciu oczek, porażka – zwiększała go aż do jedenastu.

Początek spotkania toczył się w dość spokojnym tempie. Aston Villa próbowała dłużej utrzymywać się przy piłce, jednak nie przynosiło to żadnych odważniejszych akcji – podopieczni Unaia Emery’ego postawili na wybadanie przeciwnika i spokojne rozeznanie terenu. Skorzystał z tego Manchester United, który szybko zaczął stwarzać sobie sytuacje. Lampkę ostrzegawczą dla gospodarzy (i ich wysoko ustawionej obrony) „Czerwone Diabły” zapaliły już w 6. minucie, gdy wyszli z groźnym kontratakiem dwóch na jednego, ale Hojlund w momencie podania znajdował się na pozycji spalonej.

Kolejne minuty przyniosły zagrożenia między innymi ze stałych fragmentów. Po centrach Bruno Fernandesa dwukrotnie próbował Harry Maguire, jednak jego uderzenia nie przyniosły żadnego zagrożenia dla Emiliano Martineza. Kilka chwil później od straty gola gospodarzy uratował chyba jedynie Douglas Luiz, który przytomnie zablokował strzał Hojlunda. Swoją okazję stworzył sobie także Alejandro Garnacho, który mocno przymierzył zza pola karnego, jednak piłka minęła bramkę Aston Villi.

Wreszcie w 17. minucie Manchester United dopiął swego. Po raz trzeci w tym meczu Bruno Fernandes dośrodkował z rzutu rożnego na głowę Harry’ego Maguire’a, ten podał głową przed bramkę do znajdującego się na czystej pozycji Rasmusa Hojlunda, a Duńczyk trafił do siatki w piątym kolejnym meczu.

Po kilku spokojnych minutach do głosu coraz mocniej zaczęła dochodzić Aston Villa, dla której tak dobry początek meczu ze strony Manchesteru United najwidoczniej był zaskoczeniem. Już w 22. minucie przed dobrą sytuacją stanął Leon Bailey, którego strzał na dalszy słupek minął bramkę Onany. Z celnością kilka chwil później nie miał już problemów McGinn, którego bardzo mocny strzał z dystansu na rzut rożny zdołał odbić kameruński bramkarz „Czerwonych Diabłów”. Minutę później Szkot posłał kapitalne podanie do Watkinsa (choć należy tutaj przeanalizować, co dokładnie robiła obrona Manchesteru United i dlaczego nie broniła), jednak i tym razem Onana wyszedł górą z pojedynku z piłkarzem gospodarzy.

Kolejne minuty były już spokojniejsze – gospodarzy z rytmu wybiła krótka przerwa spowodowana udzielaniem pomocy medycznej Onanie, który po wspomnianej interwencji ucierpiał po zderzeniu z Dalotem. Mniejsza intensywność kolejnych sytuacji nie oznaczała jednak, że tych nie było – podopieczni Unaia Emery’ego nadal z łatwością dochodzili do kolejnych okazji, jednak czujni byli albo obrońcy (jak Harry Maguire, który blokował uderzenia gospodarzy i dobrze się ustawiał, przez co odpowiednio reagował na zagrożenia) albo Andre Onana.

Pierwsza część spotkania przyniosła też dwie żółte kartki dla „Czerwonych Diabłów”. Arbiter upomniał Casemiro, który sfaulował (choć nie na wszystkich powtórkach było to oczywiste) Matty’ego Casha oraz Kobbie Mainoo, który w ostatniej minucie doliczonego czasu gry popełnił faul taktyczny.

W przerwie Erik ten Hag zdecydował się na jedną zmianę – Luke’a Shawa zastąpił Victor Lindelof. Druga połowa mogła rozpocząć się od bardzo mocnego uderzenia – i to z obu stron. Już w 46. minucie świetnie przez defensywę gospodarzy przedarł się Marcus Rashford, jednak w ostatniej fazie akcji nieczysto trafił w piłkę, w efekcie czego piłka leniwym tempem potoczyła się w stronę Emiliano Martineza. Dosłownie chwilę później mogło (i powinno) być 1:1. Matty Cash zagrał z prawej strony w pole karne, a stojący przed bramką Ollie Watkins trafił wprost w Andre Onanę.

Bardzo szybko okazało się, że sytuacja Watkinsa to jedynie przedsmak kolejnych ataków. Aston Villa znów mocno podkręciła tempo i raz p raz znajdowała się pod polem karnym podopiecznych Erika ten Haga. Zdecydowanie najgroźniejszy z pierwszego kwadransa był atak, po którym Leon Bailey minimalnie za mocno zagrał w kierunku Ramseya. Gdyby Jamajczyk włożył minimalnie mniej siły w to podanie, Anglik stanąłby oko w oko z Onaną.

Szturm Aston Villi na moment został przerwany przez dobrą akcję gości. Alejandro Garnacho zagrał dobrą piłkę przed pole karne do Bruno Fernandesa, a Portugalczyk, mimo sporej ilości czasu na podjęcie decyzji i braku nacisku ze strony rywali, posłał piłkę w trybuny. Zemściło się to cztery minuty później. Wprawdzie najpierw Onana zdołał odbić piłkę po strzale z bliskiej odległości Clementa Lengleta, jednak kilka sekund później był już bez szans. Po wybiciu piłki przez Varane’a piłka momentalnie wróciła w szesnastkę Manchesteru United i trafiła do stojącego tuż przed bramką Douglasa Luiza. Brazylijczyk nie miał problemów z wpakowaniem piłki do siatki i (zasłużonym) wyrównaniem stanu rywalizacji.

W 70. minucie „Czerwone Diabły” znów mogły wyjść na prowadzenie. Świetną indywidualną akcją popisał się Alejandro Garnacho, który następnie zszedł z lewej strony do środka i oddał groźny strzał. Piłka minimalnie minęła bramkę Aston Villi i choć arbiter nie wskazał na narożnik boiska, wydaje się, że futbolówkę delikatnie musnął Emiliano Martinez. Chwilę później znakomitą sytuację mieli gospodarze – świetną okazję po niedokładnym wybiciu Dalota miał Douglas Luiz, jednak nieprzygotowany do tego prezentu Brazylijczyk z niego nie skorzystał.

Kolejne minuty upływały pod znakiem kolejnych szans dla gospodarzy. Przed dobrą okazją stanął choćby Diaby, jednak piłka po jego uderzeniu minęła bramkę Onany. Do pewnego momentu próby odpowiedzi Manchesteru United były niegroźne dla Martineza – jak choćby w 82. minucie, gdy strzał Garnacho okazał się zbyt lekki, by przyniósł jakikolwiek efekt. To jednak było tylko ostrzeżenie – w 86. minucie w roli głównej wystąpił Scott McTominay, który kilkanaście minut wcześniej zastąpił Marcusa RashfordaSzkot wykorzystał bardzo dobre dośrodkowanie Dalota z prawej strony boiska i strzałem głową po raz drugi wyprowadził „Czerwone Diabły” na prowadzenie.

Po niespodziewanym trafieniu dla gości Aston Villa próbowała jeszcze odwrócić losy meczu i uratować choćby punkt, jednak starania podopiecznych Unaia Emery’ego spełzły na niczym. Choć przez wiele długich chwil wydawało się, że „Czerwone Diabły” nie zdobędą w Birmingham nawet punktu, ostatecznie komplet zagwarantował ten, który w obecnym sezonie jest człowiekiem do zadań specjalnych.

Zwycięstwo sprawiło, że Manchester United zbliżył się do miejsc premiowanych awansem do Ligi Mistrzów. Do czwartego Tottenhamu „Czerwone Diabły” tracą już „tylko” sześć punktów (oczko mniej z kolei do piątej Aston Villi). W następnej kolejce podopieczni Erika ten Haga zagrają na wyjeździe z Luton Town.

Aston Villa – Manchester United 1:2 (0:1)
Rasmus Hojlund 17′
Douglas Luiz 67′
Scott McTominay 86′

Aston Villa: Martinez – Cash, Diego Carlos, Lenglet, Alex Moreno (Digne 87′) – Kamara (Diaby 65′), Douglas Luiz – Ramsey, McGinn [C] (Zaniolo 87′), Bailey (Tielemans 73′), Watkins

Manchester United: Onana – Dalot, Maguire, Varane, Shaw (Lindelof 46′) – Casemiro, Mainoo (Amrabat 90+2′) – Rashford (McTominay 73′), Bruno Fernandes [C], Garnacho – Hojlund (Evans 90+2′)

 

Komentarze

Podobne wpisy

Najnowsze