Lisandro Martinez wyszedł w pierwszym składzie reprezentacji Argentyny na spotkanie z Austrią i pomógł swojej drużynie odnieść cenne zwycięstwo 2:0, które zapewniło „Albicelestes” awans do fazy pucharowej turnieju.
Podopieczni Ralfa Rangnicka okazali się wymagającym przeciwnikiem i przez długi czas skutecznie utrudniali grę aktualnym Mistrzom Świata. Sytuacja Argentyny nieco się skomplikowała, gdy Lionel Messi nie wykorzystał rzutu karnego. 38-latek zrehabilitował się jednak w dalszej części meczu, zdobywając dwie bramki i ustanawiając nowy rekord liczby goli zdobytych w historii Mistrzostw Świata (18), wyprzedzając Miroslava Klose (16).
Martinez odpowiadał w dużej mierze za rozegranie piłki, będąc pod wysokim pressingiem Austriaków, jednak znakomicie wywiązał się ze swojej roli. Obrońca Manchesteru United często inicjował akcje od własnej połowy, a tę rywalizację zakończył z największą liczbą celnych podań spośród wszystkich zawodników na boisku. Jego pewność w rozegraniu szła w parze z charakterystyczną agresywnością i skutecznością w pojedynkach defensywnych.
– Myślę, że to był znakomity mecz. Obie drużyny walczyły z całych sił. Kiedy trzeba było przesunąć piłkę przy rozegraniu, potrafiliśmy to zrobić – oceniał Martinez po końcowym gwizdku. – Brakuje słów, żeby mówić o Leo. Nie ma sensu porównywać go z kimkolwiek, bo jest na samym szczycie. Możemy jedynie cieszyć się nim. Czuję ogromne wzruszenie, że mam go przy sobie i że jest Argentyńczykiem. Musimy go docenić – zakończył defensor “Czerwonych Diabłów”.









