Według Harry’ego Maguire’a to piłkarze Manchesteru United muszą wziąć odpowiedzialność za swoją słabą formę, zamiast zrzucać winę na krytykowanego menedżera Erika ten Haga.
Przyszłość Holendra stoi pod znakiem zapytania przed wyjazdowym spotkaniem z Aston Villą w Premier League, po rozczarowującym początku sezonu, w którym “Czerwone Diabły” odniosły tylko trzy zwycięstwa w dziewięciu meczach.
Presja na Ten Hagu wzrosła jeszcze bardziej po roztrwonieniu przez jego podopiecznych dwubramkowego prowadzenia w spotkaniu Ligi Europy z FC Porto. Ostatecznie, w doliczonym czasie gry, właśnie Maguire uratował remis 3:3 strzałem głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego.
Anglik uważa, że to na zawodnikach powinna skupić się uwaga, a nie na menedżerze.
– Jako piłkarz, łatwo jest rozejrzeć się dookoła i obwiniać innych ludzi: swojego kolegę z drużyny, sztab szkoleniowy lub taktykę. Musisz spojrzeć na siebie. To my wychodzimy na boisko. To my musimy bronić. Musisz wziąć odpowiedzialność i radzić sobie lepiej.
– Udowodniliśmy w ciągu ostatnich kilku sezonów, że możemy pokonać każdego, gdy gramy dobrze. Ale problemem jest konsekwencja i musimy zacząć ją pokazywać.
Manchester United w poprzedniej kampanii dwukrotnie pokonał “The Villans” – między innymi 2:1 na Villa Park w lutym – i Maguire twierdzi, że podobny wynik mógłby dać zespołowi impuls.
– Musimy znaleźć wiarę w sobie. Weźmy wiarę z tego, co zrobiliśmy w zeszłym sezonie na Villa Park. Mieliśmy w tamtym czasie “gorący” okres. Pojechaliśmy tam i wygraliśmy i to było zwycięstwo, którego potrzebowaliśmy.
– Czujemy, że gramy lepiej niż w tamtej kampanii. Wyniki nie są zadowalające, a nasz występ przeciwko Tottenhamowi był naprawdę słaby. Mam wrażenie, że powinniśmy mieć więcej punktów. Ale ich nie mamy, więc musimy coś z tym zrobić zaczynając od niedzieli.
31-latek miał mieszany tydzień. Z FC Porto wszedł z ławki rezerwowych i zdobył wyrównująca bramkę, mimo, że wcześniej, tego samego dnia, dowiedział się o braku powołania do reprezentacji na spotkania z Gracją i z Finlandią.
Anglik przyznał, że był zaskoczony decyzją tymczasowego selekcjonera, Lee Carsleya, ale zdradził, że dostał zapewnienie o swojej przyszłości w reprezentacji.
– Powiedział mi, że jestem ważną częścią przyszłości. Chce po prostu zobaczyć jak inni chłopcy sobie poradzą. Nie chce mnie powoływać, jeśli bym miał nie zagrać w obu meczach, więc to jest w porządku.
– Oczywiście, jestem rozczarowany. Chcę grać w każdym meczu dla Anglii. Ale rozumiem jego punkt widzenia i muszę zadbać o to, żeby dobrze grać na boisku i dać mu powody, żeby mnie powoływał.
– Muszę przyznać, że byłem trochę zaskoczony, ale oczywiście, popieram jego decyzję. Powiedział mi, że jestem częścią przyszłości.









