Ruben Amorim był zachwycony przyjęciem, jakie zgotowali mu fani Manchesteru United przed swoim pierwszym meczem na Old Trafford. Nasz nowy trener przyznał, że to coś, co zapamięta do końca swojej kariery.
Samo spotkanie z Bodo/Glimt również było godne uwagi, a “Czerwone Diabły” odniosły zwycięstwo 3:2 dzięki znakomitej postawie Rasmusa Hojlunda. Duńczyk zaliczył dublet oraz miał wielki udział przy pierwszej bramce, naciskając bramkarza gości.
Jeszcze zanim upłynęła minuta spotkania, Alejandro Garnacho znalazł się w odpowiednim miejscu, by wykorzystać nacisk Hojlunda i umieścić piłkę w pustej bramce. Mistrzowie Norwegii odpowiedzieli dwukrotnym trafieniem do siatki w ciągu czterech minut.
Amorim podsumował mecz w Lidze Europy w rozmowach z między innymi TNT Sports, MUTV, beIN SPORTS i wyróżnił trzech zawodników, którzy wywarli na nim szczególne wrażenie.
PRZYJĘCIE DO ZAPAMIĘTANIA
– Po pierwsze, połowa stadionu tak naprawdę mnie nie zna. Przyjechałem z Portugalii i jeszcze nic nie zrobiłem dla tego klubu. Sposób, w jaki sprawiają, że czuję się jak w domu, jest wyjątkowy. To nie jest po czymś, tylko przed czymś. To coś wyjątkowego i zapamiętam to do końca mojej kariery.
– To wyjątkowy moment dla mnie i mam nadzieję, że ten mecz będzie jednym z wielu. To wspaniała publiczność i świetni kibice, którzy są głodni zwycięstw i właśnie to chcemy im dać. To dla nas jeszcze jedno zwycięstwo w Europie, okazja do ulepszenia zespołu i pokazania im, nad czym pracujemy.
ZASŁUŻONE ZWYCIĘSTWO
– Wiedzieliśmy, że Bodo/Glimt to silny zespół. Bardzo dobry w kontratakach. To dobra drużyna mająca wartościowych zawodników. Myślę jednak, że zdobyliśmy pierwszego gola, podobnie jak w ostatnim meczu, a potem straciliśmy dwie bramki po kontratakach.
– Kontrolowaliśmy grę i jej tempo. Tylko ostatnie 10 minut było dla nas trudne. Mieliśmy sytuacje, aby zamknąć ten mecz, a potem pod koniec trochę cierpieliśmy. Czułem, że Rasmus był wyczerpany, a niektórzy bardzo zmęczeni. Sądzę, że zasłużyliśmy na zwycięstwo.
DLACZEGO ŚWIĘTOWAŁEM DRUGIEGO GOLA?
– Przy drugiej bramce byłem bardziej entuzjastyczny, ponieważ czułem, że na niego zasługujemy. Pierwszego gola nie mogę tak określić, ponieważ dopiero wchodziliśmy w to spotkanie. Ale wypracowując tego drugiego, bardzo dobrze kontrolowaliśmy grę.
– W krótkim odstępie czasu straciliśmy dwie bramki i poczułem, że to był naprawdę ważny moment meczu. To było jak gra, jak podróż, przez dobre i złe chwile, a potem znowu dobre.
DLACZEGO BRUNO GRAŁ GŁĘBIEJ?
– Czujesz, że on jest najbardziej doświadczony, a gdy rozpoczynamy akcję, Bruno jest odpowiednią osobą, aby nadać jej tempo. Rywal grał czwórką z tyłu i naprawdę zamykał grę środkiem.
– Cały czas próbowaliśmy zmieniać tempo, a Bruno jest w tym najlepszy. Dlatego uważam, że jest pomocnikiem. Jeśli spojrzysz na ten mecz, Mason Mount zawsze stał tyłem do bramki. To trudne. A Bruno lepiej sobie radzi, gdy ma bramkę przed sobą.
BRAMKI HOJLUNDA
– Bardzo się cieszę z jego powodu. Myślę, że poprawił połączenie z zespołem. Musi popracować nad kontaktami z piłką, ponieważ czasami robi ich za dużo. To bardzo ważne dla nas, ponieważ gdy jesteśmy ustawieni w niskim bloku, on jest tym, który trzyma piłkę i łączy nas w przejściach.
– Był agresywny w polu karnym i przy zdobytych bramkach. To jakościowy zawodnik. Myślę, że strzela najtrudniejsze gole. Ma jeszcze wiele do poprawy, ale to samo dotyczy całej drużyny. W tym spotkaniu wykonał świetną robotę.
CUDOWNY MAZRAOUI
– To niesamowity zawodnik i nasza przyszłość. Grał na różnych pozycjach, zawsze wygląda na świeżego, ale musimy być ostrożni. Przed nami wiele spotkań, ale on będzie grał, ponieważ tego typu zawodnicy są nam potrzebni.
WPROWADZONE ZMIANY
– Dokonaliśmy czterech zmian ze względu na kondycję zawodników, a nie myśląc o tym, co jest najlepsze dla gry. Potrzebujemy całej drużyny w dobrej formie i musimy podejmować pewne ryzyko. Poprawiamy jakość gry z piłką. Mieliśmy więcej sytuacji niż w meczu z Ipswich. Byliśmy groźniejsi, ale musimy stosować rotację. Czujesz to, ponieważ cały czas próbujemy naciskać.
WCIĄŻ NA WCZESNYCH ETAPACH
– Tak i jestem niespokojny, bo nie wiem co się stanie. Wiesz, w tej chwili niczego nie kontrolujesz. Próbujemy zaobserwować różne rzeczy. Oczywiście, mamy pomysł na każde spotkanie, ale nie znam moich zawodników, ponieważ nie współpracujemy ze sobą zbyt długo. Podchodzimy do meczów podekscytowani, bo chcemy zobaczyć różne rzeczy, ale jednocześnie jesteś trochę nerwowy, bo nie wiesz, jak ułoży się gra.
BĘDĄ WZLOTY I UPADKI
– Wiem, że będzie ciężko. W przyszłości spotkają nas problemy, ale to normalne w każdym klubie i u każdego trenera. Zmieniamy się w środku sezonu i wiemy, że nie mamy czasu na treningi. Wierzę w ludzi, w zawodników, w sztab i czuję się tu jak w domu.
– Mam pracę do zrobienia i wiem, jak ją wykonać. Czasem trzeba mieć szczęście, gdy piłka trafi w słupek i wpadnie do siatki, więc te małe rzeczy nam pomogą. Jestem pewny siebie, ponieważ wierzę w każdą osobę w tej drużynie.









