Darren Fletcher odbył szczegółowe rozmowy z trzema zawodnikami Manchesteru United przed środowym wyjazdowym meczem z Burnley.
Szkot przyznał, że niezwykle istotne było spotkanie z kapitanem Bruno Fernandesem, który może wrócić do kadry meczowej po krótkiej nieobecności, a także z Matheusem Cunhą i Benjaminem Sesko – dwoma letnimi nabytkami “Czerwonych Diabłów”. Fletcher chce lepiej poznać tę konkretną dwójkę, ponieważ w obecnym sezonie rzadziej przebywał przy pierwszym zespole z uwagi na swoje zaangażowanie w pracę z drużyną do lat 18.
Druga część przedmeczowej konferencji prasowej 41-latka dotyczyła także słów, jakie usłyszał od sir Alexa Fergusona podczas prywatnej rozmowy, a także własnych przemyśleń na temat poziomu kontroli, jakiej poddawani są współcześni piłkarze Manchester United.
Cześć Darren. Oczywiście, gdy wybierałeś ustawienie drużyny U-18, to konsekwentnie korzystałeś z czwórki obrońców. Dużo się tu mówi o tym systemie. Rozumiemy, że nie chcesz zdradzać szczegółów dotyczących drużyny, ale czy można śmiało założyć, że zobaczymy czwórkę defensorów na Turf Moor?
– Cóż, jeszcze nie wiemy. Nie mogę tego ujawnić. Jeśli jednak mówimy o drużynie U-18, to jest to styl i system, który klub uznaje za najlepszy z punktu widzenia rozwoju zawodników. To ustawienie, z którego korzystamy zarówno w linii pomocy, jak i obrony. W drużynie U-18 chodzi o rozwój i to jest dla nas najważniejsze.
– Kiedy prowadzę zespół U-18, skupiam się przede wszystkim na rozwijaniu piłkarzy – dobierając skład, często eksperymentujesz, próbujesz różnych rozwiązań, tak, aby postawić przed zawodnikami nowe wyzwania. Oczywiście, chcesz wygrać każdy mecz, ale zasadniczo starasz się rozwijać zawodników i ta formacja zdecydowanie do tego pasuje, więc wykorzystujemy ją. Jestem do niej przyzwyczajony od dłuższego czasu.
Powiedziałeś, że okoliczności przejęcia zespołu nie są dla Ciebie łatwe, co jest całkowicie zrozumiałe. Czy miałeś okazję porozmawiać z Rubenem przed jego wyjazdem?
– Nie miałem takiej szansy. Próbowałem się z nim skontaktować, ale nie udało nam się porozmawiać, co jest całkowicie zrozumiałe. Ruben ma obecnie bardzo dużo na głowie, a ja również byłem bardzo zajęty, więc nie miałem ku temu okazji. Chciałbym to zrobić, ponieważ łączyła nas dobra relacja. Był dla mnie wspaniały i bardzo serdeczny, również w tych krótkich kontaktach, jakie mieliśmy w trakcie sezonu, kiedy pracowałem po drugiej stronie budynku z zespołem U-18.
– Zawsze utrzymywaliśmy dobry kontakt, a dodatkowo to właśnie on był menedżerem, który pozwolił zadebiutować mojemu synowi, więc jako ojciec mam wiele powodów do wdzięczności. Chociaż chłopcy sami na to zapracowali, ostatecznie to on był menedżerem, który to zrobił, więc mam z nim dobrą relację. Oczywiście, jestem rozczarowany z jego powodu, ale to, co się stało, już się nie odstanie. Jestem tutaj, aby pomóc klubowi. Musimy szybko iść naprzód. Jak już powiedziałem, wszystko, co robię, jest podyktowane dobrem klubu i dlatego w tej chwili skupiam się wyłącznie na Burnley.
Nieuniknione pytanie: czy rozmawiałeś z Sir Alexem, odkąd powierzono Ci tę rolę?
– Tak. Nie lubię podejmować żadnych decyzji ani działań bez wcześniejszej rozmowy z Sir Alexem. To coś, co robię odkąd jestem w klubie, a także od momentu, gdy z niego odszedłem – we wszystkim, czym się zajmuję. Łączy nas naprawdę dobra relacja, dlatego to on był prawdopodobnie pierwszą osobą, do której zadzwoniłem. Chciałem najpierw z nim porozmawiać, a szczerze mówiąc – uzyskać jego błogosławieństwo. Myślę, że zasługuje na taki szacunek.
– Chciałem przedstawić mu całą sytuację i poznać jego opinię, a on mnie poparł i potwierdził moje myśli oraz to, co zawsze powtarzałem: twoim zadaniem jest robić wszystko, co najlepsze dla Manchesteru United. Kiedy jesteś pracownikiem tego klubu, masz obowiązek dawać z siebie wszystko dla Manchesteru United. To niezwykłe usłyszeć od niego słowa, którymi sam staram się kierować, i w które wierzę każdego dnia. Dlatego było to dla mnie bardzo pocieszające, gdy on to powiedział.
Byłeś ważnym piłkarzem tego klubu i odniosłeś tu wiele sukcesów. Pracujesz tu od czterech lub pięciu lat, pełniąc różne role. Z perspektywy własnego doświadczenia – jak bardzo, Twoim zdaniem, zewnętrzna krytyka, ze strony mediów, byłych piłkarzy i całego tego szumu wokół klubu, wpływa na zawodników w Twojej drużynie? Czy uważasz, że to ma znaczenie?
– Myślę, że to ma wpływ, ponieważ jest to nieodłączna część bycia piłkarzem Manchesteru United. Mogę jedynie odnieść się do własnych doświadczeń jako zawodnika. Kiedy byłem młodym piłkarzem, musiałem wejść do drużyny w sezonie w którym zajęliśmy drugie miejsce, i to był koniec świata. Sam tego doświadczyłem. Patrząc wstecz, jestem bardzo wdzięczny, że mieliśmy sir Alexa, Roya Keane’a, oraz wielu innych doświadczonych zawodników wokół siebie, którzy potrafili nas chronić i wspierać.
– Zasadniczo, aktualnie to już nie jest ten przypadek, ponieważ nigdy nie będzie drugiego sir Alexa. To trudne, ale tak to wygląda w każdym klubie. Manchester United jest największym klubem na świecie, dlatego kontrola, oczekiwania i standardy, będą obecne i trzeba się z tym pogodzić. Trzeba to zaakceptować, nauczyć się sobie z tym radzić i w razie potrzeby szukać wsparcia.
– Dla jednych przychodzi to naturalnie, inni muszą poświęcić na to więcej czasu, ale konsekwentnie uczą się radzić z tym wszystkim i muszą to robić nieustannie. Taki jest współczesny świat, takie jest życie piłkarza. Czasami to wymaga czasu, czasami ludzie nie dają rady – tak po prostu jest. Moim zdaniem, trzeba nauczyć się z tym radzić i znajdź sposób, który najbardziej ci odpowiada. Podejmij wyzwanie gry dla Manchesteru United, czerp z tego radość, ale pamiętaj, że zawsze będzie obecna kontrola, presja i hałas.
To coś, o czym Ruben kilkakrotnie wspomniał, również w niedzielę, sugerując, że wypowiedzi Gary’ego Neville’a mogą mieć wpływ na podejmowane decyzje. Jak trudno jest klubowi stanąć na nogi, skoro takie rzeczy pojawiają się niemal każdego dnia? Czy klub potrzebuje bardziej wyrazistych postaci w szatni, czy też, aby niektórzy z byłych zawodników zrozumieli sytuację i podeszli do niej z większą rozwagą?
– Nie można oczekiwać od nich, że będą szli na łatwiznę, ponieważ są pasjonatami i mają swoje zdanie. Są naprawdę dobrzy w tym, co robią, potrafią się zaangażować i przyjemnie się ich słucha. Ja sam lubię ich słuchać – przez lata robiłem to również w szatni, chłonąc wszystko, co mieli do powiedzenia. To trudne, ale musisz to zignorować.
– Najważniejsze są zwycięstwa, zdobywanie trofeów i wspólna droga. Takie jest życie, taki jest futbol, zwłaszcza tutaj – tu zawsze chodzi o wygrywanie. Ludzie chcą wygrywać i oczekują rozrywki. Istnieją określone standardy dotyczące tego, czym jest Manchester United i czego się od niego wymaga. Jeśli mam być szczery, uważam, że kibice na Old Trafford w ostatnich latach byli niesamowici.
– Myślę, że tu i ówdzie zdarzały się pojedyncze momenty, ale ogólnie rzecz biorąc, wsparcie, jakiego kibice udzielili zawodnikom i menedżerom, było ogromne. Zrozumienie sytuacji na trybunach mogło być o wiele gorsze. Prawdopodobnie bywałem na innych stadionach, gdzie panowała o wiele większa presja i wrogość, więc być może piłkarze bardziej muszą radzić sobie z tym hałasem z zewnątrz, niż z rzeczywistą presją stadionu. To powinno im pomóc i myślę, że kibice byli w tym niesamowici.
– Siedzę tu dzisiaj i proszę ich, żeby wspierali zawodników, a nie mnie. Wspierajcie piłkarzy i klub, ponieważ tej pomocy potrzebują. Nie jest łatwo poradzić sobie z tym hałasem i opiniami byłych zawodników, zwłaszcza dlatego, że oni wygrali wszystko. Mają za sobą sukcesy, trofea, więc trudno ich krytykować, ponieważ mają swoje medale na stole. To jest naprawdę, naprawdę trudne, ale tak właśnie jest być piłkarzem Manchesteru United. Trzeba to zrozumieć, nauczyć się, jak sobie z tym radzić i podjąć to wyzwanie.
Jakie nastroje panowały na treningach przez ostatnie kilka dni, a także czy zdecydowałeś się na prywatne rozmowy z zawodnikami? Wiem, że wspomniałeś o powrocie Bruno Fernandesa i Masona Mounta, ale czy jest szansa na powrót Kobbie’go Mainoo?
– Kobbie rzeczywiście wziął udział w części sesji treningowej, ale jego sytuacja zostanie poddana ocenie w dniu meczu. To było częścią planu. Spędziłem sporo czasu na rozmowach z zawodnikami – właściwie planowałem ich więcej, ale gdy doświadczasz pierwszego dnia w roli menedżera Manchesteru United, nie masz tyle czasu, ile się wydaje.
– W mojej głowie miałem mnóstwo planów dotyczących rozmów z wieloma zawodnikami, a to nie wyszło tak, jak chciałem. Przeprowadziłem rozmowę z Bruno, co było dla mnie ważne, ponieważ jest kapitanem i chciałem z nim porozmawiać. Skupiłem się również na kilku zawodnikach, których nie znam zbyt dobrze, takich jak Matheus Cunha i Benjamin Sesko.
– Niedawno rozmawiałem też z Senne Lammensem, ale to właśnie ta dwójka wymagała ode mnie większego zaangażowania, bo wcześniej nie mieliśmy okazji się poznać. Chciałem, żeby oni poznali mnie, a ja ich. Pozostałych piłkarzy dobrze znam. Miałem z nimi dobre relacje w przeszłości, więc skupiłem się na tej dwójce i Bruno. W miarę zbliżania się meczu planuję kolejne indywidualne rozmowy oraz mniej formalne spotkania – na stołówce i na boisku treningowym. Uważam, że to naprawdę ważne.
Czy te rozmowy bardziej dotyczą tego, czego od nich oczekujesz, czy tak naprawdę bardziej interesuje Cię to, co mają do powiedzenia?
– Po trochu wszystkiego, tak naprawdę. Poznać ich, porozmawiać, zadać kilka pytań o nich samych – o to, jak sobie radzą, jak postrzegają klub i jak oceniają obecną sytuację. Chodziło po prostu o próbę zrozumienia, co myślę o nich jako o zawodnikach, oraz tym jak się spisują. To była próba mająca na celu zbudowanie pierwszych kroków w relacji, zamiast pozwolić, by nasze stosunki były chłodne. Kiedy znasz już 95 procent drużyny, ale nie poznałeś tych dwóch, uważam, że ważne jest, aby poświęcić na to czas.
Jak oceniasz stan mentalny i pewność siebie zawodników, mając na uwadze, że ostatnie 48 godzin było dla nich dość burzliwe?
– Myślę, że jeśli chodzi o pewność siebie, każdy zawodnik jest na innym etapie i to jest naprawdę ważna część futbolu. Kiedy widzisz piłkarzy wracających po kontuzjach, którzy opuścili mecze, naturalnie znajdują się w określonym stanie psychicznym. Są zawodnicy, którzy grają dobrze, ale są też tacy, którzy spisują się słabiej, więc ich pewność siebie raz jest wyższa, a raz niższa.
– Myślę, że nikt nie lubi obserwować, gdy ktoś traci pracę, a można to było wyczuć w naszym budynku. Teraz jednak trzeba bardzo szybko iść naprzód. Ważne jest, abyśmy mieli dobrą energię przed meczem – nie możemy podchodzić do meczu z Burnley w inny sposób. Piłka nożna to okrutna gra, ale to część życia, więc naszym zadaniem jest stworzyć ducha zespołu i dodać trochę pozytywnej energii. Uważam, że nam się to udało i mam nadzieję, że podczas meczu będzie jej jeszcze więcej.









