Manchester United wraca do walki o najwyższe cele, a jednym z kluczowych głosów w szatni pozostaje Bruno Fernandes, który podkreśla znaczenie konsekwencji, inteligencji boiskowej i właściwych wartości. W rozmowie z Jasonem Burtem z „The Telegraph” portugalski pomocnik opowiada o podejściu do gry, odpowiedzialności oraz potrzebie stałego rozwoju drużyny w obliczu rosnących oczekiwań.
Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, jak bardzo konkurencyjny potrafi być Bruno Fernandes, wystarczy posłuchać jego historii o podejściu do „Werewolf” – popularnej gry towarzyskiej uwielbianej przez piłkarzy, która zainspirowała powstanie popularnego serialu “The Traitors”.
– To dokładnie ja poza boiskiem w tego typu grze. Oczywiście, będąc wilkiem, potrafisz być bardzo konkurencyjny. Jeśli jesteś wilkiem, musisz spróbować wyeliminować wszystkich. Jeśli nim nie jesteś, musisz starać się przekonać innych, że nie masz z nim nic wspólnego – rozpoczął pomocnik.
Ten instynkt rywalizacji ma we krwi – to część jego wychowania.
– Lubię grać w karty. Urodziłem się w rodzinie, w której gry karciane to sprawa życia i śmierci – wszyscy z hukiem uderzają kartami o stół. Moi wujkowie i mój tata, zawsze w nie grają. Jesteśmy, powiedzmy, ludźmi z pasją. Portugalczycy są pasjonatami we wszystkim, co robią. Nie jestem w tym aż tak szalony, ale jestem bardzo ambitny. Gdy wujkowie zaczynają grać, czasem wolę się wycofać, bo potrafią trochę przesadzić.
Fernandes śmieje się, gdy wspomina słowa byłego trenera Mitchella van der Gaaga, pracującego pod wodzą Erika ten Haga, który żartował, że pomocnik potrafił domagać się spalonego nawet podczas treningów.
– Miałem z nim o to wiele kłótni. Ludzie już to zrozumieli – to nie są złośliwe uwagi, ja po prostu chcę wygrywać. Jeśli nie włożę tego nastawienia do treningów i nie będę tym facetem, który napędza innych, prawdopodobnie oni obniżą swoją intensywność. Znam pewnych zawodników, którzy zerkają na mnie, żeby sprawdzić, czy naprawdę „żyję” na boisku i czy jestem w grze. Czasami muszę być tym, który wnosi energię, krzyczy i robi pewne rzeczy celowo, aby inni stawali się lepsi, ponieważ potrafią to robić, a przy tym zachować skupienie – dodaje 31-latek.
To jest kwintesencja kapitana Manchesteru United i prawdopodobnie obecnie najlepszego zawodnika w Premier League. A z pewnością jednego z najbardziej skutecznych – to właśnie on napędza „Czerwone Diabły” do powrotu do Ligi Mistrzów. Udział przy bramkach zapewnił mu już 26 punktów, czyli o jeden więcej niż miał Cristiano Ronaldo w sezonie, w którym zdobył mistrzostwo Anglii i sięgnął po swoją pierwszą nagrodę Złotego Buta w 2008 roku.
Fernandes znajduje się w gronie faworytów do tytułu Piłkarza Roku. Jeśli sięgnie po to wyróżnienie, zostanie pierwszym zawodnikiem Manchesteru United nagrodzonym przez Stowarzyszenia Dziennikarzy Piłkarskich od czasu Wayne’a Rooneya w 2010 roku. Ale dla pomocnika nagrody indywidualne nie są tak ważne jak trofea.
Mówi, że „to nie jest normalne”, iż Manchester United nie zdobył tytułu Premier League od 2013 roku. Portugalczyk zdradza także, czego oczekiwał od klubu na przestrzeni ostatnich lat, a także wskazał kierunek, w którym zespół musi podążać. Opowiedział też o tym, co dzieje się w jego głowie podczas meczów oraz o „relacji ryzyka i nagrody”, która sprawia, że jest jednym z najważniejszych kreatorów gry w lidze i liderem klasyfikacji asyst.
Jednym z tematów, który wciąż pozostaje otwarty, jest przyszłość Fernandesa. Z rokiem do końca kontraktu i opcją przedłużenia o kolejne 12 miesięcy, na ten moment nie chcę rozważać tego, co może się wydarzyć po zakończeniu sezonu – szczególnie po tym, jak zeszłego lata odrzucił ofertę opiewającą na milion funtów tygodniowo od Al-Hilal.
Rozmawiamy jednak o trofeach – a raczej o ich braku. Do tej pory zdobył z klubem tylko dwa: Puchar Anglii oraz Puchar Ligi.
„Chcę rywalizować”
– Wszyscy, którzy przychodzą do Manchesteru United, chcą wygrać każde możliwe trofeum. Nikt nie zakłada, że w ciągu sześciu lat będziemy walczyć tylko o jedno czy dwa trofea. Chcesz rywalizować o wszystko. Potem dotarliśmy do trzech finałów i nie wygraliśmy – to może się zdarzyć. Ale przynajmniej uczestniczyliśmy w tej walce i byliśmy blisko. I to, co mówiłem klubowi za każdym razem, gdy rozmawialiśmy, czyli czego chcę od czasu, gdy tu jestem – chcę rywalizować, bo jeśli walczysz, jesteś bliżej zwycięstwa.
– Jeśli nie rywalizujesz, nie masz szans na osiągnięcie czegokolwiek. Klub zrozumiał przede wszystkim jedno: ostatni raz wygrali Premier League w 2013 roku. To za długo jak na taki klub jak Manchester United. Tak długi okres bez mistrzostwa nie jest normalny. Jako zawodnik musisz zrozumieć, że kibice, a właściwie oczekiwania, zawsze będą takie, że chcemy wrócić i wygrać Premier League. Jako piłkarze, również mamy takie oczekiwania, kiedy przychodzimy do Manchesteru United.
– To się nie zmienia. Wiem, że ludzie pomyślą: “Dostaniecie więcej pieniędzy, możecie dostać lepsze kontrakty.” Nie, przychodzisz do Manchesteru United, ponieważ chcesz wygrywać trofea. Pieniędze możesz dostać wszędzie. Wiele klubów w Premier League płaci dobre pieniądze, kluby we Włoszech i Hiszpanii, zapłacą ci dużo. Ale przychodzisz do tego klubu ze względu na historię, ze względu na to, co chcesz osiągnąć i co myślisz, że możesz osiągnąć.
– Zawsze powtarzam klubowi: “Nie możecie mi obiecać, że wygramy Premier League – to niemożliwe. Ale jeśli obiecacie, że będziemy konkurencyjni i do końca będziemy w grze, to wystarczy. To wszystko, co muszę wiedzieć, bo wtedy to ode mnie zależy, czy stanę się najlepszą wersją siebie, czy pomogę innym stać się najlepszymi, jak tylko mogą, byśmy mogli stać się klubem, którym chcemy być.
Asysty w zasięgu wzroku
31-latek jest uczniem futbolu i wymienia zawodników, których podziwia – Kevina De Bruyne („gra przeciwko niemu była przywilejem”), Andresa Iniestę („mój idol”), Deco („wyrafinowanie”) i Rui Costę („jak gra w garniturze”). W tym gronie znajduje się także Andrea Pirlo – pomocnik, z którym spotkał się w Serie A.
To prowadzi nas do tego, co Fernandes robi na boisku i do jego fenomenalnego dorobku asyst (i bramek), który pozwolił mu osiągnąć nowe szczyty. Pytanie o to, co widzi podczas gry, wywołuje zaskakującą odpowiedź.
– W mojej głowie już teraz rysuje się obraz tego, nad czym pracowaliśmy w ciągu tygodnia. Najtrudniejsze jest to, że musisz reagować, ale jednocześnie dostosowywać swój pomysł do zawodnika, którego masz przed sobą. To oznacza, że nie mogę zagrać tej samej piłki do Amada [Diallo], którą posłałem do [Benjamina] Sesko. Tak samo jest w przypadku Sesko i Bryana [Mbeumo]. To ode mnie zależy, jak najlepiej wykorzystam daną sytuację – bo mógłbym zagrać im dowolne podanie, ale prawdopodobnie nic by z tego nie wyniknęło.
– Zawsze staram się jednak zagrać najlepszą możliwą piłkę, dopasowaną do cech i umiejętności moich kolegów. Jeśli Mason [Mount] gra jako lewoskrzydłowy, wiem, że muszę częściej go wspierać. On lubi szybkie podania na jeden lub dwa kontakty i jest bardzo bystry w takich sytuacjach. Muszę więc znaleźć sposób, żeby się z nimi połączyć i stworzyć im przestrzeń do strzału, lub do wykonania ostatniego podania, bo cechy Masona sprawiają, że jest najlepszy, gdy ma miejsce do gry i to trzeba wychwycić w ułamku sekundy.
O rany, to jest odpowiedź. Podobnie jest w przypadku rozgrywania bezpiecznych podań.
– To kwestia ryzyka i nagrody. Przy każdym podaniu istnieje ryzyko, ale chodzi o to, jak dużą korzyść mogę z niego uzyskać. Kiedy próbuję zagrać piłkę za linię obrony, ryzyko jest takie, że piłka wyjdzie za linię końcową albo trafi do bramkarza – zawsze staram się częściej ryzykować, niż grać zachowawczo. Chcę wykonać najlepsze możliwe podanie, ale jeśli się pomylę, wiem, że piłka po prostu wyjdzie na aut i rywale nie będą mieli szansy na kontrę. Ale nagroda jest taka, że – jeśli podanie będzie idealne – Bryan, Amad, Matheus, Mason czy Josh, wszyscy oni mogą zdobyć bramkę. A jeśli nie zakończą akcji golem, i tak stworzyliśmy sytuację – a to sprawia, że przeciwnicy zaczynają grać bardziej ostrożnie.
Wygląda na to, że Fernandes jest na boisku kimś w rodzaju trenera i menedżera – który, gdy nadejdzie okazja, czeka na odpowiedni moment?
– Nie próbuję być kimś takim, to po prostu przychodzi naturalnie i właśnie w taki sposób lubię postrzegać grę. Naprawdę lubię tę stronę futbolu – nie trenowanie, ale przekazywanie informacji innym i sprawianie, by je rozumieli. Tak, rozpocząłem kurs trenerski, ale to nie jest coś, o czym naprawdę myślę. Jeśli się uda, to się uda.
Następnie Portugalczyk przedstawia jeszcze bardziej szczegółową analizę swojego piłkarskiego życia.
– Moja żona pyta, gdy siadam przy stole albo na sofie: “Czy leci coś w telewizji?’ Lubię oglądać każdy rodzaj meczu – każdą ligę, każdą dywizję – jeśli jest coś, co chciałbym zobaczyć, bo można się uczyć od każdego i wszędzie. Lubię patrzeć na futbol z szerszej perspektywy, ponieważ to wszystko, co potrafię robić i czym zajmowałem się przez całe życie. I nie chciałbym robić niczego innego.
Kibice Manchesteru United będą chcieli wiedzieć, co dalej – czy drużyna pod wodzą Michaela Carricka robi postępy i czy wreszcie znajduje się w lepszej pozycji, by realnie rywalizować, po tylu rozczarowaniach i fałszywych nadziejach?
– Trudno mi to jednoznacznie ocenić, ponieważ zmieniliśmy trenera. Budowaliśmy coś, a nagle klub zdecydował, że musimy to zmienić. A potem, z Michaelem, mamy ten ostatni okres, który potrwa cztery lub pięć miesięcy, gdzie radzimy sobie naprawdę dobrze. Nadchodzi jednak szansa, by powalczyć o czołowe miejsca i zagrać w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie. Jeśli skończymy tak, jak chcemy, będzie to wyglądało bardzo dobrze, ale wciąż nie będzie to obraz, jakiego oczekujemy.
– Ostatecznie chodzi o to, co zrobimy w przyszłym sezonie – czy będziemy drużyną, jaką byliśmy w tym okresie? Bo każdy może być dobry przez pewien czas, ale bycie dobrym przez cały sezon jest znacznie trudniejsze. I to jest coś, czego nam brakowało, przynajmniej odkąd tu jestem. Z Olem [Gunnarem Solskjaerem], w moim drugim sezonie, byliśmy bardzo dobrzy do stycznia. A potem [Manchester] City po prostu nacisnął pedał gazu i ostatecznie zajęliśmy drugie miejsce. Musimy być konsekwentni. Musimy zrozumieć, że nie ma czasu na odpoczynek, na oderwanie się od rzeczywistości. Należy zdać sobie sprawę, że każdy punkt ma znaczenie, a każdy drobny szczegół robi różnicę.
To sprowadza się z powrotem do początku – do jego nieustannej potrzeby rywalizacji. Fernandes wyróżnia się wysoką inteligencją emocjonalną i empatią. O jego postawie krąży wiele historii: od opłacania wspólnych wieczornych wyjść pracowników, przez utrzymywanie kontaktu z osobami zwalnianymi z klubu, aż po wyprowadzanie drużyny na Old Trafford razem z dzieckiem poruszającym się na wózku inwalidzkim.
– Jeśli w jakiś sposób okażesz komuś życzliwość, ktoś to zrozumie i odpłaci ci tym samym. Jeśli postępujesz właściwie, nie przejmuj się tym, co robią inni – czy jest to słuszne, czy nie. Życzliwość to coś, co zawsze powinno być obecne, ale żyjemy w czasach, w których bycie życzliwym bywa trudne.
W Manchesterze United skupiają się na ponownym dążeniu do rywalizacji. Ale dla Fernandesa chodzi również o robienie rzeczy we właściwy sposób – zarówno na boisku, jak i poza nim.









