Jeśli w tym sezonie jest zawodnik, który przypomniał kibicom, na co go naprawdę stać, to bez wątpienia jest nim Mason Mount. Pomocnik Manchesteru United w ostatnich latach musiał zmierzyć się z wieloma przeciwnościami – kontuzjami, słabszą formą oraz trudnym rozstaniem z Chelsea, w której spędził 18 lat swojej kariery.
Gotowość do dalszej walki w momencie, gdy sytuacja wydawała się beznadziejna, zaczyna przynosić efekty. Mount wystąpił w trzech ostatnich spotkaniach, zaliczając pełne 90 minut, i z pewnością będzie miał nadzieję na kolejny – tym razem przeciwko Newcastle United na Old Trafford w Boxing Day.
Pokonanie tylu przeszkód nie jest łatwe, lecz 26-latek swoją odporność przypisuje doświadczeniom z dzieciństwa, kiedy podążał za marzeniem o zostaniu profesjonalnym piłkarzem.
– Kiedy byłem dzieckiem, zawsze chodziło o to, żeby dostać się do pierwszej drużyny. Myślę, że gdy byłem młodszy, nie doświadczyłem zbyt wielu porażek. Miałem sporo szczęścia, bo grałem w bardzo dobrych zespołach, które często wygrywały – mówił Mount w rozmowie z serwisem Sky Sports.
– Z czasem, gdy dorastałem, zaczynałem rozumieć, że nie da się uniknąć wzlotów i upadków. Upadki, które były moich udziałem, dotyczyły porażek w wielkich meczach, w tym tych finałowych. To zdecydowanie coś, czego trzeba się nauczyć i co trzeba umieć przezwyciężyć.
Nieco ponad rok temu, Mount przeżył jeden z najtrudniejszych momentów w koszulce “Czerwonych Diabłów”. Ruben Amorim wystawił 26-latka w wyjściowym składzie na derby Manchesteru, jednak pomocnik wytrzymał zaledwie 12 minut, zanim został zdjęty z powodu kontuzji. To był kolejny cios dla Mounta, który wyglądał na wyraźnie przygnębionego, gdy opuszczał murawę w towarzystwie fizjoterapeutów Manchesteru United.
– To było bardzo trudne, ponieważ klub dopiero co zmienił menedżera, a ja zaczynałem na nowo wchodzić do zespołu. Gdy poczułem, że mam problem, od razu pomyślałem: “To nie będzie nic dobrego”. Potrzebowałem kilku dni, żeby się z tym oswoić. Ale później pomyślałem sobie: “Wracasz do gry – skup się. Co możesz zrobić, żeby wrócić jak najszybciej i w jak najlepszej formie?” – wspomina Mount.
Ciężka praca Mounta nie pozostała niezauważona. Gary Neville stwierdził po porażce 1:2 z Aston Villą, że “Czerwone Diabły” są lepszym zespołem, gdy 26-latek znajduje się na boisku. Ta opinia jest odzwierciedleniem wielu godzin pracy, które Mount poświęca, by udowodnić swoją wartość.
– Ludzie nie dostrzegają wielu rzeczy. Gram nieco wyżej, na pozycji, do której jestem przyzwyczajony. Mogę podłączać się do ataku i wchodzić w pole karne. Poza tym, gdy nie mamy piłki, cofam się i staram się pomóc kolegom w środku pola. Myślę, że zbliżam się do swojego najlepszego poziomu.
– Biorąc pod uwagę całe doświadczenie, które zebrałem, uważam, że mogę osiągnąć jeszcze wyższą formę niż wcześniej. Przez ostatnie kilka lat było mi trudno nawet się do niej zbliżyć, ale teraz mam za sobą naprawdę dobry okres przygotowawczy i wiele rozegranych spotkań. Czuję, że jestem już blisko powrotu do optymalnej dyspozycji – podkreślił Mount.
Nadzieje na Mistrzostwa Świata? “Wszystko zaczyna się od klubu“
Jeśli Mount osiągnie szczyt swoich możliwości, niektórzy mogą zacząć myśleć o zarezerwowaniu mu biletu do Ameryki Północnej na lato 2026 roku. Selekcjoner reprezentacji Anglii, Thomas Tuchel, zna pomocnika doskonale – obaj panowie wspólnie sięgnęli po Ligę Mistrzów w barwach Chelsea w 2021 roku. Jednak na razie, 26-latek nie wybiega zbyt daleko w przyszłość.
– Zawsze powtarzam, że wszystko zaczyna się od gry w klubie. Jeśli prezentujesz dobrą formę w klubie, masz szansę na powołanie do reprezentacji. Przede wszystkim jednak liczy się to, jak radzimy sobie jako zespół – czy wygrywamy mecze i czy pniemy się w górę tabeli. Wówczas taka szansa zawsze się pojawi. Oczywiście znam Thomasa i wiem, czego ode mnie oczekuje. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby znaleźć się w tej kadrze – zakończył Mount.









