James Tarkowski z Burnley przyznał się do zarzuconych mu zarzutów i odbędzie karę 3 meczów zawieszenia, co oznacza, że w drugi dzień Świąt nie zagra z Manchesterem United.
25-latek został ukarany za uderzenie łokciem Glenna Murraya w zakończonym bezbramkowym remisem spotkaniu z Brighton. Nie zagrał już w meczu z Tottenhamem i jego absencja była bardzo widoczna, bo Burnley przegrało 0:3 i straciło ćwierć spośród 12 bramek, które puściło w poprzednich 18 kolejkach.
Tarkowski nie zagra jeszcze nie tylko przeciwko Man Utd, ale także z Huddersfield i wróci dopiero 1 stycznia na mecz z Liverpoolem na Turf Moor.
Menedżer “The Clarets”, Sean Dyche, nie zgadza się z karą dla swojego podopiecznego i nazywa ją śmieszną i rozczarowującą.
– Myślę, że powinniśmy podkreślić, że nie zgadzamy się z tą karą – powiedział, zapewne zdając sobie sprawę z tego, że formalna apelacja prawdopodobnie nie przyniosłaby Burnley nic dobrego i skończyłaby się tylko dodatkowym meczem zawieszenia.
– James obrócił się wokół własnej osi i trącił rywala po żebrach, ale nie sądzę, by dorosły człowiek powinien w takiej sytuacji rzucić się na ziemię i leżeć na niej przez pół minuty. Futbol jednak wciąż się zmienia i niestety zmienia się także honor poszczególnych piłkarzy.
Choć Tarkowski zaakceptował stawiane mu zarzuty, przyznał, że uważa nałożoną na niego karę za zbyt surową. FA się z tym nie zgodziła. Dyche zdradził, że jego zawodnik w tym samym meczu doznał wcześniej kontuzji ręki, która wymagała zresztą operacji.
– Uszkodził ją już wcześniej, a tuż przed starciem z Murrayem został przez niego za nią złapany – dodał. – Możliwe, że stało się to przez przypadek. Gdy James mi o tym powiedział i zobaczyłem tę sytuację na powtórkach, uwierzyłem mu. Zawsze wierzę, że moi piłkarze mówią mi całą prawdę. Powiedzieliśmy o tym FA, ale ona mimo to zdecydowała, że należą mu się 3 mecze zawieszenia.
– W szerszej perspektywie była to dość delikatna sytuacja. Użycie słowa “brutalna” jest moim zdaniem po prostu śmieszne. W dzisiejszych czasach nie zwraca się jednak uwagi na to, jak często piłkarze symulują i jesteśmy tym bardzo rozczarowani.









