Manchester United odnotował cenne jednobramkowe zwycięstwo na wyjeździe z Chelsea. Było to ważne zwycięstwo dla “Czerwonych Diabłów”, ponieważ przybliża to ich do zagwarantowania sobie udziału w Lidze Mistrzów. Michael Carrick odpowiedział na pytania dziennikarzy na pomeczowej konferencji prasowej.
Michael, co dla ciebie oznacza to zwycięstwo i świętowanie go z zawodnikami po meczu?
– Dla takich chwil żyjemy. Właśnie po to jesteśmy w tym sporcie – dla wielkich meczów, dużych występów i dla kibiców, żeby mogli to poczuć. Daje mi to ogromną satysfakcję, kiedy mogę być tego częścią i widzieć, jak inni tak bardzo się tym cieszą. To jest piękno futbolu w najczystszej postaci. To było ważne zwycięstwo z wielu powodów. Mieliśmy zawieszonych i kontuzjowanych zawodników, a Leny [Yoro] wypadł bardzo późno i musieliśmy się dostosować do tego. Zawodnicy zasługują za to na ogromne uznanie, podobnie jak sztab szkoleniowy za przygotowanie planu i szybkie dostosowanie się do nowych okoliczności w ostatnich dniach, żeby wszyscy byli gotowi. Jest dziś wiele rzeczy, z których możemy być dumni. Momentami możemy grać lepiej, ale to był mecz, w którym liczył się wynik i ostatecznie był dla nas korzystny.
Po poniedziałkowym meczu [przeciwko Leeds United] była duża presja. Czy uważasz, że dotarłeś ze swoim przekazem do zawodników?
– Przede wszystkim w poniedziałkowy wieczór można przegrać mecz. Świat się nie kończy przez jedną porażkę, więc wszystko było w porządku. Wyciągnęliśmy wnioski i omówiliśmy kilka rzeczy, ale taki jest futbol. Liga jest wymagająca, co widać po wynikach, które są bardzo różne. Nie załamywaliśmy się tym. Wręcz przeciwnie, spojrzeliśmy na to i zobaczyliśmy, że jesteśmy blisko czołówki, jeśli nie na szczycie formy z ostatnich 12. meczów. To dało nam dużo pewności siebie. Wiedzieliśmy jaki jest ten mecz. Nie rozdmuchiwaliśmy go – nie rozmawialiśmy o tabeli czy punktach. Chodziło tylko o to, żeby przyjechać tutaj i wygrać i zawodnicy to zrobili.
Jak późno Leny Yoro wypadł ze składu i ile czasu Ayden Heaven oraz Noussair Mazraoui mieli czasu na wspólny trening, aby stworzyć dobrą współpracę?
– Byli fantastyczni. To była głównie kwestia rozmów, analiz wideo i kilku dyskusji. Po prostu powiedzieliśmy im, żeby wyszli i grali oraz że im ufamy. To było na ostatnią chwilę, ale to świetni zawodnicy. Trzeba było dać im pewność siebie i zrozumienie, żeby mogli dać z siebie wszystko. Oczywiście daliśmy im też trochę dodatkowego wsparcia, choć tak naprawdę go nie potrzebowali. Poradzili sobie znakomicie. Uwielbiam widzieć, jak zawodnicy wykorzystują swoje momenty. To trudne miejsce i trudny mecz, a oni świetnie sobie z tym poradzili.
Michael, wydaje się, że podczas przerwy w grze [po urazie Wesleya Fofany] rozmawiałeś z Bruno Fernandesem, a chwilę później zaliczył asystę przy bramce Matheusa [Cunhi].
– Nie mogę sobie przypisać tego trafienia.
Czy zauważyłeś coś konkretnego, o czym chciałeś z nim porozmawiać?
– Nie, to była po prostu inna rozmowa. Szczerze mówiąc, nawet nie pamiętam, co mu powiedziałem, ale na pewno nie mogę przypisać sobie zasługi za tę akcję i gola. Drużyny Liama [Roseniora] są bardzo trudne – grałem przeciwko nim wcześniej. Trzeba zatrzymać pewne elementy ich gry. Wiem, że ostatnio mają trudniejszy okres pod względem wyników, ale mają bardzo dobrych zawodników i potrafią szybko poruszać się środkiem boiska. W pierwszej połowie mieli kilka groźnych momentów i pokazali swoje atuty. Ważną częścią naszego planu było ich zatrzymanie i to staraliśmy się robić. Jednocześnie ufaliśmy naszym zawodnikom w ataku. Zawsze wierzymy, że mamy zawodników do strzelania bramek w drużynie i groźną linię ofensywną. Możemy tworzyć sytuacje i pewnie mogliśmy stworzyć ich trochę więcej, ale dziś jedna wystarczyła. Bardzo się cieszę, że Matheus [Cunha] znalazł się w odpowiednim miejscu i zdobył bramkę.
Dużo mówiliśmy o Kobbie’em Mainoo przy piłce, ale dziś wyglądało to tak, jakby pokazał ogromny postęp w grze bez niej, a także w grze defensywnej.
– Tak, myślę, że to był najlepszy występ Kobbie’ego [Mainoo] odkąd tu wróciłem. Pokazał dziś wiele aspektów swojej gry. Wyglądał bardzo spokojnie i opanowanie, był obecny na boisku oraz dobrze bronił. To nie jest łatwe, zwłaszcza gdy grasz przeciwko dobrym zawodnikom, a jego rywalizacja z Cole’em Palmerem była naprawdę wymagająca. Musiał być dziś na najwyższym poziomie i – jak było widać – pokazał ogromną jakość i spokój w trudnych warunkach.
Jak wyglądał w tym tygodniu, żeby osiągnąć taką dyspozycję? I jeszcze o Aydenie [Heavenie] – jedynym nominalnym środkowym obrońcy. Jak oceniasz jego występ?
– Kobbie [Mainoo] tak naprawdę nie trenował zbyt dużo. Trenował trochę w czwartek i trochę więcej wczoraj [w piątek], ale to nie było wiele, więc tym bardziej należy mu się uznanie za taki występ. Ayden [Heaven] – duże brawa dla niego. Wszedł jako młody zawodnik, nie grał ostatnio zbyt dużo, choć wystąpił dla młodzieżowej reprezentacji Anglii kilka tygodni temu. Wejście w taki mecz i takie środowisko to nie jest coś oczywistego. Trzeba go za to docenić. Mówimy młodym zawodnikom cały czas, żeby ciężko pracowali na treningach, dbali o siebie i byli gotowi, bo nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie ich moment. On pewnie nie spodziewał się, że nadejdzie właśnie teraz, patrząc na okoliczności, ale był przygotowany i poradził sobie znakomicie.
Wspomniałeś o golu Matheusa Cunhi. To było świetne uderzenie, szczególnie że nie miał wielu okazji w tym meczu, a jedną wcześniej zmarnował.
– Tak. To jest pozycja, w której chcemy go widzieć. Czasami daje nam możliwość grania szeroko z jednej strony, ale bycie w środku pola karnego i zdobywanie bramek jest kluczowe. Matheus [Cunha] miał już dla nas kilka bardzo ważnych momentów. Chodzi o znajdowanie tych przestrzeni i zachowanie spokoju. Jak mówisz, wcześniej miał sytuację, po której był pewnie trochę sfrustrowany. To była dobra okazja, podobna do tej późniejszej. Potem znowu znalazł się w odpowiednim miejscu i zachował zimną krew, a to pokazuje, jakim jest zawodnikiem.









