Michael Carrick z pewnością cieszy się życiem jako tymczasowy trener Manchesteru United. Od momentu nominacji Anglika „Czerwone Diabły” zdobyły 13 punktów w pięciu meczach i awansowały do czołowej czwórki Premier League.
W tym czasie Manchester United odniósł dwa zwycięstwa z rzędu nad rywalami w walce o tytuł – Manchesterem City oraz Arsenalem – co pozwoliło 44-latkowi sięgnąć po nagrodę dla menedżera miesiąca w Premier League.
W obszernej rozmowie z Markiem Chapmanem dla BBC, Carrick wypowiedział się m.in. na temat swojej reakcji na otrzymaną nominację, współpracy ze swoim sztabem, istocie Akademii, ogromnym talencie Kobbie’ego Mainoo, suszarce sir Alexa Fergusona oraz swojej przyszłości.
Ostatni raz widziałem Cię w programie “Match of the Day”. Czy to doświadczenie było aż tak złe, że poczułeś, iż musisz porzucić pracę, która Ci się trafiła?!
– Muszę przyznać, że naprawdę mi się to podobało. Patrzyłem na futbol z innej perspektywy, oglądałem go w nieco odmienny sposób. To było ciekawe, ale niestety ta oferta była zbyt dobra, by ją odrzucić!
Wróćmy do procesu, który Cię tutaj doprowadził – do pierwszego telefonu, który otrzymałeś. Co wtedy przeszło Ci przez myśl?
– Właściwie byłem w samochodzie, w drodze do Newcastle, kiedy nadeszła wiadomość. Oczywiście, miło było to usłyszeć, ale tak naprawdę byłem dość spokojny. Sam nie wiem dlaczego, po prostu wydawało mi się to właściwe. I to nie jest przejaw arogancji ani lekceważenia z mojej strony – po prostu wydawało mi się to całkiem normalne. Poczułem dobrą energię, ale jestem tu tak długo i doświadczyłem tak wiele, że prawdopodobnie gdzieś z tyłu głowy zawsze miałem nadzieję, że nadarzy się taka szansa. Na szczęście tak się stało.
Uśmiechnąłeś się, prawda? A do kogo zadzwoniłeś tuż po tym, jak zakończyłeś tę rozmowę telefoniczną?
– Słuchaj, oczywiście byłem zachwycony. Bycie w tym klubie to coś wyjątkowego, więc absolutnie tego nie umniejszam, ale nie było tak, że po tej rozmowie krzyczałem, wrzeszczałem i świętowałem na autostradzie, czy coś w tym stylu. Po prostu zadzwoniłem do żony i powiedziałem: “To się wydarzyło. Właśnie w tym miejscu jesteśmy”.
Kiedy już wyraziłeś zgodę i wiedziałeś, jak długo potrwa Twoja rola, od czego zacząłeś przygotowania? Od kompletowania sztabu? Czy takie rozmowy odbyły się już wcześniej?
– Oczywiście, najpierw trzeba było ocenić, co należy zrobić, co wdrożyć, jak dobrać personel i jak to wszystko zbalansować. I to wszystko zostało skondensowane w dość krótkim czasie. Skompletowanie personelu było czymś, co musieliśmy i chcieliśmy zrobić jak najlepiej. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak to wyszło. Byłem absolutnie zachwycony doborem mojego sztabu. Chodzi przecież o to, by wydobyć z zawodników to, co najlepsze, prawda?
– Jak wspomniałeś, pierwsze rozmowy… Pierwsze wrażenie ma ogromne znaczenie. Sam byłem po drugiej stronie, gdy do szatni wchodzi ktoś nowy. Dlatego mój przekaz od początku był jasny: “Jestem tutaj, żeby was wspierać. Jestem tutaj, żeby wam pomóc. Jesteśmy tutaj, żeby was motywować”. Ostatecznie wszyscy chcemy osiągać dobre wyniki, ale istnieją różne sposoby, aby to zrobić. Mam nadzieję, że do tej pory zawodnicy rzeczywiście odczuli to wsparcie.
Czy uważałeś, że jako grupa nie osiągnęli pełni swoich możliwości?
– Nie można jednoznacznie stwierdzić, czy osiągnęli, czy nie. Dla mnie, gdy przejmowałem zespół, najważniejsze było to, co przed nami. Wiedziałem, że to naprawdę utalentowana grupa z ogromnym potencjałem. Liczyło się wyłącznie to, co możemy zrobić, by pomóc drużynie i poprawić sytuację. Mieliśmy trzy dni przed meczem z Manchesterem City, więc był to naprawdę skondensowany i intensywny okres przygotowań, w którym musieliśmy zrobić wiele rzeczy w krótkim czasie.
Czy to pomogło, że w pierwszych dwóch meczach zmierzyłeś się z Manchesterem City i Arsenalem?
– Teraz można powiedzieć, że to pomogło…
Z perspektywy czasu to wspaniała rzecz, prawda?
– Tak, to były dwa ogromne mecze… Spotkanie z Manchesterem City było wielkim wydarzeniem – graliśmy u siebie i muszę przyznać, że atmosfera tego dnia była naprawdę wyjątkowa. Było ją czuć już w oczekiwaniu na mecz – zarówno na stadionie, jak i wokół niego. Nie sposób opisać, jak bardzo to pomaga. Tę energię czuło się wszędzie i to naprawdę wyjątkowe uczucie, móc się tym dzielić z tak wieloma ludźmi. To prawdopodobnie najbardziej satysfakcjonująca rzecz do tej pory – nawiązanie tej więzi i odczuwanie tak pozytywnych emocji płynących ze wszystkich stron.
Kontynuując temat Twojego personelu, jak Wam się razem pracuje? Media poświęciły dużo uwagi osobom, które wprowadziłeś do swojego sztabu…
– To naprawdę silna grupa i czuję, że jesteśmy razem od dłuższego czasu, choć nie wszyscy się znaliśmy. Wcześniej nie znałem Steve’a Hollanda zbyt dobrze. Steve ma ogromne doświadczenie, znajdując się w różnych sytuacjach, i wiedziałem, że jego obecność pomoże zachować równowagę – i to jest powód, dla którego chciałem, aby dołączył do naszego zespołu. Z Jonathanem Woodgate’em współpracowałem w Middlesbrough – jest lojalny, rozumie mnie, zna mój styl pracy, motywuje i stawia przede mną wyzwania.
– Jonny Evans zna klub, jest tu od dawna i ma naprawdę dobrą relację z zawodnikami. Uwielbia trenować, pomagać i bardzo mu zależy. Jeśli chodzi o Travisa Binniona… Klub potrzebuje Akademii, to ogromna część naszej struktury. Uważam, że istnieje dobry balans między odpowiedzialnością Akademii, pracą z młodymi zawodnikami, a wiedzą, jaką mogą przekazać Jonathan i Jonny – dwaj środkowi obrońcy światowej klasy, jakich można było spotkać w ciągu ostatnich 20-25 lat. Wszyscy pracownicy potrafią sobie poradzić w tym środowisku i sądzę, że to jest niezwykle ważne.
Czy oni Cię kwestionują? Mówią Ci, kiedy się mylisz?
– Jasne, tak.
Nie każdy menedżer by to zaakceptował…
– Nie mogę mieć zawsze racji – to po prostu niemożliwe. Dlatego mamy sześcioosobową grupę. Każdy z nas ma zdecydowane poglądy, ale wszyscy staramy się je przefiltrowywać i utrzymać wspólne połączenie i zrozumienie, w jakim kierunku chcemy podążać. , Musimy się nawzajem motywować – to pewne.
Wspomniałeś o Akademii. Co ona dla Ciebie znaczy?
– Bardzo wiele. Zawsze miałem to uczucie z czasów, gdy byłem młodym zawodnikiem. To coś, na co zawsze zwracałem uwagę i co mnie pasjonowało. Biorąc pod uwagę tradycję tego klubu, naturalne jest, że przykładamy do tego dużą wagę. To równie dumny moment jak każdy inny, aby dać młodemu zawodnikowi możliwość debiutu i z pewnością istnieje pragnienie – nie tylko z mojej strony, ale ze strony całego personelu i wszystkich w klubie – aby rozwijać młodych zawodników i dawać im jak najwięcej okazji do gry.
Zawodnik Akademii Manchesteru United jest obecny w kadrze meczowej pierwszego zespołu nieprzerwanie od 1930 roku, prawda? Czy to powód do dumy? Jak duża presja może na Tobie ciążyć, jeśli to właśnie Ty miałbyś przerwać tę passę?
– To ogromny powód do dumy dla całego klubu piłkarskiego. To naprawdę niesamowite, że ta tradycja utrzymuje się tak długo i to jest coś, co musimy pielęgnować. Właśnie na takich wartościach zbudowany jest ten klub i tak było przez dekady. Zdecydowanie jestem tego w pełni świadomy. Chcemy to kontynuować.
Kiedy obserwujesz Akademię i drużyny juniorskie… Czy ten proces – i nie chcę wywierać na nich presji – jest w dobrej kondycji?
– Uważam, że Akademia jest w świetnych rękach. Historycznie rzecz biorąc, Akademia rok po roku wychowuje nowych zawodników. Zawsze liczymy na kolejną grupę lub kolejnego utalentowanego piłkarza. W Akademię wkłada się mnóstwo dobrej pracy. Czasami za bardzo skupiamy się na wynikach, ale tak naprawdę najważniejszy jest rozwój młodych ludzi, kształtowanie ich zachowań i pomaganie im. W tym klubie jest tak wielu zawodników, którzy może nawet nie zadebiutowali w pierwszym zespole, a mimo to zrobili niesamowite kariery. I myślę, że jako klub piłkarski jesteśmy z tego naprawdę dumni.
Nawiązując do rozmowy o Akademii… W tym sezonie było sporo szumu wokół Kobbie’ego Mainoo… Nie grał, a teraz jest w składzie w każdym meczu. Co zauważyłeś, gdy po raz pierwszy zacząłeś z nim pracować? Jak wyglądał jego stan psychiczny i w jaki sposób doprowadziłeś go do poziomu, na którym teraz jest?
– Znam Kobbie’ego od dłuższego czasu. Zacząłem z nim pracować, gdy miał chyba 13 albo 14 lat, kiedy zdobywałem swoje uprawnienia trenerskie. To, co Kobbie osiągnął w tak młodym wieku, jest naprawdę imponujące i czasami zapominamy, jak młodym jest piłkarzem. Zawsze byłem wielkim fanem obserwowania jego gry i tego, do czego jest zdolny. Decyzja o wystawieniu go do składu nie była zbyt trudna.
– Szczerze mówiąc, kiedy nie grałeś regularnie, trudno jest znaleźć własny rytm i formę. Oczywiście, są elementy, w których może się poprawić, ale tak naprawdę jeszcze nie zaczęliśmy nad nimi pracować, ponieważ po prostu pozwalamy mu się rozwijać i odnaleźć swój rytm gry. Byłem naprawdę świadomy tego, aby nie przytłaczać go nadmiarem wskazówek – czasem tylko drobne korekty ustawienia czy inne detale. Ufamy temu, kim jest. To naprawdę fantastyczny piłkarz z ogromnym talentem.
W wielu aspektach wydaje się, że polegasz na ludzkiej stronie…
– Lubię przebywać wśród ludzi i dzielić się doświadczeniami. Nie jestem osobą, która byłaby indywidualnością i nie promuję faktu, że znam wszystkie odpowiedzi – chętnie o tym dyskutuję. Uważam, że to klucz do wydobycia z ludzi tego, co najlepsze – czy to w branży telewizyjnej, sportowej, czy biznesowej. Należy traktować ludzi z szacunkiem. Uważam, że niezależnie od tego, czy chodzi o stronę techniczną, taktyczną, możemy się w tym poprawić, ale jeśli nie masz połączenia z ludźmi, ich zaangażowania i chęci podążania za tobą, wszystkie inne aspekty tracą wartości, a wówczas nie da się w pełni wykorzystać całego swojego potencjału. Dlatego budowanie takiej więzi z ludźmi jest dla mnie niezwykle istotne.
Czy na nich krzyczysz?
– Jeszcze nie, nie. Jest czas na wszelkie emocje, i to jest właśnie piękno bycia w tej roli – trzeba wybrać odpowiedni moment i nacisnąć na właściwe przyciski, aby wywołać pożądane reakcje.
Kiedy byłeś świadkiem suszarki sir Alexa Fergusona, pomyślałeś: “O rany”?
– Tak, nie jestem pewien, czy dałbym radę to odtworzyć! Nie próbowałbym! [śmiech] Widziałem to kilka razy i to naprawdę sprawia, że siedzisz na krawędzi swojego miejsca, próbując się od tego oddalić. Ale znowu – mówimy o sir Alexie, który był geniuszem w wydobywaniu z ludzi tego, co najlepsze. Robił to na wiele różnych sposobów: wspierając, wywierając presję, czasami trochę mocniej naciskając – ale to działało. Chodziło o to, by wydobyć pełnię możliwości z zawodników.
Z jakimi menedżerami, dla których grałeś, chciałbyś teraz współpracować lub czerpać inspirację w swojej roli trenera?
– Kilka razy zdarzyło mi się coś zrobić, a dopiero później przypomniałem sobie sytuację sprzed lat z różnymi menedżerami i trenerami. Doświadczenie to piękna rzecz, z której można czerpać na różne sposoby – tak po prostu wygląda życie. Sir Alex miał na mnie największy wpływ – myślę, że to dość oczywiste, biorąc pod uwagę wszystko, co tutaj osiągnęliśmy. To przede wszystkim lekcja i świadomość, że nigdy nie zna się wszystkich odpowiedzi, a ciągłe poszukiwanie jest kluczowe. Dlatego sztab istnieje po to, żeby mi w tym pomóc.
Wielu zawodników z tamtej ery jest teraz ekspertami – tak samo jak wtedy, gdy Ty grałeś. Czy musisz to zaakceptować i odciąć się od tego? Czy jest to dla ciebie łatwiejsze niż dla młodszych zawodników, którzy nie mieli takiego doświadczenia?
– Nie przeszkadza mi to ani trochę. Naprawdę mnie to nie obchodzi. Nie zamierzam się z nikim kłócić z tego powodu. Myślę, że to kwestia szacunku, a ja to akceptuję. Ogólnie rzecz biorąc, młodszym zawodnikom musimy pomagać i się nimi opiekować. To zupełnie inny świat niż wtedy, gdy ja się rozwijałem jako piłkarz.
Gdybym zapytał Cię, czy chcesz tej pracy na dłużej… Wiem, że będziesz miał gotową odpowiedź, ale sądzę, że prawdopodobnie pomyślisz: “Co ma być, to będzie”, prawda?
– To nie jest gotowa odpowiedź – dla mnie to idealna rola. Naprawdę mi się podoba, kocham to, co robię. Mam szczęście i czuję się uprzywilejowany, będąc na swoim miejscu. Ale nie chodzi o to, że wierzę, iż mogę wszystko i jestem tu tylko po to – to coś więcej. Powiedziałem to już, gdy przyszedłem – rozumienie roli, przechodzenie przez klub, bycie tutaj, kochanie klubu, bycie jego kibicem – wszystko to tworzy jedną całość. Jest w tym aspekt sentymentalny. Ale przede wszystkim jestem tutaj, aby wykonywać swoją pracę, stworzyć dobry zespół i odnieść sukces. Nie decyduję, jak długo to potrwa, ale uwielbiam być tutaj i dopóki tu jestem, dam z siebie wszystko. Zawsze planuję długoterminową przyszłość dla dobra klubu piłkarskiego, i w moim przekonaniu, tak właśnie powinno być.
I jesteś bardzo szczęśliwy, prawda?
Tak. Czy uśmiechnąłem się wystarczająco?! [śmiech]
Tak.
– Uwielbiam to, co robię. Mamy tu naprawdę dobrych ludzi – personel jest fantastyczny, a zawodnicy są niesamowici. To naprawdę dobre miejsce, aby przychodzić tu każdego dnia i cieszyć się tym, że tu jesteś. A potem, oczywiście, reakcja i wsparcie, które otrzymujesz w całym mieście i na całym świecie – bardzo trudno to opisać. To niesamowite. Tak, naprawdę cieszę się, że tu jestem.
Ale jeśli ludzie wciąż będą Cię o to pytać, to może zaczniesz na nich krzyczeć?
Możliwe! [śmiech]









