Matheus Cunha udzielił pierwszego wywiadu jako zawodnik Manchesteru United dla telewizji klubowej MUTV. Brazylijczyk wielokrotnie podkreślał, że przychodząc na Old Trafford spełnia swoje marzenie. Nie może on się doczekać na start sezonu i wspólną pracę z Rubenem Amorimem.
To dla ciebie zapewne wielki moment. Jak się czujesz?
– Szczerze trudno znaleźć mi słowa, które opisują ten moment, ale to oczywiście spełnienie moich marzeń. Trudno jest zrozumieć, że już tu jestem.
Twoja przygoda była długa. W wieku 14 lat opuściłeś dom, pojechałeś do Coritiby. Byłeś w Szwajcarii, Niemczech, Hiszpanii, Anglii. Jakbyś podsumował swoją przygodę?
– Pochodzę z małego miasta w Brazylii, w północno-wschodniej części. Potem poszedłem do Coritiby na południu Brazylii, to kompletnie coś innego, inna kultura. Nie ma tam plaży, jest to o wiele bardziej tłoczne miasto. Uważam, że to największy transfer w mojej karierze. Byłem wtedy bardzo młody, miałem 13 lat i byłem daleko od rodziny, trzy godziny samolotem. To pokazało mi wiele rzeczy, których musiałem się nauczyć. Potem byłem w Szwajcarii, gdzie też bardzo wiele się nauczyłem. Pierwszy kraj w Europie. Nauczyłem się języka i innych rzeczy, które były tam potrzebne. Potem zaczęła się dla mnie prawdziwa piłka. Wylądowałem w niemieckiej Bundeslidze, gdzie grałem w Lipsku, który był moim pierwszym dużym klubem. Potem przeniosłem się do Herthy, gdzie sobie radziłem. Następnie znalazłem się w Atletico. Musiałem się nauczyć tej ligi, ale zacząłem także grać w większych turniejach, rozgrywkach. Oczywiście po tym trafiłem do Wolves, które pomogło mi zaznajomić się z Premier League. Teraz robię następny krok, by iść za swoim marzeniem.
Jaka jest największa lekcja, jaką miałeś w czasie dorastania?
– Każdy musi robić wszystko, by dążyć do swoich marzeń. Nawet jeśli jest trudno i musisz przejść przez trudne momenty, wciąż musisz w siebie wierzyć.
Czy w jakimś momencie twojej podróży po świecie zacząłeś w siebie wątpić i musiałeś pewne rzeczy przemyśleć?
– Oczywiście. Kiedy jesteś sam bez rodziny i przyjaciół, nie masz przy sobie ludzi, którzy normalnie cię wspierają. Zaczynasz się czuć pusty w środku i nie wiesz, czy to co robisz jest dobre. Miałem jednak wiarę.
Grałeś w Dallas Cup w 2017 roku. Czy grałeś przeciwko Manchesterowi United?
– Tak, mam zdjęcie! Zawsze mam je na swoim telefonie. Ten mecz był największą zmianą w moim życiu, bo w tamtym czasie grałem dla Coritiby i kiedy graliśmy z United, to miałem może 17 lub 18 lat. Przeciwnicy w pewnym momencie zaczęli trochę o mnie gadać. Pamiętam wtedy dyrektora United, który pytał dyrektora Coritiby kim jestem. Powiedział mi wtedy: “Możesz grać w pierwszym zespole, goście z Manchesteru o ciebie pytali”. Byłem bardzo podekscytowany, wyobrażałem sobie to marzenie, w którym trafiam do United. Po tym ta rozmowa ucichła. Po tym Sion, mój klub ze Szwajcarii, zauważyli coś we mnie i uznali, że skoro rozmawiał o mnie dyrektor Manchesteru United, to muszą mnie wziąć. Uważam, że tamten mecz rozpoczął moją przygodę.
Była mała bitka pod koniec, prawda? Brałeś udział?
– Oczywiście! To był dla nas niesamowicie ważny mecz, potrzebowaliśmy wygrać. Chyba było tak, że jeśli byśmy wygrali, to Manchester United odpadłby z turnieju. Nie pamiętam dokładnie co się działo, ale uczucie grania przeciwko Manchesterowi United było czymś, czego nie mogę wyjaśnić. To był początek marzeń, miałem 19 lat.
Jak się zainteresowałeś Manchesterem United w czasie dorastania? Pamiętasz, czy któryś z zawodników był twoim idolem?
– Jak już mówiłem, trudno mi opisać słowami ten klub. To śmieszna historia. Premier League mogliśmy oglądać tylko w domu mojej babci. W moim domu nie było kanału, tak samo u kuzyna. W weekendy organizowaliśmy zatem wycieczki do babci, by oglądać Premier League. Kuzyn jest starszy ode mnie i kibicuje United. Pokazał mi, że jeśli chce zacząć oglądać Premier League, muszę kibicować Manchesterowi United. Część klubu zawsze była we mnie. Kiedy graliśmy w piłkę, to mówiliśmy, że te boiska to Old Trafford. Wyobraź to sobie. Mówienie o przeszłości to dla mnie bardzo emocjonalna rzecz.
Czy jest jakiś konkretny zawodnik, na którego patrzyłeś i chciałeś grać jak on?
– Pamiętam cały skład, kiedy zacząłem oglądać. Rooney z przodu. Myślę, że to ktoś, z kim mam wiele wspólnego w mojej grze, bo zawsze daje z siebie wszystko. Pamiętam, że grał z “10” na koszulce, każdy uwielbiał jego dryblingi. Zawsze jednak dawał więcej. Energia bijąca od niego była dla mnie wielkim przykładem, ale mogę oczywiście wspomnieć o wielu zawodnikach. Ronaldo, każdy wie, że łatwo o nim mówić. Ryan Giggs. Każdy! Wyobrażam sobie drużynę, Van der Sar w bramce, Rio Ferdinand i Vidić jako obrońcy, Paul Scholes, Carrick. Ta drużyna miała ogromny wpływ na moje młodzieńcze lata.
W Wolves grałeś przeciwko Manchesterowi United pięciokrotnie. Trzy mecze przegrałeś, dwa ostatnie wygrałeś. Po pierwsze, czy ten gol z rożnego był zamierzony?
– Sztab przyszedł do mnie i kazał mi strzelać, w treningu trafiałem w słupek. Powiedzieli, że nie muszę dośrodkowywać, po prostu strzelaj, a potem reszta spróbuje dotknąć piłki. Oczywiście kiedy kopię piłkę, nie spodziewałem się, że strzelę gola. Było to jednak 50 na 50 pomiędzy dośrodkowaniem a strzałem.
W pierwszym meczu sezonu 2023/24 terroryzowałeś United, byłeś świetny. Wygraliśmy 1-0, ale to był czas, kiedy wielu ludzi zwróciło na ciebie uwagę. Czy cieszyłeś się tym meczem mimo rezultatu?
– To chyba był pierwszy mecz, który grałem przeciwko Manchesterowi United w wyjściowym składzie. Miałem w mojej głowie wszystkie marzenia, że to będzie pierwszy mecz tu na Old Trafford. Chciałbym użyć innych słów, ale jedyne jakie mogę użyć to takie, że to jest moje marzenie. Kiedy wychodzę tutaj to myślę sobie, że mogę robić co chcę. Pamiętam, że w tamtym czasie zmieniliśmy menedżera. Przyszedł nowy menedżer i mówił: “Matheus, bądź po prostu trochę bardziej wolny”. Dał mi tym całą pewność siebie potrzebną do grania na dobrym poziomie. To był dla mnie perfekcyjny start sezonu.
Czy uważasz, że to ważne, by menedżer dawał ci wolność na boisku i pozwalał wyrażać siebie?
– Tak, oczywiście. Ostatni sezon był bardzo dobry. Tak było tylko dlatego, że dał mi wolność na boisku i kazał po prostu się pokazać. To były dla mnie ważne słowa. Przychodziłem z Athletico, gdzie było trochę ciężko. Gdy przyszedłem do Wolves, menedżerem był Gary O’Neil, który dał mi bardzo dużo pewności siebie i był to wielki krok w kierunku pokazania tego, kim jestem.
Myślę, że z perspektywy ofensywnego gracza zawsze jest ważne, by mieć taką wolność. Kiedy grałeś przeciwko United, który zawodnik przykuł twoją uwagę? Bruno, Casemiro. Z Casemiro grasz w reprezentacji.
– Oczywiście, jestem za to bardzo wdzięczny. Zawsze pomagał mi w drużynie narodowej, miał dla mnie dobre słowa, by pchnąć mnie do przodu. Teraz jest mi z nim łatwiej, ale uważam, że Bruno Fernandes to przykład dla każdego w Premier League, jak używać koszulki tego klubu. Czuć w nim pasję. Zawsze lubię oglądać piłkarzy Manchesteru United, łatwo się z nimi rozmawia. Pamiętam, że przyjechaliśmy tu po tym, jak Rashford strzelał mnóstwo goli i pamiętam, że zapytałem go o wymianę koszulek. Mogę wymienić wiele przykładów. Zawsze oglądam, obserwuję ten klub, więc łatwo mi się o tym mówi.
Oczywiście zeszły sezon był najgorszy dla klubu od ponad 50 lat, nie ma co się przed tym ukrywać. Czy twoja miłość dla klubu to jeden z powodów, dla których tu przyszedłeś? Co chcesz dać drużynie?
– Może dla kogoś z zewnątrz trudno było zrozumieć moją decyzję, bo może miałem wybór pójścia gdzie indziej i łatwo byłoby mi podjąć taką decyzję. Ale dla mnie nie ma drugiego takiego klubu, jak Manchester United. Wiem, że był to trudny sezon dla każdego, ale myślę, że moja decyzja pokazuje, czym jest dla mnie ten klub i czym może być. Zrobię wszystko co mogę, by mój wymarzony klub wygrywał. To drużyna dla mnie.
Jakie są twoje oczekiwania? Oprócz pucharów krajowych skupiamy się tylko na Premier League, ale jakie są twoje cele osobiste na następny sezon?
– Myślę, że nie ma tu takiego piłkarza, który tu przychodzi i nie myśli o tych dniach chwały, czasów, kiedy Manchester United wygrywał Premier League, ile to było tytułów. Oczywiście także kwalifikacja do Ligi Mistrzów. Chcę, by klub znów był na szczycie. To, co mogę zrobić to pokazanie wszystkim, kim jestem i pomóc drużynie.
Widzę po tobie, że chcesz dobrze dla tego klubu. To ważne, że chcesz tu być, widać to. Czy uważasz, że przyszedłeś tu w dobrym dla ciebie momencie, biorąc pod uwagę twoje dwa ostatnie sezony z Wolves? 14 goli, 17 goli i tak dalej.
– Oczywiście. Wszystko, co się teraz dzieje w moim życiu jest o wiele lepsze, bo jestem bardziej dojrzały. Staram się uczyć na błędach, ale też z dobrych rzeczy. Mam teraz tą dojrzałość. Przychodzę tu w idealnym momencie. Teraz muszę być bardziej spokojny.
Carlo Ancelotti przychodzi do reprezentacji narodowej. Czy jednym okiem spoglądasz na mundial?
– Tak, oczywiście. Posiadanie takiego trenera wokół ciebie sprawia, że jest o wiele łatwiej i jestem bardzo podekscytowany na pierwsze treningi i mecze z nim. Jestem także wdzięczny za Rubena i oczywiście Ancelottiego.
Ten klub jest znany z ogromnej presji z całego świata. Jak się z tym czujesz? Czy to coś, co przychodzi ci łatwo?
– Jestem od tego wolny. Jestem częścią największej reprezentacji na świecie i tam presja też jest ogromna. Nauczyłem się wiele. Na początku było czasami trudno, wydawało mi się, że nie radziłem sobie dobrze. Tak jak mówię, uczę się jednak na błędach. To nawet nie błędy, po prostu część nauki. Przyjście tutaj to najlepszy moment mojego życia.
Czy miałeś jakąś interakcję z Rubenem Amorimem wcześniej? Czego się spodziewasz? Nie możesz się doczekać pracy z nim?
– Tak, śledzę klub, to mój wymarzony klub. Był on bardzo ważny w kontekście sprowadzenia mnie tutaj. Bardzo w niego wierzę. Widziałem jego sukcesy w Portugalii. Mam nadzieję, że będzie w stanie podbić świat tak jak w Portugalii. Potrzebuje on piłkarzy, którzy potrafią zrobić wszystko, a ja jestem na to otwarty, by pomóc drużynie i jemu. Wszystkie rozmowy, jakie z nim przeprowadziłem, jedynie ułatwiły mi decyzję.









