Derby Anglii pomiędzy Liverpoolem a Manchesterem United na Anfield Road zakończyły się bezbramkowym remisem. Podopieczni Ole Gunnara Solskjaera mają jednak prawo pluć sobie w brodę, ponieważ zmarnowali najlepsze okazje na przestrzeni całych 90 minut. Analizę tego spotkania dla serwisu The Athletic przeprowadził Laurie Whitwell.
Artykuł Lauriego Whitwella dla The Athletic – treść oryginalna
Manchester United opuścił Anfield Road jako pierwszy zespół od 2018 roku, zachowujący czyste konto na tym stadionie, zdobywając jeden punkt, który byłby mile widziany podczas dwóch ostatnich wizyt, kiedy przewaga Liverpoolu była aż nadto widoczna.
Dwa komfortowe zwycięstwa drużyny Jurgena Kloppa przeciwko United stanowią część serii bez porażki na Anfield Road, która trwa już przez 45 miesięcy i 68 meczów. Na pierwszy rzut oka, zespół Ole Gunnara Solskjaera nie spodziewał się, że przełamie tę niezwyciężoność Liverpoolu, ale to jednoznaczne wrażenie pozostawione po zakończonym gwizdku dało do zrozumienia, że szansa została niewykorzystana.
Według jednego bliskiego źródła United, sztab szkoleniowy oraz piłkarze “poczuli krew”, podchodząc do tego starcia, przy czym należy pamiętać, że Liverpool został zraniony przez kontuzje trzech podstawowych środkowych obrońców. Gdy Bruno Fernandes oraz Paul Pogba stanęli przed czystą okazją do strzelenia bramki w polu karnym rywala, widać było oznaki nerwowości.
To właśnie te późno wykreowane sytuacje stwarzają utrzymujące się podejrzenie, że United mogli mieć sześć punktów przewagi nad aktualnie panującymi mistrzami, a ich kampania zostałaby rozpalona rakietowym paliwem dzięki wygranej na Merseyside. Kibice zwykli kiedyś używać przyśpiewki upamiętniającej tytuł, o którym mówiono w takich okolicznościach i warto o tym przypomnieć.
Nauka twierdzi, że Liverpoolem był zespołem bliższym strzelenia gola, zmniejszając liczbę oczekiwanych bramek (xG) z 1,2 do 1,13. Oczy opowiadają natomiast inną historię. Skala dwóch okazji United w ostatnich 15 minutach była tak wielka, że przesłoniła normalne obliczenia. Roy Keane mógł posłużyć się hiperbolą podczas swojej krytyki, ale miał rację, mówiąc, że “Paul Pogba w takiej sytuacji musi strzelić gola”.
Nie chodzi o chłostanie Pogby, który po raz kolejny spisał się doskonale, ale o twierdzenie, że tylko dziwaczny łańcuch milisekundowych wydarzeń zatrzymał piłkę z dala od bramki Liverpoolu. Półwolej Pogby był tak piękny, jak tylko można, ale szalony blok Fabinho zawęził kąt, a Alisson zrobił resztę.
W drugiej połowie United wielokrotnie podawali Liverpool w wątpliwość, a Solskjaer nie był jedynym, który zastanawiał się, dlaczego jego ekipa nie mogła rozpocząć tego spotkania z podobną pewnością siebie. Klubowi z Old Trafford brakowało przede wszystkim cierpliwości przy podaniach. Za przykład może posłużyć Fernandes, który skończył ten mecz z dokładnością podań na poziomie 58%, przykładając się do 18 z 31 prób.
Pojawił się również problem zrozumienia z Marcusem Rashfordem, który pięciokrotnie był łapany na spalonym, najczęściej przez gracza Manchesteru United od czasu Robina van Persiego (6) w starciu z Tottenhamem w 2013 roku. Chociaż w głównej mierze to efekt wysoko ustawionej linii defensywnej Liverpoolu, to Rashford albo za bardzo palił się do gry, albo jego koledzy reagowali zbyt wolno.
W pewnym momencie Pogba powiedział Rashfordowi, że jest wystarczająco dużo miejsca, aby ruszyć na wolne pole, więc należałoby zachować ostrożność podczas urywania się defensorom. Na innym etapie, kiedy Rashford zatrzymał się przy linii bocznej, to Aaron Wan-Bissaka poczuł się zmuszony do przejęcia pełnej kontroli nad piłką, zanim ją oddał. Do tego czasu nawet najbardziej cierpliwi gracze wybiegliby za plecy obrońców Liverpoolu.
Mapa średniej pozycji z pierwszej połowy prezentuje izolację Marcusa Rashforda. Zaczynał jako środkowy napastnik mający niespodziewanie wybiegać za plecy obrońców. To jedna z ulubionych zagrywek Solskjaera w wielkich meczach. Uzasadnia ona ustawienie Paula Pogby na prawym skrzydle. Druga połowa natomiast bardziej polegała na pracy zespołowej.


W tej części meczu, Rashford zamienił swoją centralną pozycję na zwyczajową rolę na lewym skrzydle, z Edinsonem Cavani na szpicy, który po godzinie gry zastąpił Anthony’ego Martiala. Rashford bardzo szybko potwierdził swoje doskonałe zrozumienie z Lukiem Shawem.
Szansa Fernandesa nadeszła w 75. minucie pod koniec najlepszego akcji meczu – sekwencji 14 podań. Zaczęło się od Victora Lindelofa, który zdusił w zarodku groźny atak Liverpoolu, zgrywając piłkę głową do Freda. Stamtąd akcja przeniosła się do Luke’a Shawa i Cavaniego, który przedłużył ją zagraniem do Rashforda ustawionego przy linii bocznej. On odegrał piłkę do Shawa, a następnie posiadanie zostało przekazane Fredowi, Lindelofowi, Wan-Bissace, Pogbie, McTominayowi i Maguire’owi.
To Maguire stworzył podstawy do zagrożenia, mijając Salaha oraz Shaqiriego podaniem do Rashforda, który poczekał, aż Shaw zakończy swój atak pola karnego, wypuszczając idealne zagranie w odpowiednim tempie.

Przecinająca piłka Shawa do Fernandesa spełniła oczekiwania, biorąc pod uwagę jego występ jako najlepszego piłkarza Manchesteru United w tym meczu. Shaw zanotował najwięcej kontaktów z futbolówką (68) oraz podań (33 z 41), dodatkowo ośmiokrotnie odbierając posiadanie (raz więcej od Pogby i Freda). Anglik rozkoszował się swoimi pojedynkami jeden na jednego z Mohamedem Salahem.
To właśnie te momenty klarowności podkreśliły wyraźną szansę United na pełne wykorzystane tego meczu – oraz wyścigu o tytuł.
Solskjaer doskonale to zrozumiał: – Ten mecz pokazał, że przeszliśmy sporą drogą od czasu, gdy byliśmy tu ostatnim razem. Jesteśmy również trochę rozczarowani występem, nie tylko wynikiem. Należało stawić im czoło. To bardzo dobry zespół, który miał w tym meczu problemy z kontuzjami i nie wykorzystaliśmy tej okazji. Czuliśmy, że dorastaliśmy w trakcie tej gry, rośliśmy w siłę i byliśmy bliżsi zwycięstwa w końcówce.
Należy zauważyć, że ostatnim zespołem, który powstrzymał Liverpool przed strzeleniem gola u siebie, był Manchester City. “The Citizens” w tamtym sezonie zdobyli mistrzostwo.









