Ruben Amorim odpowiadał na pytania dziennikarzy na konferencji prasowej po finale Ligi Europy, w którym jego podopieczni ponieśli porażkę z drużyną Ange’a Postecoglou. Portugalski menedżer wymijał pytania o przyszłość klubu i okno transferowe, ale jednocześnie zapowiedział, że nie zamierza odejść z pracy, chyba że zarząd i kibice uznają, że nie jest odpowiednią osobą na swoje stanowisko.
Wyrazy współczucia. Jak oceniasz ten mecz i jak wpłynie on na przyszłość klubu?
– Nie będę mówił o przyszłości. Dziś musimy przełknąć ból porażki. Myślę, że było jasne, że byliśmy lepsi. Znów nie udało się nam jednak strzelić gola. Próbowaliśmy wszystkiego. Na ocenę przyszłości będzie jeszcze czas.
Wiele mówiłeś o braku goli. Czy żałujesz, że nie zrobiliście w styczniu czegoś, by to zmienić?
– Były czasy, że nie tworzyliśmy szans. Teraz tak nie jest, bo tworzymy. Nie chodzi tu o jednego piłkarza. Bramkarz Spurs wykonał świetną pracę. Oczywiście wierzę w moich piłkarzy i moją pracą jest ich rozwijanie. Nie mogliśmy nic zrobić w styczniu z powodu innych problemów. Nie chodzi zatem o jednego piłkarza, bowiem zmarnowane szanse rozbijają się na kilku z nich.
Garnacho w kilkanaście minut zrobił więcej niż Mount w czasie około 70 minut. Wiem, że wybory składu potrafią być trudne, ale patrząc w przyszłość, czy nie uważasz, że powinniście być bardziej proaktywni niż pragmatyczni?
– Co masz na myśli?
Wydawać się może, że Garnacho stwarza większe zagrożenie. Oczywiście, trudno jest wybierać wyjściowy skład, ale Alejandro wszedł i tworzył szanse. Mount nie był za to mocno zamieszany w groźne akcje.
– Mówiłem na ten temat wiele razy. Teraz łatwo jest mówić. Przeciwko Athletikowi Mount wszedł z ławki i zrobił różnicę. Kto zepsuł ogromną szansę w pierwszej połowie przeciwko Bilbao? Garnacho. Piłka nożna taka już jest. Teraz łatwo o tym mówić. Ja staram się zarządzać wszystkim i wygrywać mecze. Wszystko ma dwie strony medalu.
Co masz do przekazania kibicom z Portugalii i czy chcesz kupić na przyszły sezon Viktora Gyokeresa?
– Muszę mówić w imieniu kibiców angielskich, Manchesteru United. Nie mam zatem nic do powiedzenia tym z Portugalii. Dzielę ból z kibicami, którzy zasługują na więcej. Zobaczymy, co zrobimy w przyszłości.
W zeszłym tygodniu nie byłeś pewien, czy dla klubu byłoby dobre granie w Lidze Mistrzów. Oczywiście wiadomo już, że w niej nie będziecie. Jaki wpływ będzie miało to na ciebie, piłkarzy i cały klub?
– Musimy planować i zrozumieć, że dla takiego klubu trudno jest nie być w Lidze Mistrzów. Musimy też spojrzeć na drugą stronę. Mamy więcej czasu na pracę w trakcie tygodnia i stawanie się lepszym w lidze.
Wiem, że nie chcesz mówić o przyszłości, ale czy jest coś, co chcesz powiedzieć kibicom i wlać w nich jakiś optymizm?
– Zawsze byłem z wami szczery. Nie byłem dzisiaj perfekcyjny. W drugiej połowie próbowaliśmy wszystkiego. Dzisiaj nie byliśmy wcale bardzo słabi, choć nie byliśmy idealni.
Kiedy tu przyszedłeś, od miejsc premiowanych awansem do Ligi Mistrzów dzieliło was 7 punktów, teraz jest to 27. Nie możecie być z tego zadowoleni. To porażka z twojej strony, jak i ze strony osób, które cię zatrudniły. Jak zatem macie pewność siebie na przyszłość?
– Zobaczymy. Nie będę tu siedział i się bronił, to nie w moim stylu. Nie mogę tak robić. Nie mogę pokazać kibicom niczego i mówić, że będzie dobrze z jakiegoś powodu. Zawsze jestem otwarty. Jeśli zarząd i kibice będą czuli, że nie jestem odpowiednim człowiekiem, to odejdę następnego dnia bez żadnej rozmowy o rekompensacie. Nie mam zamiaru jednak odchodzić. Jestem pewny swojej pracy. Jak widzicie, nie zamierzam zmieniać sposobu, w jaki działam.
Wspomniałeś, że trudno było ci rozwijać piłkarzy, biorąc pod uwagę, że przyszedłeś w środku sezonu. Jakie aspekty możesz jednak poprawić? Można bowiem argumentować, że drużyna w drugiej połowie sezonu się cofała, a nie rozwijała.
– Nie zgadzam się. W pewnych aspektach się poprawiliśmy. Było wiele meczów, w których ostro walczyliśmy, ale po prostu nie strzelaliśmy gola i decydowały małe detale. W derbach na Old Trafford stworzyliśmy więcej szans, ale nie strzeliliśmy. Jestem młody, ale rozumiem, że gdyby udało się w drugiej połowie strzelić gola, ta konferencja prasowa mogłaby teraz wyglądać zupełnie inaczej. Muszę sobie z tym poradzić, nie mam bowiem nic do pokazania kibicom, ale tak jak mówiłem, nie porzucę sposobu mojej pracy.









