Michael Carrick odpowiadał wczoraj po południu na pytania dziennikarzy na konferencji prasowej przed meczem ligowym z Tottenhamem, który odbędzie się już w sobotę o 13:30 na Old Trafford. Anglik mówił m.in. o rozmowie z Thomasem Frankiem, sytuacji kadrowej, a także tragedii z Monachium.
Patrząc na mecz z Tottenhamem: Odbyłeś rozmowę z Thomasem Frankiem we wrześniu przed ich pierwszym meczem w Lidze Mistrzów, jak się zapatrujesz na tamtą rozmowę? Domyślam się, że pokazuje to, jak życie może zmienić się w krótkim czasie.
– Tak, z pewnością może się to zmienić. Naprawdę mi się podobała. Dogadujemy się bardzo dobrze, był to pierwszy raz kiedy poważniej z nim rozmawiałem. Mówiliśmy generalnie o rzeczach związanych z piłką. Pomysły, procesy, takie rzeczy. Dobrze będzie go znowu widzieć.
Minęło 19 i pół roku od kiedy przeniosłeś się z Tottenhamu do Manchesteru United, grałeś z nimi wiele razy. Mówisz o swojej miłości do klubu i tym, jak zakochałeś się w Manchesterze United. Czy mógłbyś sprecyzować, kiedy dokładnie to się stało?
– To było praktycznie od razu. Mam dobre wspomnienia związane z Tottenhamem, byłem tam krótko, ale naprawdę się tym cieszyłem. Byliśmy dobrą drużyną, menedżerem był Martin Jol i wiele się w tamtym czasie nauczyłem. Mówiłem jednak wiele razy, że przyjście tutaj to był duży przeskok. Z pewnością poczułem to szybko i kiedy już jesteś tu jako piłkarz, to to na ciebie działa. Tak się czułem w zasadzie od pierwszego dnia, wchodząc do szatni.
Jakim wyzwaniem w sobotę będzie Tottenham?
– Z pewnością będą wyzwaniem. Widać to szczególnie po tym, jak grali pod koniec meczu z Manchesterem City. Mieli urazy i wiele zmian w drużynie, co z pewnością zwiększa trudność wyzwania z ich perspektywy. Wracają tam jednak piłkarze po kontuzjach. Mają bardzo dobrych zawodników ofensywnych, którzy chcą rozciągać linię obrony i często atakować pole karne. To coś, czego musimy być świadomi. To może być trochę inny mecz niż te w ostatnich tygodniach, ale nie możemy się doczekać. Jesteśmy w dobrym miejscu, chłopcy pracowali świetnie przez ten tydzień. Mocno stąpamy jednak po ziemi, nie popadajmy w huraoptymizm. Liczy się to, co następne. Przed nami duże wyzwanie, ale nie możemy się doczekać.
To świetny start dla ciebie, ale czy to cię zaskoczyło, jak świetnie póki co idzie?
– Szczerze, wszystko działo się krok po kroku i nie patrzyłem za bardzo do przodu. Ludzie mówili wtedy, że pierwsze dwa mecze będą się wyróżniać, spodziewając się trudnego początku. W pewnym sensie to może pomogło grupie, by pozostać skupionym. Nie patrzyłem do przodu, nie mogłem sobie na to pozwolić. Z czasem mamy jednak pomysł, jak chcielibyśmy wyglądać i z pewnością to stało się o wiele jaśniejsze, w jakim kierunku idziemy i jak chcemy grać. Trzy wygrane były fantastyczne w wielu kontekstach, więc czujemy się pewni siebie.
Matthijs de Ligt i Mason Mount nie byli na zdjęciach z treningu, kiedy ta dwójka będzie dostępna?
– Pewnie Mason będzie szybciej, nie jest daleko. Liczymy, że nie będzie to za długo. Matthijs pracuje nad powrotem, robi dobre postępy. Jest na razie dla niego za wcześnie, ale miejmy nadzieję, że także w jego przypadku nie potrwa to za długo.
Zbliżają się pewne dziury w kalendarzu, a wcześniej mówiło się o sparingach w trakcie sezonu. Czy są jakieś plany z tym związane?
– Na ten moment nic nie jest potwierdzone. Jesteśmy świadomi terminarza i są miejsca, które możemy wykorzystać na różne sposoby. Wszystko jest do dyskusji. To może się wydarzyć, nie musi. Poczekamy i zobaczymy.
Jeśli chodzi o przyszłość klubu i patrzenie poza następny mecz, to czy fakt, że nie ma pewności co do pozycji menedżera będzie pewną przeszkodą w kontekście budowania składu na następny sezon? Piłkarze chcieliby wiedzieć, co się stanie…
– Piłkarze byli i są skupieni. Jesteśmy świadomi większego obrazu sytuacji i tego, co może się zdarzyć. Jako piłkarz jesteś jednak skupiony na tym, co cię czeka i starasz się osiągnąć to co możesz przez resztę sezonu. Nie mam problemów, zmartwień. Skupiamy się zatem po prostu na byciu lepszymi, poprawianiu się i przywracaniu klubu i siebie tam, gdzie powinniśmy być. To małe kroki, ale oczywiście patrzymy na duży, ważny koniec sezonu.
Konferencja jest dziś, bo jutro wspominamy tragedię w Monachium. Czy jako ktoś, kto był w klubie i wie o nim wiele, mógłbyś wyjaśnić, co ta pamięć dla ciebie znaczy?
– To wielka sprawa. Właśnie rozmawialiśmy i mówiliśmy o tym, jak długo zajęło, by pokochać to miejsce i było to szybkie. Gdy tu przychodzisz, uświadamiają cię. Musisz znać i rozumieć historię, to nasza odpowiedzialność, by wiedzieć co miało miejsce zanim my byliśmy w klubie, a także zachowania i obowiązki, które musimy ze sobą nieść. Monachium to prawdopodobnie największa część historii tego klubu w kontekście samej tragedii i tego, jak drużyna i cały klub podniosły się z tego i odniosły sukces. Sir Alex wspominał o tym, było to ważne dla niego, dla nas. Musimy to ze sobą mieć. Byłem tu na 50. rocznicę, 60. rocznicę, zobaczymy co z 70. Świadomość i bycie wokół tego, szczególnie w takich momentach, pomaga poczuć te emocje. W sobotę na stadionie też to poczujemy.









