Toby Collyer ma za sobą trudny sezon. Młody pomocnik Manchesteru United spędził ostatnią kampanię na wypożyczeniach w West Bromwich Albion i Hull City, jednak jego rozwój wyhamowały problemy zdrowotne. Mimo przeciwności Anglik ma nadzieję, że zdoła przebić się do pierwszego zespołu „Czerwonych Diabłów”.
Na początku 2025 roku, Collyer przez pewien czas wyprzedzał nawet Casemiro w hierarchii środkowych pomocników i po debiucie przeciwko Manchesterowi City w meczu o Tarczę Wspólnoty w 2024 roku, zaliczył 13 występów w pierwszej drużynie. Anglik, pozyskany z Brighton & Hove Albion w 2022 roku, ma ambicje, by zaistnieć w klubie z Old Trafford.
W rozmowie z Andym Mittenem, 22-latek opowiedział o swoich początkach, dotychczasowej karierze, celach na przyszłość oraz lekcjach, jakie wyniósł z rywalizacji z Casemiro.
– Dorastałem na południowym wybrzeżu, w spokojnej miejscowości Angmering, położonej mniej więcej w połowie drogi między Portsmouth a Brighton – rozpoczął Collyer. – Piłka nożna była obecna w moim życiu od zawsze, choć moi rodzice nie mieli z nią nic wspólnego. Dołączyłem do Brighton U-12 i trenowałem trzy lub cztery razy w tygodniu, a poza tym grałem w piłkę przy każdej możliwej okazji – w szkole i po zajęciach.
– Uprawiałem również tenis, pływałem i biegałem, co bardzo mi pomogło w rozwoju fizycznym i koordynacji ruchowej. Dzięki temu lepiej poznałem swoje ciało. Gdybym ograniczył się wyłącznie do piłki nożnej, nie byłbym w stanie wystarczająco szybko zrozumieć swojego ciała i być może utrudniłoby mi to dalszy rozwój.
Jesteś w Brighton, dobrze ci idzie. Jak doszło do transferu do Manchesteru United?
– Przez trenera reprezentacji Anglii, Justina Cochrane’a. Po raz pierwszy pracowałem z nim w reprezentacji Anglii do lat 15. Wziąłem udział w kilku sesjach treningowych i zgrupowaniach, i najwyraźniej spodobałem mu się. Wygraliśmy wtedy Turniej Rozwojowy UEFA, pokonując w finale Hiszpanię. Później wybuchła pandemia COVID-19 i nie miałem już zbyt wielu okazji do gry w reprezentacji Anglii do lat 17. To był jednocześnie mój pierwszy pełny sezon w Brighton. Niedługo później Justin dołączył do Manchesteru United i zasugerował, że to będzie właściwy krok dla mnie.
– Justin miał ogromny wpływ na moją karierę. Zawsze imponowało mi to, jak bardzo był zdeterminowany na swoich sesjach i jak potrafił wydobyć z każdego zawodnika to, co najlepsze. Byłem w szoku, gdy usłyszałem: „Manchester United”. Justin powiedział mi jednak: “Przyjedź, potrenuj przez trzy czy cztery dni. To nie jest okres próbny”. Pojechałem i odbyłem kilka sesji treningowych z zespołem U-23, w którym występowali wówczas Zidane Iqbal, Charlie Savage i Hannibal Mejbri. Spodobało mi się i wtedy podjąłem decyzję o przeprowadzce.
Przeprowadzka z wiejskiego Sussex do Manchesteru to musiał być spory przeskok..
– Tak, wielka zmiana. Przeniosłem się do lokum w Sale i byłem tam sam, co akurat bardzo mi odpowiadało, ponieważ miałem własną przestrzeń. Trenowałem z 21-latkami pod okiem Marka Dempseya. W tamtym okresie zmagałem się z kilkoma urazami związanymi z okresem dojrzewania, w tym ze złamaniami przeciążeniowymi. Nie było łatwo sobie z tym poradzić, ale na szczęście dziś wszystko jest już w porządku.
– Dave Hughes pełnił wtedy rolę trenera, a Travis Binnion nadzorował nad wszystkim. To był dobry pierwszy sezon pod względem mojego rozwoju. Grałem na różnych pozycjach i dzięki temu miałem więcej okazji, by trenerzy mogli wymagać ode mnie różnych rzeczy na boisku. W Brighton byłem przeważnie po prostu ‚szóstką’. W Manchesterze United mogłem spojrzeć na swoją grę z innej perspektywy i lepiej zrozumieć, co jeszcze mogę zaoferować.
– Wchodząc w drugi sezon, zagrałem w meczu przygotowawczym przeciwko Wrexham w San Diego. To było moje pierwsze doświadczenie z grą przed tak dużą publicznością – na stadionie było około 30 tysięcy kibiców. Wyszedłem w podstawowym składzie i wtedy trenowałem regularnie z pierwszym zespołem. To był dla mnie prawdziwy impuls i motywacja. Do lutego 2024 roku przebywałem z pierwszą drużyną każdego dnia.
Jaka jest różnica między drużyną do lat 21, a pierwszym zespołem?
– Przepaść jest ogromna. Między poziomem U-18 a U-21 jest duża różnica, ale przeskok do pierwszego zespołu jest jeszcze większy – można powiedzieć, że nawet dziesięciokrotnie. Chodzi o szybkość gry, inteligencję piłkarską i umiejętność błyskawicznego dostrzegania sytuacji na boisku. W pierwszej drużynie nie możesz sobie pozwolić na błędy, które czasami uchodzą na sucho na poziomie U-21. Popełnisz błąd w zespole U-21, ale możesz z niego wyjść sześć na siedem przypadków.
– W seniorskim futbolu jeden błąd może oznaczać utratę gola. Każda zagranie musi być wykonane na 100 procent i musisz pozostać skoncentrowany przez cały czas. Następnie wróciłem do zespołu U-21, żeby zagrać kilka minut w jednym ze spotkań. Dave Hughes powiedział mi wtedy, że zauważył różnicę w porównaniu z okresem, gdy trenowałem z nimi na co dzień. Byłem szybszy, silniejszy i bardziej świadomy tego, co dzieje się na boisku. To pokazuje, że przebywanie w takim środowisku naprawdę rozwija cię jako zawodnika.
Kto z pierwszego składu wyróżniał się najbardziej?
– Jeśli chodzi o umiejętności: Bruno Fernandes. Niektóre rzeczy, które robi na treningach, sprawiają, że myślę: “To nie jest normalne, nie rozumiem tego”. Oczywiście, jest niezwykle inteligentny. ale potrafi wykonać zwrot, po którym nagle znajduje podanie, którego nikt się nie spodziewał. To niesamowite. Casemiro był dla mnie ogromnym wzorem do naśladowania. Przez ostatnie cztery lata, będąc blisko niego, mogłem podziwiać i obserwować drobne rzeczy, które robi każdego dnia. Zawsze pojawiał się pierwszy na treningu i był ultra profesjonalny. Cały czas obserwuje grę i analizuje sytuacje. Ludzie mówią, że jest wojownikiem bez piłki, bo doskonale czyta grę, ale z piłką przy nodze również jest wyjątkowy, przez ten pierwszy kontakt i sposób podania. Daje przykład innym.
Jaki był Erik ten Hag w stosunku do Ciebie?
– Dobry. Dostrzegł moje największe atuty i starał się ustawiać mnie w sytuacjach, w których mógłbym je wykorzystać – przede wszystkim grę bez piłki oraz wyczucie odpowiedniego momentu do wykonywania biegów. Podczas przedsezonowego tournee w Los Angeles w 2023 roku, Erik dał mi więcej swobody, dzięki czemu mogłem częściej włączać się do ataków i wykonywać takie ruchy. W każdym meczu starałem się jak najlepiej zaprezentować i liczyłem na kolejne szanse. Nigdy nie wybiegałem myślami zbyt daleko w przyszłość, a po prostu skupiałem się wyłącznie na tym, by zdobyć jak najwięcej minut.
– Zagrałem na SoFi Stadium przeciwko Arsenalowi. To było niesamowite przeżycie – mój pierwszy prawdziwy występ w wyjściowym składzie, podczas którego mogłem poczuć tempo gry pierwszej drużyny, mimo że był to tylko okres przygotowawczy. Miałem okazję rywalizować z Martinem Odegaardem i było to naprawdę trudne wyzwanie. Kilka razy udało mi się go przechytrzyć, ale to niesamowity i niesamowicie inteligentny piłkarz. Potrafił wciągać cię w strefy, w których nie chciałeś się znaleźć, dlatego cały czas musiałeś podejmować decyzje, kiedy doskoczyć, a kiedy zachować pozycję. Oczywiście, nie da się dokonywać właściwych wyborów za każdym razem.
– Zadomowiłem się w Manchesterze United. Mam dobrego kumpla w osobie Aydena Heavena. W szatni siedziałem też obok Christiana Eriksena, który bardzo mi pomógł. Podobnie jak Tom Heaton, Harry Maguire i Jonny Evans. To właśnie oni byli dla mnie największym wsparciem, kiedy dołączyłem do pierwszego zespołu, i sprawili, że od razu poczułem się mile widziany. Christian był fantastyczny, zwłaszcza że występował na tej samej pozycji co ja. Jego technika jest niewiarygodna. Pamiętam, jak razem z nim i Harrym Amassem ćwiczyliśmy rzuty wolne. Próbował wytłumaczyć mi swoją technikę, a ja tylko pomyślałem: „Nie mam pojęcia, jak to zrobić”. To doskonale pokazuje, jak dobrym jest piłkarzem.
A co się wydarzyło w minionym sezonie?
– Rozmawiałem z moim agentem, a on pozostawał w kontakcie z klubem. Najważniejsze było dla mnie to, aby spróbować zdobyć jak najwięcej minut gry. Nie sądzę, żeby tamten sezon był odpowiednim momentem na pozostanie w Manchesterze United, skoro nie występowaliśmy w Europie. Wystarczy spojrzeć na sytuację takich zawodników jak Kobbie Mainoo czy później Ayden Heaven. Brak europejskich rozgrywek sprawił, że nawet oni mieli okresy z ograniczonym czasem gry. Gdybym został, prawdopodobnie miałbym jeszcze mniej okazji. Uważam, że wypożyczenie było właściwą decyzją.
A następnie trafiłeś do West Bromu…
– Podobała mi się współpraca z Ryanem Masonem, a także z całym sztabem. Był tam również James Morrison. Spotkałem świetnych ludzi, ale kiedy już jesteś na boisku treningowym, walczysz o minuty. Mieliśmy naprawdę dobre pomysły na grę, które jednak nie przyniosły zbyt wielu dobrych wyników. Później doznałem poważnej kontuzji łydki, która wykluczyła mnie z gry na okres od ośmiu do dziesięciu tygodni. Przed jednym z meczów poczułem lekkie naciągnięcie, a w trakcie spotkania uraz całkowicie się odnowił.
– Wróciłem do Manchesteru United na rehabilitację i zdałem sobie sprawę, że dzięki pobytowi w innym środowisku dojrzałem jako człowiek i zawodnik. I nawet gdy byłem kontuzjowany, wciąż przebywałem w szatni pierwszej drużyny Manchesteru United. Wszyscy przyjęli mnie z otwartymi ramionami. Miałem wokół siebie fantastyczny zespół fizjoterapeutów. Inni zawodnicy, jak Mainoo, Joshua Zirkzee czy Maguire, zmagali się drobnymi dolegliwościami, więc przebywałem z nimi na siłowni.
A potem przyszła druga część sezonu i kolejne wypożyczenie. Jak doszło do transferu do Hull City?
– To była łatwa decyzja. Hull wykazało zainteresowanie już latem, ale wówczas musiałem podjąć trudną decyzję i odmówić. Kiedy wrócili z kolejną ofertą, poczułem, że naprawdę im na mnie zależy. Drużyna radziła sobie dobrze, prezentując nieco inny styl gry niż West Brom. Sądziłem, że mogę na tym skorzystać. W West Brom gra opierała się na utrzymywaniu się przy piłce i staraliśmy się ją rozgrywać od tyłu. W Hull gra była bardziej bezpośrednia i było to coś, czego do tej pory nie doświadczyłem na tym poziomie.
Jak duża była różnica w atmosferze w Manchesterze United w porównaniu z sezonem, gdy drużyna zajmowała 15. miejsce w lidze?
– W Manchesterze United panowała dość nijaka atmosfera, a wszyscy próbowali znaleźć tę iskrę. Czuło się to w szatni – zarówno przed meczami, jak i po nich.
A ty, jako młody zawodnik, po prostu się nie poddajesz?
– Tak. Dajesz z siebie wszystko, ale nie jest to idealne środowisko. W europejskich pucharach pojawiają się momenty radości, kiedy wygrywasz, ale jednocześnie wszyscy wiedzieliśmy, że w lidze nie radzimy sobie najlepiej. Ludzie z zewnątrz nie zawsze zdają sobie sprawę, jak trudno jest wyjść z takiej sytuacji, gdy jesteś w niej całkowicie. To w dużej mierze kwestia psychologiczna.
Gdzie chcesz być za trzy lub pięć lat?
– Każdy zawodnik chce grać w Manchesterze United. To jest mój główny cel. Jeśli nie uda się go osiągnąć, to chcę po prostu występować w Premier League jako uznany zawodnik.
Kogo podziwiasz, jeśli chodzi o innych piłkarzy?
– Casemiro osiągnął wszystko. Kiedy Ruben Amorim dołączył do klubu, nie był wobec niego zbyt wyrozumiały. W pewnym momencie to ja występowałem zamiast niego, więc skupiałem się przede wszystkim na swojej grze. Oczywiście, nadal rozmawiałem z Casemiro podczas treningów i on wciąż bardzo mi pomagał. Jego angielski znacznie się poprawił. Nadal bardzo dobrze trenował i myślę, że jest świetnym przykładem, ponieważ ludzie z zewnątrz często tego nie dostrzegają.
– Kiedy zawodnik nie gra, łatwo pomyśleć: “Och, pewnie nie radzi sobie dobrze na treningach”. Ale to nie tak. Każdego dnia dawał z siebie maksimum. Zawsze pojawiał się pierwszy w klubie, a nawet kiedy nie był wybierany do składu, często schodził z boiska jako jeden z ostatnich. Korzystał z kąpieli lodowych, jacuzzi, pracował na siłowni, odpowiednio się przygotowywał i cały czas dawał z siebie wszystko. Widziałem, że starał się wdrażać wszystko, czego oczekiwał od niego menedżer.
– Mimo to nie grał, więc widziałem, że mogłem się wiele nauczyć z tej sytuacji. Był tam i przez to przeszedł. Brak występów był dla niego prawdopodobnie dużym szokiem, i być może czymś, czego wcześniej nie doświadczył. To, że mimo wszystko pozostał tak konsekwentny i każdego dnia robił właściwe rzeczy, pokazuje, jak wielkim jest profesjonalistą. W moim przypadku zawsze znajdował czas, żeby podejść i wszystko mi wyjaśnić. Dlatego tak bardzo go podziwiam. Czasami zawodnicy są dla ciebie wzorem, dopóki nie poznasz ich bliżej, ale moje spojrzenie na Casemiro się nie zmieniło.
Jakie były do tej pory najlepsze i najtrudniejsze momenty w twojej karierze?
– Najlepszym momentem był mój pierwszy występ w Europie – przeciwko Rangers na Old Trafford. To była ogromna okazja, grałem u boku Bruno i odnieśliśmy zwycięstwo. Najtrudniejsze były oczywiście chwile związane z kontuzjami, szczególnie w zeszłym roku. Każdy, kto mnie zna, wie, że na każdym treningu daję z siebie wszystko. Czasami czuję, że trudno mi się kontrolować i muszę bardziej nad tym panować, bo nie chcę, żeby kontuzje stały się czymś powtarzalnym.
– Byłem wtedy w naprawdę dobrej formie. Wróciłem ze zgrupowania reprezentacji Anglii do lat 20 po przerwie na mecze międzynarodowe, gdzie rozegrałem około 100 minut. Czułem się bardzo dobrze, otrzymałem pozytywne sygnały od Rubena na treningach. Znajdowałem się w dobrym rytmie, a pod koniec jednej z sesji treningowej, zszedłem z kontuzją. W ciągu kilku dni nieco przesadziłem i trudno było mi to zaakceptować. Szczególnie mnie to dotknęło, ponieważ był to kluczowy moment sezonu. Wchodziliśmy w decydującą fazę Ligi Europy, a ja straciłem wiele możliwości do gry.
Wygląda na to, że wiele się z tego nauczyłeś. Żadna kariera nie przebiega przecież cały czas liniowo, prawda?
– Zawsze będą pojawiać się jakieś przeszkody. Niektórzy mają ich więcej niż inni, a każdy z nas mierzy się z innymi wyzwaniami. To po prostu część futbolu, a ja staram się wyciągać wnioski. Kiedy jesteś na wypożyczeniu, nie zawsze chodzi wyłącznie o to, co dzieje się na boisku, ale również o sprawy poza nim. Po dwóch wypożyczeniach poczułem się znacznie bardziej dojrzały jako osoba. Oczywiście, nie rozegrałem tylu minut, ile bym chciał, ale samo przebywanie z inną grupą chłopaków i poznawanie innych stylów gry, dużo mi dało. Spotykałem ludzi z innym doświadczeniem i musiałem wyjść poza swoją strefę komfortu. Takie sytuacje zmuszają cię do rozwoju – zarówno pod względem mentalnym, jak i fizycznym. I to jest dobra rzecz.









