Droga Mbeumo do Old Trafford nie była łatwa. Manchester United i Brentford przez tygodnie negocjowały warunki transferu, a Tottenham, prowadzony przez jego byłego trenera Thomasa Franka, próbował go przechwycić. Na razie 25-letni Kameruńczyk nadrabia zaległości treningowe, by za kilka dni być gotowym na starcie przeciwko Evertonowi. Nowy zawodnik “Czerwonych Diabłów” udzielił wywiadu w którym opowiedział o kulisach swojego transferu, swojej przydatności dla zespołu oraz o nietypowej pasji pozaboiskowej.
“Zawsze chciałem trafić tylko do Manchesteru United”
Bryan Mbeumo był zdeterminowany, by trafić właśnie na Old Trafford. Kameruńczyk jest kibicem Manchesteru United i od samego początku sagi transferowej jasno deklarował, że interesuje go tylko jeden klub. Utrzymywał kontakt ze swoim reprezentacyjnym kolegą, bramkarzem Manchesteru United – André Onaną.
Przez cały czas 25-latek zachowywał spokój i po powrocie do Brentford kontynuował indywidualną pracę na siłowni, co tłumaczy jego obecne zaległości w przygotowaniu fizycznym.
– Ufam moim ludziom i byłem przekonany, że do tego dojdzie. Zawsze ufam osobom, które mnie otaczają. Okienko transferowe bywa długie albo krótkie, więc trzeba być cierpliwym i myśleć pozytywnie.
– Byłem na wakacjach, więc chciałem się po prostu zrelaksować psychicznie i fizycznie. Gdyby miało się udać, to by się udało.
Rozmowa z Amorimem i jasna wizja
– Myślę, że jestem osobą, która lubi wyzwania. W Manchesterze United realizowany jest bardzo dobry projekt i chciałem być jego częścią.
– Każdy piłkarz chce grać na największych stadionach świata, a Old Trafford jest jednym z nich. Możliwość gry tam co dwa tygodnie to coś wielkiego.
– Oczywiście, rozmawiałem też z innymi menedżerami, bo chciałem poznać ich wizje, ale projekt Manchesteru United był dla mnie najlepszy.
– Rozmawiałem z Rubenem. To była bardzo przyjazna i konstruktywna rozmowa. Przedstawił mi swój projekt, opowiedział, czego oczekuje – i poczułem z tym pełne porozumienie.
– Powiedział: „Jesteśmy ludźmi, którzy lubią wygrywać i chcemy być najlepszym zespołem”. I oczywiście, będziemy się starać, żeby tak było.
Statystyki i wszechstronność
Podobnie jak inny letni nabytek Manchesteru United, Matheus Cunha, Mbeumo spełnił warunek Amorima – doświadczenie w Premier League. Co więcej, w ciągu ostatnich trzech sezonów tylko Erling Haaland, Mo Salah, Alexander Isak i Ollie Watkins zdobyli więcej bramek ligowych niż on i to grając głównie na prawym skrzydle w drużynie Brentford, która często grała powyżej swoich możliwości.
W Manchesterze ma pełnić podobną rolę – jednego z dwóch ofensywnych pomocników (nr 10) w systemie 3-4-2-1, ale deklaruje gotowość gry na każdej pozycji, także jako napastnik, jeśli klub nie zakontraktuje klasycznej „dziewiątki”.
– W dzisiejszym futbolu trzeba być wszechstronnym i gotowym do gry na różnych pozycjach – mówi Mbeumo.
– Oczywiście, w Brentford grałem głównie jako skrzydłowy, ale nie mam jednej ulubionej pozycji. Zdarzało mi się też grać jako dziesiątka lub nawet dziewiątka. Potrafię odnaleźć się wszędzie. Gdziekolwiek trener mnie wystawi – tam zagram.
– Zawsze chcę być lepszy niż dzień wcześniej. Mam wobec siebie duże wymagania i zawsze staram się dawać z siebie wszystko. Nie lubię stawiać sobie granic.
Poza boiskiem – szachy i pianino
Gra w piłkę to nie jedyna pasja Mbeumo. Znany jest z zamiłowania do gry w szachy oraz… gry na pianinie. Choć czuje się swobodnie występując przed dziesiątkami tysięcy kibiców na stadionach i milionami przed telewizorami, to gra na pianinie przy kilku znajomych go peszy.
– To zabawne, ale to zupełnie coś innego – przyznaje. – Nie lubię grać przy ludziach. Nawet jeśli to tylko kilku znajomych, to nie trzęsę się, ale myślę sobie: „O rany, to trochę trudne dla mnie”.
– Pianino nie ma nic wspólnego z piłką nożną. Daje mi czas tylko dla siebie i pomaga się zrelaksować w wolnych chwilach.
Również ze swoimi szachowymi umiejętnościami się nie obnosi ponieważ gra online anonimowo.
– Mam swój pseudonim – mówi. – Wybierasz nick i grasz z losowymi ludźmi. Używam wtedy swojej własnej szachownicy. Nie jestem jakimś mistrzem, ale jeśli znasz ranking, to mam jakieś 800 punktów na chess.com.
– Był taki moment, że bardzo się wciągnąłem. Oglądałem filmiki na YouTube, korzystałem z aplikacji treningowych. Oglądałem „Gambit Królowej” – świetna produkcja. Filmu o Magnusie Carlsenie jeszcze nie widziałem, może powinienem.
– Słyszałem, że Josh [Zirkzee] też gra, więc może zagramy ze sobą i przyniosę szachownicę. Uważam, że to świetne dla umysłu. Można rozwijać nowe umiejętności. W piłkę grasz codziennie, więc trudno znaleźć czas na coś innego. A ja lubię kreatywność.
– Szachy, mimo że nie są fizyczne, wymagają dużo myślenia. W piłce też trzeba myśleć. Grając w szachy, potrafisz przewidywać kilka ruchów do przodu, bo to gra strategiczna. W futbolu też masz strategię – te światy się łączą.









