Manchester United mierzył się z Evertonem w 27. kolejce Premier League na Hill Dickinson Stadium. “Czerwone Diabły” wygrały ten mecz po golu Benjamina Sesko w 71. minucie spotkania. Po tym meczu Michael Carrick odpowiedział na pytania dziennikarzy na konferencji prasowej.
To już drugi mecz z rzędu, w którym Benjamin Sesko wchodzi z ławki i strzela gola. Możesz opowiedzieć o jego wpływie na zespół i o tym, jaki jest w szatni? Wyobrażam sobie, że pewnie chciałby czasem zaczynać w pierwszym składzie.
– Tak, coś w tym jest. Choć nie zawsze wygląda to aż tak skrajnie. Rozumiem, dlaczego wszyscy o tym mówią i nadają temu większą wagę, ale mam z Benem [Benjaminem Sesko] bardzo dobrą relację. Odbyliśmy wiele dobrych rozmów. Jest teraz w naprawdę dobrym miejscu. Częścią naszej pracy jest pomaganie mu w stawianiu kolejnych kroków w rozwoju i dojrzewaniu jako zawodnik. Czasem to są małe kroki, czasem większe, a ostatnio zrobił ogromne, jeśli chodzi o gole i wpływ na grę. Ta pewność siebie i wiara, z jaką teraz gra, świetnie się ogląda. Oczywiście musimy tym odpowiednio zarządzać, bo mamy dobrych napastników i to są decyzje, które musimy podejmować właściwie. Ale nie mam z Benem żadnego problemu i on też nie ma z tym problemu. Oczywiście chce grać, ale nie mogę wystarczająco mocno podkreślić, jak dobrze się zachowuje, ile pracy wkłada i jakie ma nastawienie, gdy wchodzi na boisko i znów robi to, co zrobił. Jego wykończenie było pełne pewności siebie i wiary, także bezwzględne, skuteczne, co doskonale pokazuje, w jakim jest teraz momencie. To bardzo cieszy.
Podobnie w przypadku Matheusa Cunhi – zastanawiam się, jak wyglądało twoje poznawanie go w ostatnich tygodniach, bo nie zaczynał pierwszych meczów pod twoją wodzą, ale jego udział przy bramce oraz praca w defensywie, którą koledzy z drużyny wyraźnie doceniają, również muszą cię cieszyć?
– Tak, jestem bardzo zadowolony. Taki był dziś charakter tego meczu – każdy musiał włożyć w niego mnóstwo pracy. Trzeba oddać Evertonowi, że zmusili nas do ogromnego wysiłku. To nie był nasz najładniejszy mecz pod względem piłkarskim, ale – tak, jak mówisz – praca defensywna Matheusa [Cunhi], jego wysiłek i intensywność były bardzo ważne. A potem pojawił się moment jakości, który wiemy, że mamy w zespole, by stworzyć coś z niczego i to zrobiło różnicę. Zaczęło się jednak od jego bardzo dobrej obrony w głębokiej strefie, a potem od szybkiego przejścia do ataku. Matheus [Cunha] ma świetny charakter, dobrze mi się z nim pracuje. Nie jesteśmy razem długo, więc kiedy czasem pojawia się frustracja – mówię o drużynie, nie o jednostkach – trzeba wziąć głęboki oddech i pamiętać, że wprowadzamy pewne rzeczy krok po kroku. Zawodnicy wciąż się uczą, poznają mnie, a ja poznaję ich. To kolejny ważny moment dla Matheusa [Cunhi]. Miał ich już kilka od samego początku, choćby przeciwko Manchesterowi City, gdy wszedł z ławki. Dziś znów miał duży wpływ na naszą grę i jest teraz w dobrym miejscu.
Wiem, że podchodzisz do tego mecz po meczu, ale w szerszym kontekście – ile wiary może dać drużynie taki weekend, kiedy zespoły wokół was straciły punkty? Być może wcześniej w sezonie nie wykorzystywaliście takich okazji, ale to musi pomagać w walce o miejsce w Lidze Mistrzów.
– Do wygrywania meczów potrzeba wielu różnych elementów. Czasami przychodzi to trochę łatwiej, wszystko zaczyna funkcjonować, gole wpadają seriami, dobrze atakujesz i mecz wyraźnie układa się po twojej myśli. Innym razem, tak jak dziś – i trzeba oddać Evertonowi – spotkanie było momentami bardzo wyrównane, trochę szarpane, gra nie toczyła się dla nas tak płynnie. Ale myślę, że duch zespołu, wiara i zaufanie, które budują się między chłopakami oraz między nami wszystkimi, są bardzo ważne. Rozmawialiśmy o tym przed meczem – czasami trzeba na tym polegać. Jeśli to masz, nie możesz brać tego za pewnik. Dziś było to widać. Każdy musiał dać coś ekstra i ostatecznie to właśnie wynieśliśmy z tego spotkania.
Jeszcze o Benie [Benjaminie Sesko], Matheusie [Cunhi], Bryanie [Mbeumo], który miał udział przy golu oraz o Senne [Lammensie] w bramce, który oczywiście zagrał bardzo dobrze. W ostatnich latach widzieliśmy zawodników przychodzących do Manchesteru United, którzy mieli pewne trudności. Ty też byłeś w takiej sytuacji, trafiając do tego klubu, gdzie presja i uwaga mediów są zupełnie inne. Jak bardzo jesteś pod wrażeniem tej czwórki od momentu, gdy tu przyszedłeś?
– Ogromnie. Czasami to po prostu część procesu – nauczyć się sobie z tym radzić. Mówiłem o tym niedawno i już wtedy, gdy tu przyszedłem. Czasami słusznie, a czasami nie, oczekuje się od zawodników natychmiastowych występów na najwyższym poziomie, a często składa się na to znacznie więcej czynników. Ważne jest poczuć środowisko, dobrze czuć się w swoim otoczeniu, by móc pokazać pełnię możliwości. Czasem potrzeba chwili, by się przyzwyczaić niezależnie od tego, czy wychodzisz w pierwszym składzie, czy wchodzisz z ławki. Naszą rolą jest odpowiednio tym zarządzać. Uważam, że Senne [Lammens] był dziś znakomity. Jako bramkarz nie możesz oczekiwać wiele więcej – pewnie łapał piłkę, jego spokój, opanowanie, wychodził do dośrodkowań, a gdy trzeba było, to piąstkował i uspokajał grę. To był wzorowy występ, więc bardzo się z tego cieszyłem.
Kontynuując wątek Senne Lammensa – dziś w telewizji był Edwin van der Sar, z którym grałeś przez długi czas. Oczywiście ma jeszcze długą drogę przed sobą w karierze, ale pod względem spokoju, wszystko wygląda u niego tak naturalnie i bez zbędnych nerwów. Czy widzisz pewne podobieństwa w temperamencie i osobowości do Edwina van der Sara?
– Muszę uważać, co tutaj powiem, ale wiem, o co ci chodzi. Na pewno dostrzegam pewne podobieństwa, choć nie chcę ich bezpośrednio porównywać, bo to nie byłoby sprawiedliwe wobec Senne [Lammensa]. Ale rzeczywiście są pewne podobieństwa. Dla mnie bramkarz powinien być niezawodny i godny zaufania. Zamiast wprowadzać chaos, ma go eliminować i uspokajać sytuację. Myślę, że Senne [Lammens] właśnie taki jest. Bywa dość cichy i nierzucający się w oczy, ale ma w sobie prawdziwą stalową odporność. Wejście w taką rolę to dla niektórych jest ogromne wyzwanie. Mówiliśmy wcześniej o radzeniu sobie i komforcie w nowym środowisku – czasem potrzeba na to czasu, czasem nie. Jednak sposób, w jaki on do tego podchodzi, ten spokój i opanowanie, bardzo pomagają zawodnikom grającym przed nim.
Wracając do transferów, a szczególnie do Senne Lammensa – czy jest przykładem tego, że klub zaczyna trafiać ze sprowadzaniem nowych zawodników? To młody bramkarz, stosunkowo niedoświadczony w Belgii, a mimo to ma cechy, o których mówisz, by grać dla Manchesteru United. W wielu meczach tego sezonu rywale wrzucają mnóstwo piłek w pole karne, a on radzi sobie z nimi ze spokojem. Czy to znak, że coś zaczyna się tu zmieniać pod względem jakości zawodników i ich charakteru?
– W pewnym sensie tak. Trudno mi mówić o przeszłości, bo mnie tu wtedy nie było, ale zawodnicy, którzy dołączyli ostatnio, odgrywają dla nas ogromną rolę i to jest idealna sytuacja. Charakter i osobowość to kluczowe cechy, zwłaszcza grając tutaj. Skok, jaki wykonał Senne [Lammens] był naprawdę ogromny. A sposób, w jaki go przyjął i po prostu robi swoje, bardzo wiele mówi o jego osobowości. Potrafi funkcjonować w takim środowisku i grać na tym poziomie. Ostatnie 15 minut było bardzo wymagające przez liczbę dośrodkowań, rzutów rożnych i sytuacji, z którymi musiał sobie poradzić, także kilka strzałów, które spokojnie złapał. To, że potrafi robić to w taki sposób, jest dla nas oczywiście bardzo budujące.









