Michael Carrick po odniesionej w znakomitym stylu wygranej 3:2 z Arsenalem na Emirates Stadium wziął udział w tradycyjnej konferencji prasowej. Tymczasowy trener Manchesteru United przyznał, że jest bardzo zadowolony z początku pracy w drużynie z Old Trafford, ale jednocześnie przestrzegł podopiecznych, by ci nie popadli w przesadne samozadowolenie.
“Czerwone Diabły” pokonały “Kanonierów” po golach Bryana Mbeumo, Patricka Dorgu oraz Matheus Cunhi. Było to drugie z rzędu wielkie zwycięstwo Manchesteru United pod wodzą Carricka – po zeszłotygodniowej wygranej w derbach z Manchesterem City.
Michael Carrick szczególnie pochwalił Patricka Dorgu, który po przesunięciu na bardziej ofensywną pozycję ponownie wpisał się na listę strzelców, a takze Matheusa Cunhę, którego postawa i ogromna determinacja – mimo że nie zaczynał obu ostatnich spotkań w pierwszym składzie – ma być symbolem pozytywnej atmosfery w zespole.
Poniżej przedstawiamy wątki poruszane przez dziennikarzy na konferencji prasowej na Emirates Stadium.
Gratulacje, Michael. Biorąc pod uwagę klasę rywala, czy to twoje najsłodsze zwycięstwo jako trenera Manchesteru United?
– Tak, to był dla nas bardzo trudny mecz. Wiedzieliśmy o tym już przed spotkaniem. My tutaj nie byliśmy w stanie zanotować idealnego występu. Pracujemy razem niespełna dwa tygodnie, więc zdawaliśmy sobie sprawę, że przyjeżdżając tutaj będziemy musieli sięgnąć po wiele różnych elementów, by uzyskać pożądany wynik. Były momenty lepsze i gorsze, sporo dobrych rzeczy, ale też takich, nad którymi możemy pracować. Postawa zawodników, ich wiara, pewność siebie i duch zespołu sprawiły jednak, że byłem dziś naprawdę dumny.
Dało się odczuć nerwowość wśród kibiców Arsenalu. Czy potrafiliście to wykorzystać?
– Myślę, że dobrze rozumieliśmy przebieg meczu. Wiedzieliśmy, że momentami będziemy pod presją i będziemy zmuszeni się bronić. Chcieliśmy też przejmować kontrolę nad grą. W takich dużych meczach wyjazdowych trzeba potrafić uspokoić boiskowe wydarzenia. Myślę, że pod tym względem wykonaliśmy odpowiednią pracę i z czasem zaczęliśmy coraz lepiej wchodzić w spotkanie. Zdobyte bramki były fantastyczne, fragmentami graliśmy naprawdę dobrą piłkę i byliśmy groźni. Były też momenty, gdy musieliśmy się bronić. To był występ zawierający w sobie wszystko.
Czy kiedykolwiek pomyślałeś, że twoje pierwsze dwa mecze przeciwko Manchesterowi City i Arsenalowi zakończą się dwoma zwycięstwami?
– Wiedziałem, jak trudne to będą spotkania, ale przed nami są kolejne ciężkie starcia. Takie zwycięstwa smakują najlepiej pod względem emocji, pewności siebie i impulsu, jaki dają drużynie. Zawodnicy byli fantastyczni. Mieliśmy mniej niż dwa tygodnie, żeby wdrożyć pewne rzeczy i to, o co ich prosiliśmy. Wciąż są kolejne warstwy, do których chcemy dojść i chcemy się poprawiać. Jednak jeśli chodzi o to, co było potrzebne, by wygrać te dwa mecze – wykonali świetną pracę.
Dwie kapitalne bramki… Czy na treningach w Carrington mocniej ćwiczyliście strzały?
– Nie mogę sobie przypisywać zasług za te wykończenia! Przy golu Pata cała akcja zasługuje na pochwałę i te przejścia między formacjami… Jednak samo wykończenie było wprost niesamowite. Taki strzał zapiera dech. To był dobry początek drugiej połowy. A kiedy wszedł Matheus, miałem przeczucie, że zrobi różnicę. Fantastyczne wykończenie. On idealnie oddaje pozytywną atmosferę w zespole. Nie zaczynał obu spotkań, był rozczarowany, ale wykorzystał to w bardzo dobry sposób. Dwa ogromne momenty. W pełni zasłużył na zwycięskiego gola.
Przejąłeś zespół po serii rozczarowujących wyników. Co mówią te dwa zwycięstwa o drużynie?
– Chodzi przede wszystkim o to, jakie to daje nam odczucia jako grupie – zawodnikom, klubowi i kibicom. Zależy mi na tym, by nas to połączyło i podniosło w pozytywny sposób. Nie popadamy w euforię, bo przed nami jeszcze większe spotkania. Zawsze najważniejszy jest następny mecz. Musimy dalej się rozwijać. Dziś było dużo emocji, energii i pewności siebie, ale potrzebujemy zachować pokorę i rozumieć, w jaki sposób te wyniki zostały osiągnięte.
Jakie jest teraz wyzwanie? Walka o TOP 4? Kibice śpiewali “We’re going to win the league”…
– Z naszej perspektywy liczy się tylko kolejny mecz. Jesteśmy razem bardzo krótko, więc skupiamy się na budowaniu dobrych nawyków i rutyn. Zawodnicy są pod tym względem fantastyczni. Nie patrzymy zbyt daleko w przyszłość, bo to może się źle skończyć. Idźmy do przodu, tydzień po tygodniu, mecz po meczu. Musimy wykorzystać emocje, energię i pewność siebie, ale jednocześnie zachować pokorę.
Czy brak meczów pucharowych to pozytyw?
– Na pewno pozwala się skupić na tylko jednym celu. Mówiłem o tym już w zeszłym tygodniu. Wszystko jest teraz przed nami. Nic się nie zmienia, po prostu mamy dobry start. Musimy dalej budować.
Jak oceniasz występ Patricka Dorgu?
– Pat był dla nas bardzo, bardzo ważnym zawodnikiem w ostatnich dwóch meczach. Nie tylko pod względem ofensywnym i strzelonych goli, ale też stwarzania zagrożenia, jego fizyczności, jakości w grze i współpracy z innymi. Defensywnie również był znakomity. On i Luke Shaw świetnie współpracowali. To ogromne zadanie. Cieszę się z jego bramek, wkłada ogrom pracy w każdy występ. Miło widzieć go uśmiechniętego. W końcówce zszedł z boiska prawdopodobnie z powodu skurczów. Mamy nadzieję, że to nic poważniejszego.
Czyli bardziej skurcze niż uraz ścięgna?
– Na ten moment trudno to jednoznacznie ocenić. Musimy poczekać i zobaczyć, ale oczywiście mamy nadzieję, że to nic poważnego.









