Emocje, napięcie i nieoczekiwane zwroty akcji sprawiły, że kibice na Old Trafford długo nie zapomną tego spotkania. Manchester United po raz kolejny pokazał charakter, a po końcowym gwizdku Michael Carrick nie krył dumy ze swojego zespołu i jednego z bohaterów meczu. Michael Carrick obsypał pochwałami Benjamina Sesko po tym, jak reprezentant Słowenii zdobył zwycięskiego gola w dramatycznym meczu z Fulham zakończonym wynikiem 3:2 w Premier League.
“Czerwone Diabły” zmierzały po spokojne zwycięstwo 2:0 po trafieniach Casemiro i Matheusa Cunhi, zanim Raul Jimenez i Kevin doprowadzili do wyrównania, ale gol Benjamina Sesko w końcówce spotkania zapewnił komplet punktów.
Michael Carrick powiedział, że jest bardzo zadowolony z występu Słoweńca. Szkoleniowiec mówił także o znaczeniu późnych zwycięskich bramek w budowaniu więzi między kibicami a drużyną.
Po zwycięstwach z City i Arsenalem, czy to zwycięstwo jest najbardziej znaczące, zwłaszcza biorąc pod uwagę problemy drużyny w tym sezonie z zespołami takimi jak Fulham?
– Tak naprawdę nie jestem pewien, czy jest bardziej znaczące, ale rozumiem, dlaczego o to pytasz. Wiedziałem, że dzisiejszy mecz będzie naprawdę trudny. Przez cały tydzień dostajesz pytania o to, jak zamierzasz rozbić nisko ustawioną obronę. Fulham nigdy nie miało tak grać. Pokazali, że są naprawdę dobrą drużyną, więc wiedzieliśmy, że to będzie duże wyzwanie. Wiedziałem, że nie będzie łatwo i że nie wszystko pójdzie gładko, a nawet przy stanie 2:0 pamiętaliśmy, że przegrywali 1:5 z City i wrócili na 4:5. Wiedzieliśmy to przed meczem. Myślę, że charakter, jaki pokazaliśmy jest czymś, co daje największą satysfakcję. Po tym, co zrobiliśmy w zeszłym tygodniu po trudnym momencie, utrzymanie wiary i pewności siebie jest najważniejsze. Oczywiście, w trakcie meczu możemy grać lepiej i robić więcej rzeczy dobrze w określonych momentach, ale nie mogę mieć pretensji do zawodników. To duch zespołu przeprowadził nas przez ten mecz. To dobre uczucie.
Ile pewności siebie da Benjaminowi Sesko ten gol, biorąc pod uwagę, że w ostatnich tygodniach grał niewiele, a to musiał być moment, o jakim marzył?
– To ważny moment. Jestem bardzo zadowolony. Wszyscy w szatni, zawodnicy i sztab, byli zachwyceni jego występem, a reakcja, jaką otrzymał po powrocie do szatni, mówiła wszystko. Pewność siebie to jedno, ale on był fantastyczny. Przez ostatnie tygodnie dużo z nim pracowaliśmy na różne sposoby. Na treningach wyglądał groźnie, robił dodatkowe rzeczy. Trenerzy wykonali z nim mnóstwo pracy, a Travis Binnion szczególnie dużo pracował z nim indywidualnie. Ben to ogromny talent, ma mnóstwo pozytywnych cech. Dzisiejszy gol jest bardzo ważny, bo to uczucie, gdy zdobywasz zwycięską bramkę późno przed trybuną Stretford End, to coś, o czym marzysz. Po niewykorzystanej okazji, co się zdarza napastnikom, potrafił spróbować jeszcze raz i wykorzystać sytuację. Jestem z niego absolutnie zadowolony. Zasłużył na to.
Dużo mówi się o DNA Manchester United i o tym, czy można je odzyskać. Kiedy Manchester United strzela w doliczonym czasie na Old Trafford to czuć, że to jest właśnie Manchester United. Czy tak pan to widzi?
– To najlepsze uczucie, muszę przyznać. Miałem szczęście brać udział w wielu niesamowitych momentach tutaj. Można analizować występ i wskazywać plusy i minusy, ale kiedy masz moment euforii i ekscytacji, nie ma lepszego miejsca niż Stretford End. To coś więcej. Myślę, że ludzie wychodzą stąd z czymś więcej niż tylko zwycięstwem Manchesteru United. To buduje więź, uczucia i emocje, dlatego wszyscy tak to kochamy, a szczególnie kibice. To jest część tego klubu. Nie zawsze wygrywamy w najłatwiejszy sposób, chcielibyśmy wygrywać bardziej komfortowo, ale kiedy takie momenty się pojawiają, są naprawdę wyjątkowe.
Grał pan w wielu takich dramatycznych meczach z późno strzelonymi golami. Jakie to uczucie przeżywać coś takiego jako trener, a nie zawodnik?
– To trochę inne. Jako zawodnik jesteś w samym środku wydarzeń i nie zawsze widzisz szerszy obraz. Byłem dość spokojny przez cały mecz. Oczywiście byłem rozczarowany drugim golem, ale wiedziałem, że zostało jeszcze osiem minut. Myślałem, że mamy jeszcze dużo czasu i że na boisku są zawodnicy, którzy mogą zrobić różnicę. Byłem bardzo pozytywnie nastawiony i wierzyłem, że znajdziemy swoją chwilę. Trudno jest powstrzymać emocje, gdy pada taki gol, więc wszyscy świętowaliśmy. Czułem, że ten moment nadejdzie, bo w takich meczach zawsze jest jakiś moment, tylko trzeba go wykorzystać. Ben zrobił to po podaniu od Bruno Fernandesa. To była świetna akcja prawą stroną.
To prawda. Wygląda pan na bardzo spokojnego przez cały mecz. Czy to ważne, by przekazywać to zawodnikom?
– Są momenty na spokój, są momenty na emocje, złość czy frustrację. To część piłki nożnej i nie można tego bagatelizować, ale opanowanie i spokój pomagają zawodnikom myśleć jasno. Chodzi o równowagę. Myślę, że w ostatnich trzech meczach znaleźliśmy dobrą równowagę między ogniem i głodem gry a podejmowaniem dobrych decyzji. Kiedy padł gol, nie wszyscy podejmowaliśmy najlepsze decyzje, jeśli chodzi o świętowanie, ale właśnie dla takich chwil kochamy futbol.
Wszystko, czego dotykasz, zamienia się w złoto. Czy to może trwać do końca sezonu?
– Nigdy niczego nie bierzesz za pewnik. Możemy grać lepiej niż dzisiaj, ale Fulham to naprawdę dobra drużyna. Dobrze jest czuć, że możemy się poprawić. To nie znaczy, że nagle zaczniemy wygrywać każdy mecz. Ważne jest zrozumienie, co doprowadziło nas do tego momentu, czyli ciężka praca i praca dla zespołu. Nie popadam w euforię. To świetne uczucie wygrywać, ale to nie gwarantuje kolejnych zwycięstw. Będziemy dalej pracować i przygotowywać się.
Czy potencjał tej drużyny ekscytuje pana, patrząc na talent jakim dysponują gracze?
– Drużyna jest bardzo utalentowana i pokazaliśmy to w krótkim czasie na różne sposoby. Wielkie gole i świetna gra. Konsekwencja jest kluczowa, zarówno z piłką, jak i bez niej. Chłopcy bardzo chcą się uczyć i rozwijać. Kiedy masz zawodników, którzy potrafią tworzyć decydujące momenty, zawsze czujesz, że masz szansę. Im więcej takich zawodników, tym lepiej.
Jak ocenia pan występ Kobbiego Mainoo i jego rosnącą rolę jako przyszłego lidera klubu?
– Kobbie był dziś bardzo, bardzo dobry pod wieloma względami. Fulham momentami przeciążało środek pola, więc miał dużo pracy z Casemiro, zwłaszcza bez piłki, i poradził sobie świetnie. Z piłką radzi sobie spokojnie i rozumie, co jest potrzebne. Zapominamy, jak młody nadal jest. Ma przed sobą ogromną przyszłość, a oglądanie go grającego z taką pewnością siebie to prawdziwa przyjemność.
Wraca też Harry Maguire. Jak ważna była jego rola i czy może to być kluczowe w roku mistrzostw świata?
– Szczerze mówiąc, nie myślałem zbyt dużo o mistrzostwach świata. Mamy kilku bardzo dobrych środkowych obrońców i młodych zawodników z wielką przyszłością. Uznaliśmy, że doświadczenie było ważne. Harry wszedł po dłuższym okresie bez gry i spisał się naprawdę dobrze. Jest ogromną osobowością i dużą obecnością. To pomaga młodym zawodnikom. Jego opanowanie i doświadczenie z nim oraz Lichą z tyłu daje nam solidne fundamenty. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, ale przy takiej grze jest dla mnie jednym z najlepszych.









