michael carrick56 1
manutd.com

Konferencja Michaela Carricka (cz. II): Nie ma gwarancji, że De Ligt wróci w tym sezonie

Maksymilian Minda
Zmień rozmiar tekstu:

Już dziś (20 marca) o godzinie 21:00 czasu polskiego, Manchester United zmierzy się na wyjeździe z Bournemouth. Z tej okazji Michael Carrick odpowiedział na pytania dziennikarzy w drugiej części przedmeczowej konferencji prasowej. Pierwszą część konferencji trenera “Czerwonych Diabłów” przeczytasz TUTAJ.

Michael, jeśli chodzi o Matthijsa de Ligta – minęły już prawie cztery miesiące od jego ostatniego występu i oczywiście jego plecy to poważny problem. Czy istnieje ryzyko, że nie zagra już w tym sezonie?

– Szczerze mówiąc, trudno powiedzieć. Myślę, że chodzi po prostu o to, że to już tak długo trwa. Tak naprawdę nie mogę dodać nic więcej. Z urazami pleców bywa tak, że czasem wydaje się, że wszystko jest w porządku, a nagle okazuje się, że jednak nie do końca. Dlatego jesteśmy cierpliwi i pracujemy nad tym, a zobaczymy, co będzie dalej. Oczywiście damy mu czas i postaramy się przywrócić go do gry tak szybko, jak się da. Ale naprawdę trudno to ocenić. Niczego nie ukrywam – po prostu w tej chwili nie wiemy, więc musimy poczekać i zobaczyć.

To jedna z takich sytuacji, gdzie jeśli wróci, ale nie będzie w pełni zdrowy, to istnieje ryzyko pogorszenia urazu?

– Tak, jak przy każdej kontuzji – chodzi o znalezienie odpowiedniej równowagi. Niektóre są prostsze niż inne. Tak to już jest. Widać poprawę, choć nie w takim tempie, jak wszyscy byśmy chcieli, ale zobaczymy, jak się to potoczy.

Michael, twój bilans jako trenera Manchesteru United i nazwiska trenerów, których pokonałeś, są naprawdę imponujące. Kibice Middlesbrough mogą patrzeć na to i myśleć “Nie spodziewaliśmy się tego”. Czy jest coś w tych meczach, w rywalizacji z tymi trenerami, albo w taktyce na najwyższym poziomie, co bardziej pasuje do twojego stylu pracy?

– Niekoniecznie. Myślę, że w Middlesbrough też wygraliśmy trochę meczów, nie było aż tak źle. Rozumiem jednak o co pytasz. Myślę, że to trochę kwestia stylów gry, trochę drużyn, trochę zawodników, trochę momentu. Jestem tu długo, więc mam pewne zrozumienie tego, czego to wszystko wymaga, ale trudno mi na to jednoznacznie odpowiedzieć. Po prostu wykonujemy swoją pracę, podejmujemy decyzje, ustawiamy zespół tak, jak uważamy za właściwe, z odpowiednim nastawieniem i pomysłami. Ostatnio idzie nam dobrze. To zawsze kwestia równowagi między wiarą w zespół i to, co robimy, a świadomością, że to nie znaczy, że już wszystko opanowaliśmy i można popaść w samozadowolenie. Staram się twardo stąpać po ziemi. Niektóre mecze były fantastyczne, graliśmy z bardzo dobrymi drużynami i świetnymi trenerami i potrafiliśmy wygrać. Ale zawsze chodzi o kolejny mecz, a nie o oglądanie się na to, co już osiągnęliśmy.

Wspomniałeś o zrozumieniu klubu. Czy to wynika jeszcze z czasów twojej kariery piłkarskiej? Czy to przewaga, że znasz ten klub, jego znaczenie i oczekiwania?

– Oczywiście, w stu procentach. Nie da się od tego uciec. Gra tutaj przez tyle lat i zdobyte doświadczenia na pewno pomagają mi w obecnej roli. To dla mnie oczywiste. Czerpię z tych doświadczeń i emocji związanych z różnymi momentami oraz wiem, jak przez nie przechodzić i jaka jest najlepsza droga. Bez wątpienia to ogromna część tego, dlaczego jestem teraz na tym stanowisku. Staram się to jak najlepiej wykorzystać.

Trochę lżejsze pytanie – ostatnio sporo mówi się o zebraniu drużyny w kółku. Gary Neville mówił, że to było bez sensu. Ty nie robiłeś tego jako zawodnik, ale drużyna nadal to robi. Dlaczego? Jesteś do tego raczej spokojnie nastawiony?

– Szczerze mówiąc, na tym etapie to zależy od zawodników i tego, jak chcą do tego podejść. Ja się w to nie wtrącam. Powiem swoje w szatni i przed meczem, ale jeśli chcą to robić i im to pomaga to świetnie. Jeśli uznają, że nie chcą tego kontynuować – też w porządku. To ich sprawa. To oni są na boisku, to oni idą do walki i muszą czuć między sobą odpowiednią więź, cokolwiek im pasuje. Więc podchodzę do tego spokojnie.

Jeszcze wracając do kontuzji Matthijsa [De Ligta]. W grudniu drużyna miała problemy, gdy on i Harry [Maguire] byli kontuzjowani. Harry Maguire jest dla ciebie kluczowym zawodnikiem, grał we wszystkich meczach. Jego kontrakt wygasa za kilka miesięcy. Chciałbyś, żeby został na kolejny sezon?

– Trwają rozmowy dotyczące tego, jak będzie wyglądał skład pod koniec sezonu i później. Harry [Maguire] spisywał się dla nas fantastycznie – to chyba oczywiste. Miał duży wpływ na to, co osiągnęliśmy. Zobaczymy, co się wydarzy. Lubię z nim pracować, uważam, że był świetny dla tego klubu, więc zobaczymy, jak to się potoczy.

Jako menedżer – tutaj lub w Middlesbrough – zdarzało ci się być złym na zawodników?

– Tak. Nie będę teraz siedział tutaj i złościł się na ciebie, jeśli o to pytasz. Myślę, że jest czas i miejsce na wszystko. Oczywiście czasami jesteśmy rozczarowani – na przykład wynikiem w Newcastle [porażka 1:2] – więc emocje są, bez wątpienia. O tym właśnie mówiłem wcześniej – ważny jest spokój i opanowanie, ale to jest sport, rywalizacja na najwyższym poziomie, więc trzeba grać z zaangażowaniem, a czasem oznacza to większą agresję czy intensywność. Trzeba tym zarządzać. Jeśli ja tego nie kontroluję, to nie można oczekiwać, że zawodnicy sami zawsze wygenerują odpowiednie emocje. Więc tak, to zdecydowanie część naszej roli.

Pytam, bo wydajesz się bardzo spokojny, a taki też byłeś jako zawodnik. Gdy już się złościsz, to jest to raczej świadoma decyzja?

– Nie, to raczej wewnętrzny napęd, który wychodzi na różne sposoby. Niektórzy zawodnicy są spokojniejsi, ale to nie znaczy, że im nie zależy, po prostu tego nie pokazują, ale coś w nich jest. Jest ambicja, czasem upór, żeby coś sobie udowodnić. Każdy, kto gra na pewnym poziomie, musi to mieć – pewność siebie i wiarę, że potrafi osiągnąć cel. Emocje są częścią tego wszystkiego. Nie powiedziałbym, że coś udaję – reaguję zgodnie z tym, co czuję w danym momencie. Czasami jestem głośniejszy, bardziej emocjonalny, innym razem spokojny. To zależy też od tego, czego w danym momencie potrzebuje drużyna. I na tym polega praca trenera – żeby ustawić zawodników w odpowiednim stanie mentalnym.

Pracujesz z tą drużyną od około dwóch miesięcy. W tym czasie jesteście na szczycie tabeli formy w Premier League, a celem klubu jest powrót do regularnej walki o mistrzostwo. Nie pytam o konkretne transfery, ale jak daleko twoim zdaniem ta drużyna jest od poziomu Manchesteru City czy Arsenalu?

– Zawsze trudno to ocenić, bo w piłce nożnej wszystko może się szybko zmienić. Być może nikt nie spodziewał się, że będziemy w tym miejscu i tak blisko w tabeli. Z sezonu na sezon wszystko się zmienia – widzieliśmy drużyny, które zdobywały tytuły, a potem już nie i inne, które nagle wygrywały ligę. Myślę, że mamy dobry skład i całkiem niezłą równowagę w drużynie. Zawsze są drobne rzeczy do poprawy i rozwoju. Wiemy też, że w przyszłym sezonie może to wyglądać inaczej, bo nie graliśmy aż tak wielu meczów w różnych rozgrywkach, co też ma znaczenie. Klub musi to uwzględnić przy planowaniu składu i balansu. Ale czuję, że zrobiliśmy postęp i to jest najważniejsze. Jak długo zajmie kolejny krok, zależy od wielu czynników, ale na ten moment jesteśmy w dobrej pozycji, żeby iść dalej.

Wspomniałeś wcześniej o nerwowości. Były mecze, jak ten w niedzielę z Aston Villą, gdzie drużyna wyglądała lepiej po przerwie, jak już z nimi porozmawiałeś. Czy zawodnicy widzieli też tę bardziej ostrą stronę ciebie?

– Być może tak. W ten weekend akurat nie, byłem naprawdę spokojny. Zawsze chcesz, żeby wszystko było idealne – prowadzić 2:0 czy 3:0 do przerwy, ale tak się nie dzieje i u nas też się nie działo. Mówiłem o doświadczeniu – grałem tutaj w wielu świetnych zespołach, które ludzie pamiętają jako ofensywne i strzelające mnóstwo goli, a mimo to do przerwy bywało 0:0 w trudnych meczach u siebie. Więc to też wynika z mojego doświadczenia. Byłem raczej spokojny, bo to był wyrównany mecz, ale czułem, że mamy jeszcze więcej do zaoferowania i druga połowa to pokazała. To nie znaczy, że jeśli coś nie idzie idealnie, to od razu trzeba się złościć. Chodzi o wybór odpowiedniego momentu. Oczywiście, czasami byliśmy bardziej sfrustrowani czy ekspresyjni, ale to normalne.

Wracając do de Matthijsa de Ligta – jeśli sytuacja się nie poprawi, czy rozważacie inne formy leczenia, nawet operację?

– Na tym etapie nie chcę w to wchodzić. Zrobimy wszystko, co możemy, żeby pomóc Matthijsowi [De Ligtowi] i przywrócić go do gry, cokolwiek będzie potrzebne do tego. Na razie nad tym pracujemy i zobaczymy. Miejmy nadzieję, że wróci szybciej niż później i wszystko będzie dobrze.

Jeśli chodzi o skład, to czy masz w drużynie zawodników, którzy pilnują standardów, które ustalasz? Może niekoniecznie otwarcie krytykują, ale jasno pokazują, gdy ktoś nie daje z siebie wszystkiego. Lubisz to jako trener?

– Myślę, że wzajemne napędzanie się jest zdrowie i to nie jest nic personalnego. Chodzi o poziom gry i wydobywanie z siebie nawzajem maksimum. Widziałem przez lata zawodników, którzy czasem nawet się sprzeczali, żeby się nawzajem zmotywować i to działa. Nie ma w tym nic złego. Jak mówiłem, to nie jest personalne – chodzi o dobro drużyny i każdego z osobna. Nie mam z tym żadnego problemu.

Były sytuacje w przeszłości, gdy Bruno Fernandes tak się zachowywał. Czy on wnosi coś takiego do szatni?

– Dopóki wynika to z właściwych intencji. Jeśli to zła mowa ciała albo negatywna energia, to już co innego. Ale jeśli pochodzi to z chęci poprawy, żeby było lepiej dla wszystkich i pozostaje pozytywne, to nie mam z tym absolutnie żadnego problemu.

Powiązani zawodnicy

Podobne wpisy

Najnowsze

Rankingi

Najwyższa średnia

# Zawodnik Śr. ocena
1. 7,65
2.
Casemiro
Casemiro Pomocnik
7,20
3. 7,12
4.
Matheus Cunha
Matheus Cunha Napastnik
7,08
5. 6,99

Najwięcej bramek

# Zawodnik Bramki
1.
Bryan Mbeumo
Bryan Mbeumo Napastnik
12
2. 12
3. 9
4.
Casemiro
Casemiro Pomocnik
9
5.
Matheus Cunha
Matheus Cunha Napastnik
9

Najwięcej asyst

# Zawodnik Asysty
1. 22
2. 4
3.
Bryan Mbeumo
Bryan Mbeumo Napastnik
3
4.
Amad Diallo
Amad Diallo Napastnik
3
5.
Diogo Dalot
Diogo Dalot Obrońca
3

Bestsellery w sklepie