Manchester United wygrał 2:1 ważny mecz z Brentford na Old Trafford w 34. kolejce Premier League. Dlatego Michael Carrick spotkał się z dziennikarzami na pomeczowej konferencji prasowej i odpowiedział na ich pytania.
Jak bardzo Casemiro cieszy się tymi ostatnimi meczami swojej kariery w Manchester United?
– To dość oczywiste, jak wiele to dla niego znaczy. Prawdopodobnie sama sytuacja i jej klarowność pomogły we wszystkim. To dla niego bardzo ważne i trzeba mu oddać, że daje z siebie absolutnie wszystko. Miał dla nas kilka kluczowych momentów. Ogólnie rzecz biorąc, wszystko zmierza w całkiem dobrym kierunku.
Jak można maksymalnie wykorzystać obecność Casemiro na boisku i poza nim w tych ostatnich meczach?
– Case [Casemiro] ma wpływ na zespół. Ma ogromne doświadczenie. To wielki zawodnik, który osiągnął bardzo wiele w piłce. Muszę powiedzieć, że odkąd tu jestem, daje z siebie wszystko, co tylko może. Ta sytuacja prawdopodobnie mu w tym pomogła – dokładnie wie, gdzie się znajduje. Nie ma nic do ukrycia, w pełni się zaangażował. Taka jest piłka – zawodnicy przychodzą i odchodzą. Przez lata wielu graczy pojawiało się i opuszczało ten klub. Trzeba się rozwijać, iść naprzód i adaptować, w takim świecie żyjemy. Fajnie, że ma więź z kibicami – działa to w obie strony, bo wiem, że to emocjonalny facet i bardzo wiele to dla niego znaczy.
Jak satysfakcjonujące było to zwycięstwo i zobaczenie dwóch różnych oblicz drużyny tego wieczoru?
– Właściwie musieliśmy pokazać kilka różnych oblicz. Uznanie dla Keitha [Andrewsa], jego sztabu i drużyny. To dobry zespół i trudny przeciwnik, stawiają konkretne wyzwanie. Myślę, że zaczęliśmy fantastycznie, wyglądaliśmy bardzo groźnie, mogliśmy zdobyć jeszcze jednego lub dwa gole. Potem oni trochę wrócili do gry, więc przerwa nadeszła w dobrym momencie. Wprowadziliśmy kilka korekt i zyskaliśmy większą kontrolę – gra nie była już tak otwarta, co w tamtym momencie było dokładnie tym, czego chcieliśmy. Utrzymaliśmy wynik w trudnych okolicznościach. To bardzo ważne trzy punkty. To taki etap sezonu, w którym wyniki są kluczowe. Kolejne zwycięstwo to dobry nawyk, a dla nas bardzo istotny.
Kiedy zdecydowałeś się na zmianę taktyki w meczu?
– Około pięciu-sześciu minut przed przerwą, jeszcze przed drugim golem. Czuliśmy, że momentami jesteśmy zbyt otwarci. Nadal mogliśmy być groźni, ale chcieliśmy zamknąć pewne przestrzenie i mieć większą kontrolę nad meczem, nadal stwarzając zagrożenie w ataku. To była czysto taktyczna decyzja. W drugiej połowie wyszliśmy z większą kontrolą, ale nadal atakowaliśmy i byliśmy groźni – dokładnie tego wymagał mecz. Drugi gol dał nam świetną pozycję do dalszego kontrolowania gry, a ostatecznie wszystko poszło zgodnie z planem i wygraliśmy, więc jesteśmy zadowoleni.
Co sądzisz o postawie Kobbie’ego Mainoo w defensywie w tym spotkaniu?
– Myślę, że po meczu z Chelsea, w którym był szczególnie dobry i pokazał podobne rzeczy, zaprezentował dziś pełen wachlarz umiejętności. Jego gra w budowaniu akcji, przyjęcia piłki, kreowanie i rozpoczynanie ataków – w tym jest bardzo efektywny. Ale zdecydowanie jego pojedynki, sytuacje jeden na jeden, powroty do obrony i odbiory od tyłu, w ostatnich dwóch meczach wszedł na wyższy poziom w tych aspektach. Świetnie widzieć, że potrafi to robić. Wiemy, że go na to stać. Staramy się dawać mu coraz większą odpowiedzialność wraz z kolejnymi meczami. Nadal jednak nie chcemy oczekiwać od niego zbyt wiele i staramy się mu pomagać, ale obecnie radzi sobie znakomicie.
Chyba czujecie, że awans do przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów jest już praktycznie zapewniony?
– Daliśmy sobie świetną szansę na to. Jesteśmy w bardzo dobrej pozycji. Myślę, że te dwa ostatnie wyniki były pod tym względem kluczowe. To trudna liga, ciężko wygrywać mecze – widać to w całych rozgrywkach. Liczba zwycięstw, którą mamy, zwłaszcza po problemach, jakie nas spotkały – porażka z Newcastle United, a potem odbicie się w meczu z Aston Villą. Spotkanie z Leeds United i kolejna reakcja [wygrana z Chelsea]. Chłopaki zasługują za to na uznanie. Ten tydzień był bardzo efektywny, jeśli chodzi o ligę. Z drugiej strony Liga Mistrzów to jedno, ale nie jest to coś, co powinniśmy nadmiernie świętować. Chcemy kończyć sezon wyżej w tabeli, rywalizować i zdobywać więcej punktów. Nasz sezon na tym się nie kończy. To ważny cel, który musimy osiągnąć, ale wciąż mamy jeszcze sporo pracy do wykonania.
Czy Bruno Fernandes powinien na koniec sezonu świętować jakieś indywidualne nagrody?
– Mam nadzieję, że tak. Zasługuje na to za wpływ, jaki miał i za momenty, które stworzył – czy to poprzez asysty, gole, czy inne oddziaływanie na zespół. To był dla niego niesamowity sezon, nie ma co do tego wątpliwości. Dziś znów zaliczył bardzo dobry występ.
Jakie są zalety możliwości zmiany systemu w trakcie meczu?
– Myślę, że musimy być w stanie się dostosować i grać w różny sposób. Nie jestem wielkim fanem sztywnego patrzenia na ustawienia i liczby. W konkretnych meczach liczą się konkretne rzeczy. Można zapisać formacje na papierze, ale w rzeczywistości tylko w pewnych momentach faktycznie się w nich znajdujesz – czy to przy pressingu, czy w niskiej obronie. Chodzi o to, co chcemy osiągnąć. Staramy się być elastyczni. Elastyczność i zdolność adaptacji są kluczowe, a także zarządzanie meczem zgodnie z tym, czego potrzebujemy i uważam, że dziś zrobiliśmy to dobrze.
Jak ważne jest posiadanie takiego napastnika jak Benjamin Sesko, który nie potrzebuje wielu okazji, by strzelić gola?
– To świetne, że potrafi wykorzystać już pierwszą okazję. Myślę, że współczesny futbol trochę odchodzi od klasycznej “dziewiątki”. Jeśli jesteś typowym napastnikiem grającym na linii obrony, to czasami nie jesteś bardzo zaangażowany w grę. A taka jest ta rola, oczywiście ma też swoje zadania w rozegraniu i bez piłki. Jeśli spojrzeć na klasycznych napastników, to kluczowe jest wyczucie momentu i bycie tam, gdzie trzeba, we właściwym czasie. To był dla nas ważny moment. Zachował ogromny spokój i opanowanie. To pokazuje, jak się rozwinął, że w takiej sytuacji ma pewność siebie, by wykończyć akcję w taki sposób.









