Manchester United w 25. kolejce Premier League pokonał na własnym stadionie Tottenham 2:0. Podopieczni Michaela Carricka zagrali dobry mecz i byli znacznie lepsi od swoich rywali z północnego Londynu. Szkoleniowiec “Czerwonych Diabłów” odpowiedział na pytania dziennikarzy na pomeczowej konferencji prasowej.
Wcześniej w tym sezonie Everton grał w osłabieniu po czerwonej kartce, a Manchester United nie potrafił ich przełamać. Co sprawiło, że byłeś zadowolony ze sposobu, w jaki drużyna walczyła do końca i nadal tworzyła sytuacje, żeby przełamać Tottenham, zdobyć drugą bramkę i przedłużyć serię zwycięstw?
– To trudny temat. Przez lata widzieliśmy różne rzeczy w meczach przeciwko drużynom grającym w dziesiątkę. Pierwszy gol zazwyczaj jest kluczowy, żeby wyjść na prowadzenie. Myślę jednak, że najważniejsze było zachęcanie do swobody, do gry ofensywnej – nie w sensie zabawy, gdzie można robić, co się chce, jak na placu zabaw ze sztuczkami technicznymi i efektownymi zagraniami, ale raczej grania z konkretnym celem. Przede wszystkim chodziło o pewność siebie. Pierwsza bramka padła po naprawdę dobrze rozegranym rzucie rożnym. Są różne sposoby, by zdobyć gola, ale chłopaki zrobili to świetnie. Duże uznanie dla Jonny’ego Evansa i Kaity [Hasegawy, analityka pierwszego zespołu], którzy to przygotowali i pracowali nad tym z drużyną przez kilka dni. Są różne sposoby na przełamanie rywala, ale na szczęście dziś nam się to udało.
Jeśli chodzi o Bruno Fernandesa – strzelił gola, a jego forma w ostatnich tygodniach świetnie to podsumowuje. Czy można powiedzieć, że jest obecnie zawodnikiem prezentującym najwyższą formę w Premier League?
– Tak, całkiem możliwe. Myślę, że Bruno [Fernandes] prezentuje bardzo wysoki poziom już od dłuższego czasu i robi to niezwykle regularnie. Zawsze pojawia się w kluczowych momentach, praktycznie zawsze ma w nich swój udział. Bardzo mu zależy i to widać. Zależy mu na klubie oraz na tym, żeby drużyna radziły sobie dobrze. Może grać na wielu różnych pozycjach. Dziś skończył na lewej stronie i właśnie stamtąd zdobył bramkę. Ma jakość w decydujących chwilach, ma spokój i potrafi zrobić różnicę. To nic nowego. Oby tak dalej, a jestem pewien, że do końca sezonu jeszcze nieraz będzie miał swoje wielkie momenty.
To pierwszy raz, kiedy zespół wygrał cztery mecze Premier League z rzędu od lutego 2024 roku. Co najbardziej cię cieszy w tej serii, biorąc pod uwagę, jak krótko tu jesteś?
– Chyba najbardziej ta więź ze wszystkimi. Wszyscy wiemy, że to, co dzieje się na boisku, jest ostatecznie najważniejsze – tak samo jak występy. Ale mam na myśli też atmosferę, emocje, relacje z zawodnikami, sztabem, trenerami i kibicami. W ostatnich tygodniach musieliśmy wygrywać na różne sposoby i pokazywać ducha walki. Widok stadionu w takim stanie, kiedy wszyscy wychodzą w dobrych nastrojach, daje mi ogromną satysfakcję – równie dużą jak kwestie taktyczne czy techniczne. Przychodzimy tu po emocje, a wracać do domu szczęśliwym to naprawdę świetna sprawa.
Wspomniałeś o wygrywaniu na różne sposoby. Czy to przyszło łatwiej, niż się spodziewałeś, czy po prostu zawodnicy grają lepiej? Manchester United ma teraz więcej punktów niż przez cały poprzedni sezon i to właściwie od momentu, gdy przejąłeś zespół. Nie wiem, co zmieniłeś, ale czy to naprawdę sprowadza się do jednej rzeczy?
– Nie wiem. Trudno to ocenić, bo wcześniej mnie tu nie było, więc ciężko mi mówić o zmianie w tym kontekście. My po prostu przyszliśmy z własnymi przekonaniami, z tym, jak widzimy piłkę, z zasadami i z oczekiwaniami wobec zawodników, prosząc ich, by robili pewne rzeczy i zachowywali się w określony sposób. Trudno mi więc jednoznacznie wskazać, co się zmieniło. Cieszy mnie natomiast to, jak bardzo wszyscy w to weszli – zaangażowanie, więź, to że każdy jest w to zainwestowany. Taktyka w pewnych momentach sprawia, że mecz może wyglądać zupełnie inaczej – czasem dobrze, czasem źle – bo wszystko zależy od przebiegu spotkania. Ale bycie w dobrym stanie emocjonalnym bardzo pomaga i dziś znów było to widać. Ten mecz wyglądał inaczej. Musieliśmy nim zarządzać, kontrolować go, wykazać się cierpliwością i jakością. Są różne sposoby, żeby wygrywać. Te cztery spotkania, które rozegraliśmy, każde wyglądało trochę inaczej. Ale nie popadamy w zachwyt. Nie siedzę tu i nie myślę, że wszystko wygląda świetnie i że już znaleźliśmy rozwiązanie. Przed nami wciąż mnóstwo pracy i doskonale sobie z tego zdaję sprawę.
Kiedy ostatnim razem zespół wygrał cztery mecze z rzędu, Kobbie Mainoo odegrał w tym ważną rolę, ponieważ strzelił wtedy gola z Wolves. Czy czujesz, że teraz wraca do poziomu tamtych występów?
– Nie ma żadnych wątpliwości co do umiejętności Kobbie’ego [Mainoo] i tego, co może dać drużynie. Jest wciąż bardzo młody i musimy uważać, żeby nie nakładać na niego zbyt dużej presji i nie oczekiwać od niego zbyt wiele, bo nadal uczy się gry. Ponieważ miał już ten wielki moment, a później przez jakiś czas nie grał, łatwo jest pomyśleć, że jest starszy i bardziej doświadczony, niż jest w rzeczywistości. Należy mu się uznanie, bo wrócił do zespołu i od razu zaczął łapać rytm, a to nie jest łatwe po dłuższej przerwie. Odnalazł też formę mentalną i fizyczną. Wiemy, że potrafi operować piłką i mam nadzieję, że z czasem będzie się dalej rozwijał. Musimy być cierpliwi i nie wymagać od niego wszystkiego przez cały czas.
Jesteś bardzo spokojny przy linii bocznej, nie gestykulujesz tak gwałtownie, jak niektórzy trenerzy. Musisz się kontrolować, bo adrenalina pewnie teraz mocno działa?
– To chyba zależy od tego, czy strzelasz gola, prawda? To po prostu kwestia kontrolowania chwili. Nie myślę o tym, że powinienem wyglądać w jakiś konkretny sposób. Nie interesuje mnie to, to nie jest dla mnie żadne przedstawienie, po prostu jestem sobą. To pomaga podejmować klarowne decyzje i rozumieć, co dzieje się w trakcie meczu. Oczywiście jest w tym też strona emocjonalna. Przy niektórych bramkach wyglądałem pewnie trochę głupio, świętując, ale to część futbolu i czasem trzeba cieszyć się tymi momentami. Jest też element próby zachowania spokoju, myślenia na chłodno i podejmowania wyważonych decyzji w odpowiednim momencie.
Grałeś też w środku pola w Manchesterze United, więc jeszcze wracając do Kobbiego Mainoo – jak bardzo imponujące jest to, że po tak długiej przerwie wraca od razu do pierwszego składu w środku pola w meczu Premier League? Czy stać go na jeszcze więcej? Bo nieuniknione pytanie brzmi: jeśli utrzyma taką formę, czy wciąż ma szansę na późne powołanie do reprezentacji Anglii?
– Zdecydowanie stać go na więcej. To wynika z jego wieku i etapu kariery – można powiedzieć, że on tak naprawdę dopiero zaczyna. Ma już ogrom doświadczenia w wielkich meczach i w sytuacjach pod presją, co na pewno pomoże mu w rozwoju i w nauce gry. Gra obok Case’a [Casemiro] i możliwość uczenia się od niego, to są rzeczy, które będą go rozwijać. Czasami nawet nie zdaje sobie sprawy, ile wynosi z samego faktu przebywania obok takiego zawodnika, podobnie jak z obserwowania innych piłkarzy w drużynie. To wszystko jest częścią jego drogi i procesu rozwoju. Mam pełną świadomość, że wszedł do zespołu, zagrał te cztery mecze i złapał rytm. U młodych zawodników często bywa tak, że mają okresy wzlotów, a potem może przyjść mały spadek formy. To nie znaczy nagle, że jest świetny albo że jest słabym piłkarzem -Kobbie jest tym, kim jest. Zarządzanie tym procesem jest bardzo ważne, szczególnie w przypadku młodych zawodników i trzeba to rozumieć. W tej chwili spisuje się znakomicie, ma naprawdę duży wpływ na przebieg meczów. Będziemy z nim dalej pracować, wspierać go i pomagać mu się rozwijać oraz poprawiać jego grę w miarę upływu czasu.









