Pierwszy sezon w Manchesterze United potrafi być ogromnym wyzwaniem nawet dla najbardziej doświadczonych zawodników. Bryan Mbeumo szybko stał się ważną częścią zespołu, ale sam uważa, że stać go na jeszcze więcej. W szczerym wywiadzie opowiedział o swojej ambicji, życiu poza boiskiem oraz kulisach pracy w klubie.
Bryan Mbeumo nie zamierza poprzestawać na dobrym pierwszym sezonie w Manchesterze United. Choć jego transfer z Brentford jest uznawany za jeden z najbardziej udanych ruchów klubu w ostatnich latach, sam zawodnik uważa, że wciąż ma wiele do poprawy. 26-letni reprezentant Kamerunu udzielił obszernego wywiadu „The iPaper”, w którym opowiedział o swojej ambicji, relacjach w drużynie oraz codziennym życiu w Carrington.
– Były dobre momenty w tym sezonie, ale są też rzeczy do poprawy. Miałem dobry początek, ale w każdym roku mojej kariery wracałem lepszy niż wcześniej. Zawsze chcę się rozwijać. Jeśli to nie było wystarczające, może być już tylko lepiej. Nawet gdy wszystko szło dobrze, zawsze chciałem więcej i próbowałem bić kolejne rekordy.
– Nadal jestem zadowolony, bo to był bardzo dobry sezon, szczególnie dla drużyny. Dzięki ciężkiej pracy może być jeszcze lepiej.
Transfer Mbeumo z Brentford jest postrzegany jako rzadki przykład udanej rekrutacji Manchesteru United po latach nietrafionych transferów i ogromnych wydatków na zawodników, którzy nie spełniali oczekiwań. Dziewięć goli w Premier League, w tym trafienia na Anfield, Emirates Stadium czy przeciwko Manchesterowi City, to solidny wynik jak na pierwszy sezon na Old Trafford. Brak goli od początku lutego wyraźnie jednak go irytuje. Napastnik nie chce zmarnować szansy, na którą pracował przez wiele lat.
Poza boiskiem Mbeumo ma nietypowe zainteresowania. Gra na pianinie, a zamiast gier komputerowych często wybiera szachy. Jak sam przyznaje, ta pasja pomaga mu także na boisku.
– Wciągnąłem Luke’a Shawa w szachy. Jest naprawdę dobry. Mamy podobny ranking i granie przeciwko niemu jest bardzo ekscytujące.
– To może być przydatne w piłce, bo kiedy ruszasz figurą, zmuszasz rywala do reakcji. W futbolu działa to podobnie. Gdy masz piłkę i wykonujesz podanie, sprawiasz, że przeciwnik musi coś zrobić. Możesz otworzyć przestrzeń albo wciągnąć go w pułapkę.
Droga Mbeumo do gry w Lidze Mistrzów i transferu do Manchesteru United była długa. Po sześciu latach w Brentford wielu uważało, że jego szansa na przejście do czołowego klubu już minęła. W trzech wcześniejszych sezonach Premier League nie udało mu się osiągnąć dwucyfrowej liczby goli. Dopiero 20 bramek w poprzednich rozgrywkach sprawiło, że zainteresowały się nim największe kluby.
– Sześć lat w Brentford było dla mnie bardzo ważne. Rozwinąłem się jako piłkarz i jako człowiek. Mogę być tylko wdzięczny za wszystko, co tam dostałem. Pracowałem na taki moment całe życie. Wiedziałem, że coś takiego może mi się przytrafić. Zatrudniłem własnego kucharza, trenerów personalnych i zadbałem o wszystko, aby moje ciało było gotowe.
– Nikt nie wie, jak wygląda gra dla Manchesteru United, dopóki sam tego nie doświadczy. To ogromny klub z wielkimi wymaganiami. Dobrze jednak, że wcześniej spędziłem kilka lat w Premier League, bo dzięki temu było mi łatwiej.
Jednym z tematów rozmowy była również przyszłość Manchesteru United oraz sytuacja Michaela Carricka, który pozostaje głównym kandydatem do objęcia zespołu na stałe. Mbeumo nie ukrywa, że obecny sztab szkoleniowy cieszy się dużym poparciem wśród zawodników.
– Bruno Fernandes był jednym z pierwszych ludzi, których tutaj poznałem. Zawsze uśmiechnięty, pozytywny i otwarty. Powiedział mi, że cieszy się z mojego transferu, a to wiele znaczy, biorąc pod uwagę wszystko, co osiągnął w tym klubie. To świetny kapitan, choć czasami lubi ponarzekać.
Zawodnik zdradził również, że regularnie współpracuje z trenerami oraz zespołem analiz wideo, aby rozwijać swoją grę.
– Dużo pracuję z Travisem Binnionem, zespołem analityków oraz sztabem szkoleniowym. To dobry sztab. Wykonali świetną pracę. Wiele osób chciałoby, aby Carrick został na dłużej, ale to nie jest moja decyzja.
Mbeumo jasno pokazuje jednak, że jego ambicje dopiero się zaczynają. Dobry pierwszy sezon traktuje jako fundament pod kolejne kroki, a nie jako ostateczny cel.









