Jonathan Wilson, twórca magazynu “The Blizzard”, autor kilku książek, m.in. “Odwrócona piramida”, udzielił wywiadu serwisowi ManUtd.pl, w którym został zapytany m.in. o rozwiązania taktyczne i przewidywania na tegoroczny sezon.
(Click here to see the original)
Jaki jest Pana zdaniem najlepszy system dla Manchesteru United, jaka taktyka jest najbardziej odpowiednia dla zawodników, których posiada Louis van Gaal?
– Sądzę, że ma kilka opcji. Jeśli posiada się w składzie Van Persiego, Falcao i Rooneya i chce się skorzystać z usług całej tej trójki, to najlepszym do tego ustawieniem byłby 3-4-1-2 lub diament, czyli z formacji, z których korzystał. Taka taktyka jednak zostawi zespół za bardzo obnażony w linii defensywnej. W takim wypadku będzie musiał stosować 4-3-3 lub 4-2-3-1, co oznacza, że będzie mógł wystawić w wyjściowym składzie tylko jednego z dwójki Van Persie i Falcao. Myślę jednak, że skład United jest tak źle zbalansowany, że w zasadzie ciężko wybrać tylko jedną formację. Drużyna ma naprawdę dużą liczbę opcji w przednich formacjach, jednak z tyłu nie wygląda to tak dobrze. Z tego powodu spodziewam się więc, że w ciągu najbliższego roku dojdzie do usprawnienia tego balansu i jeden lub dwóch napastników odejdzie z klubu, a na ich miejsce przyjdą nowi obrońcy. W swojej dotychczasowej karierze Van Gaal zawsze preferował 4-3-3 i myślę, że to wciąż formacja, z którą czuje się najlepiej, ale oczywiście jest przygotowany na zmiany. Uważam jednak, że jeśli Van Persie i Falcao będą w pełni zdrowia i w pełni formy, to będzie stosował diament.
Myśli Pan jednak, że ta dwójka może współpracować efektywnie czy raczej jeden z nich powinien usiąść na ławce?
– Sądzę, że obaj zawodnicy są na tyle od siebie różni, na tyle inteligentni, że mogą grać razem. Jeśli obaj byliby zdrowi, to starałbym się wprowadzić ich obu do wyjściowego składu. Oczywiście jeśli Juan Mata i Wayne Rooney byliby równocześnie w doskonałej dyspozycji, to jeden z nich może w takim wypadku usiąść na ławce, a Rooneya można przesunąć do przodu. Nie widzę jednak żadnych powodów dla których ta dwójka nie może grać razem. Obaj zmagają się natomiast z problemami – Falcao przed dłuższy czas miał kontuzję kolana i nie wiemy jak bardzo mu to obecnie dokucza oraz jaki będzie miała wpływ na niego w dalszej części sezonu. Van Persie z drugiej strony nie grał zbyt dobrze w obecnej kampanii i szczerze mówiąc, również zeszły sezon miał nie najlepszy. Być może osiągnął już wiek, w którym nie będzie już w stanie grać dobrze regularnie i może pozostaje mu rola napastnika drugiego wyboru. Ale tak, ogółem myślę, że mogą współpracować razem.
Przed początkiem poprzedniego sezonu Gary Neville stwierdził, że David Moyes będzie miał problem ze zmianą stylu gry United, gdzie dużą rolę odgrywa gra skrzydłami, i to prędzej United zmieni Moyesa, niż na odwrót. Czy na chwilę obecną można powiedzieć, że van Gaal zmaga się z podobnym problemem czy jednak klub z Old Trafford już wyraźnie odszedł od tej gry skrzydłami, którą tak kojarzymy z największymi sukcesami Fergusona?
– Myślę, że gra skrzydłami była bez wątpienia cechą United jakieś, powiedzmy, 10 lat temu, ale nawet pod koniec swojej kariery, Ferguson coraz mniej z niej korzystał. Z pewnością jeszcze w sezonie 2009/10, kiedy to Valencia grał naprawdę dobrze, a na drugiej flance występował Nani. Myślę jednak, że ustawienie 4-2-3-1, którym grali pod koniec rządów Fergusona nie było tradycyjną grą skrzydłami. Nawet wtedy, kiedy z przodu grali wspólnie Tevez, Rooney, Giggs i Ronaldo nie wyglądało to tak, że skrzydłowy obiegał bocznego obrońcę i rzucał dośrodkowania w pole karne, więc jestem sceptyczny co do tej tezy. Poza tym uważam, że Van Gaalowi dużo łatwiej wprowadzić zmiany niż Moyesowi. Częściowo dlatego, że posiada charyzmę i to on przychodzi po roku, w którym nie było Fergusona, w którym to rzeczy poszły na tyle źle, że ludzie są bardziej gotowi na wysłuchanie nowych pomysłów.
Myślę, że w każdym zespole, który to w poprzednim sezonie wygrał mistrzostwo kraju, szczególnie pod wodzą tak utytułowanego menedżera, jakim był Ferguson, który był w klubie przez tyle czasu, będzie oporność na zmiany. Ludzie zaczną mówić: “Czekajcie, w zeszłym roku zdobyliśmy tytuł i graliśmy w ten sposób. Dlaczego więc mielibyśmy coś zmieniać?”. Takich pytań już obecnie nie ma. Ostatni sezon był tragiczny, dzięki czemu będzie większa chęć do adaptacji. Poza tym doszło do transferów dużej liczby zawodników, którzy nie grali pod wodzą Fergusona, więc nie wiedzą jak to było kiedyś. Van Gaal posiada również dużo większą osobowość od Moyesa, może pochwalić się niesamowitymi sukcesami, podczas gdy Moyes musiał wkroczyć na większy poziom niż dotychczas. Zawsze więc będzie panowało podejrzenie co do niego, co ostatecznie zakończyło się na podważaniu jego zdania. Van Gaal nie da się tak traktować. Van Gaal to Van Gaal. W przeszłości osiągnął wspaniałe rzeczy i wierzy, że osiągnie je w przyszłości. Nie pozwoli klubowi zmienić siebie. Będzie tak jak on tego chce albo w ogóle.
Wydaje się, że stwierdzenie, że problemy Manchesteru United zaczęły się od Davida Moyesa, jest zbytnim uproszczeniem sprawy. Czy da się jednak wskazać moment, od którego United Fergusona zaczęli w sposobie organizacji gry, szczególnie pod względem taktyki, zostawać w tyle za rywalami?
– Sądzę, że to ogólny problem klubów Premier League, tak naprawdę od roku 2011. Wiem, że Chelsea wygrała Ligę Mistrzów w następnym sezonie, ale to była przedziwna sytuacja. Złote lata to okres 2005-2009, kiedy Anglia regularnie miała trzech przedstawicieli w półfinałach, ale w ostatnich pięciu latach już tak się nie działo. Oczywiście, jeszcze United awansował do finału w 2011 roku. W ostatnich latach siła Premier League nie jest już jednak tak duża i po części wynika to z faktu, że nawet te największe kluby nie mają tak wielkiej siły przebicia na rynku transferowym jak choćby Real Madryt, Barcelona czy Bayern Monachium. Oczywiście Manchester City dysponuje ogromną ilością pieniędzy, jednak to tylko City, więc piłkarze mogą mieć wątpliwości, jeśli chodzi o dołączenie do tej drużyny. Dodatkowo obecnie Financial Fair Play wprowadza duże restrykcje. Sposób w jaki pieniądze są dystrybuowane z praw telewizyjnych do klubów Premier League jeszcze bardziej utrudnia życie wielkim klubom, które nie mogą konkurować z Realem Madryt o najlepszych piłkarzy. To jeden z powodów dla którego poziom angielskich klubów spadł w Europie.
W tym sezonie wygląda to nieco inaczej, gdyż Chelsea zdecydowanie góruje nad resztą stawki w ligowej tabeli, ale w ostatnich latach przez długi czas cztery czy pięć zespołów walczyło o tytuł mistrzowski. Łatwo o tym zapomnieć, ale Arsenal w ostatniej kampanii był na czele tabeli aż do lutego. Liverpool miał świetny sezon, Chelsea była w walce o mistrzostwo do sześciu tygodni przed końcem sezonu, United bronili tytułu sprzed roku. Więc jak mówiłem, cztery czy pięć zespołów co sezon walczy o najwyższy cel w lidze, co sprawia, że jest to trudna liga. Najlepsze zespoły czeka cotygodniowa walka, dodatkowo grając częściej niż Real Madryt czy Barcelona. Nawet teraz, kiedy Atletico zostało trzecią siłą w kraju. Kiedy spojrzymy na hiszpańską ligę to dużo częściej dochodzi do wyników 5,6:0 niż w Premier League. Takie między innymi powody wpłynęły na United.
Czy zostali w tyle pod względem taktyki? Nie jestem co do tego pewien. Guardiola robi wspaniałe rzeczy, w niespotykany dotąd sposób i trudny do opanowania dla piłkarzy, ale kiedy ten sposób zadziała, to wygląda genialnie. Poza nim jednak nikt nie robi niczego nowego. Nie sądzę, by gra Realu Madryt w zeszłym sezonie była szczególnie odkrywcza, grali podstawowym 4-4-2 lub 4-3-3, mają po prostu w zespole bardzo dobrych piłkarzy. Świetnie zostali przygotowani taktycznie do meczu z Bayernem, przez głębokie osadzie zespołu, jednak nie było to nic radykalnego ani nic nowego. Myślę więc, że Guardiola wyróżnia się pod względem taktycznym, jednak poza nim nie dzieje się nic nowego. Nawet jeśli spojrzymy na Atletico, które wspaniale się zaprezentowało – stosowali formację 4-4-2 i zwyczajnie grali bardzo efektywnie. Nie sądzę więć, że problemy United leżą w założeniach taktycznych.
Powiedział Pan, że Premier League była potęgą w Europie, jednak teraz zmagają się z problemami. Czy myśli Pan, że to się wkrótce zmieni?
– Sądzę, że Chelsea może walczyć o trofeum. W tym momencie mają dużą przewagę nad ligową stawką. Wkrótce przyjdzie im grać ważne mecze w Lidze Mistrzów, więc myślę, że dzięki przewadze w lidze, będą mogli bardziej skupić się na Europie. Zespół gra bardzo dobrze, mają odpowiednio zbalansowany skład, a jeśli Diego Costa będzie w pełni zdrowia… Nie mówię, że wygrają, jednak jeśli spojrzymy na resztę drużyn w Europie i spytamy: “Czy są tak dobrzy jak Bayern Monachium?” Być może nie. “Czy są tak dobrzy jak Real Madryt?” Być może nie. “Czy mogą ich pokonać w bezpośrednim spotkaniu?” Tak, oczywiście, są w stanie. “Czy są tak dobrzy jak Barcelona?” Prawdopodobnie tak. Z tego wynika, że można ich usadowić na trzecim miejscu w rankingu, co oznacza, że mogą wygrać Ligę Mistrzów. Jeśli spojrzymy na resztę… Myślę, że można powiedzieć, że jeśli coś w końcu zaskoczy w City, to mogą grać genialny futbol, ale czai się tu niebezpieczeństwo, że mogą nie wyjść nawet z grupy. Liverpool ma problemy i być może uda im się wyjść z grupy albo nie. Arsenal awansuje do następnej rundy, jednak muszą mieć dużo szczęścia, by trafić na słabszy zespół w 1/8 finału. Podsumowując – Arsenal nie gra dobrze w defensywie, City potencjalnie może coś osiągnąć, jeśli tylko zespół zacznie grać lepiej, a Chelsea może sięgnąć po tytuł.
Jeśli pytasz czy wrócimy do sytuacji, w której Anglia będzie posiadać trzech reprezentantów w półfinałach? Nie, nie sądzę. Ma to związek z Financial Fair Play, z dystrybucją pieniędzy w Premier League i częściowo z tego, że ekipy angielskie przyzwyczaiły się do kupowania sukcesu. Pozyskują piłkarzy, którzy odnieśli już wcześniej sukces i być może ci zawodnicy nie mają już takiego przywiązania do barw klubowych, jak np. gracze Barcelony. Spójrzmy na nich i Bayern Monachium – posiadają grupę młodych zawodników, którzy utożsamiają się ze swoim klubem, panuje tam coś w rodzaju przywiązania. To oznacza, że te zespoły posiadają dużo większą motywację niż drużyny, które kupiły piłkarzy i w oparciu o nich budują zespół.
Michael Carrick niedawno wrócił do gry po kontuzji. Jaką rolę może odegrać u van Gaala? Czy wobec ogromnych problemów w środku obrony może być postrzegany jako realny kandydat do gry na tej pozycji? I druga rzecz – jak wobec obecności Daleya Blinda wygląda jego przyszłość w środku pomocy?
– To interesująca sytuacja, kiedy posiada się w zespole Carricka i Daleya Blinda. Obaj mogą grać na pozycji pomocnika (holding midfielder), a także jako środkowy obrońca. W meczu z Crystal Palace, Blind grał na środku defensywy, a Carrick w drugiej linii, co myślę było niespodzianką dla wielu ludzi. Nie sądzę jednak, by którykolwiek z nich był tam rozwiązaniem na dłuszą metę. Na tej pozycji chcesz widzieć mimo wszystko nominalnego środkowego obrońcę. Obaj cechują się nie najlepszym tempem gry, obaj dobrze radzą sobie z piłką przy nodze i w pewnym sensie są podobnymi zawodnikami. Blind prawdopodobnie jest lepszy jeśli chodzi o strzał na bramkę rywala i oczywiście jest dużo młodszy. Myślę jednak, że każdy z nich na pozycji środkowego obrońcy to tylko tymczasowe rozwiązanie, nim drużyna nie poradzi sobie z kontuzjami lub być może sięgnie po nowych graczy w styczniowym oknie transferowym.
Carrick jest w klubie od długiego czasu i jeśli piłkarz w jego wieku nabawi się kontuzji, która wykluczy go na dłuższy okres, to może być ciężko o powrót do zdrowia. Z drugiej strony to zawodnik, który jest rozważny i dba o siebie, więc powinien wrócić do dobrej formy. Czy ma w klubie przyszłość? Nie widzę ustawienia, w którym mógłby grać wspólnie z Blindem. Blind jest młodszy i mimo wszystko chyba lepszy, więc Carrick prawdopodobnie wkrótce będzie graczem rezerwowym, aż w końcu odejdzie na emeryturę. Nie sądzę, by odszedł do innego klubu, by szukać regularnej gry, wątpię, by miał już do tego wystarczającą sprawność. W kontekście dynamiki zespołu nie jest możliwa gra obu piłkarzy w linii pomocy. Jeden z nich w defensywie, to również krótkotrwała opcja.
Jak ocenia Pan pracę Louisa van Gaala pod względem doboru taktyki? Co robi dobrze, a co źle? Jakie są jego mocne i słabe strony?
– Nie sądzę, by “słabe” było tutaj odpowiednim słowem. Jak sam przyznał, nie docenił fizyczności Premier League, dlatego też wprowadził do składu Marouane’a Fellainiego. Myślę, że problemy United leżą w zawodnikach, drużyna posiada źle zbalansowany skład i dużą liczbę kontuzji. Nie sądzę, by problemem był Van Gaal. Co robi dobrze? To co robił dobrze przez ostatnie 25 lat. Posiada własny styl gry, jego zespoły dobrze grają pressingiem, a jego filozofia gry w przeszłości osiągnęła świetne rezultaty. Myślę, że z upływem lat jest bardziej elastycznym trenerem, nie jest już tak zależny od formacji 4-3-3. Stosował 4-2-3-1 w Bayernie, 4-4-2 w AZ, grał trójką w obronie podczas mistrzostw świata. W zasadzie on i Marcelo Bielsa, to dwaj menedżerowie, którzy przez ostatnie 25 lat mają największy wpływ na dziesiejszą taktykę, więc co robi dobrze? Wpaja swoje pomysły zawodnikom, których posiada, a rezultaty jego pracy zobaczymy w przeciągu miesiąca, dwóch czy trzech, kiedy liczba urazów w drużynie się zmniejszy, a piłkarze zgrają się ze sobą. Zobaczymy zespół, który będzie nakładał pressing na rywali, będzie odzyskiwał piłkę już na połowie przeciwnika i będzie stwarzał wolne przestrzenie dla zawodników ofensywnych.
Wcześniej rozmawialiśmy o grze skrzydłowych. Zobacz jak grał Robben na mistrzostwach świata, w połowie operuje w środku boiska, a w połowie na skrzydle. Myślę, że Van Gaal lubi jak tempo gry wzrasta z przeróżnych fragmentów boiska i pozycji zawodników. W pewnym sensie podobnie gra Di Maria, nieco w innym stylu do Robbena, ale mimo wszystko… Uważam też, że kluczowym rozwiązaniem będzie gra dwójki napastników, jeśli oczywiście Holender zdecyduje się na taką opcję. Czy ta dwójka będzie w stanie stwarzać miejsce Rooneyowi? Jesli tak, to myślę, że United czeka bardzo dobry sezon. Odnośnie roli młodych zawodników jak Adnan Januzaj czy James Wilson – będą czerpać korzyści z tego, że pracują pod wodzą tak taktycznie inteligentnego trenera i w przyszłości może mieć to dla nich ogromne znaczenie.
Jakie jest Pańskie zdanie na temat roli Juana Maty w zespole? Kosztował mnóstwo pieniędzy, jednak często nie mieści się w wyjściowym składzie, gdyż Wayne Rooney okupuje jego pozycję na boisku.
– Tak, myślę, że ma sporo nieszczęścia. W Chelsea był wybierany najlepszym zawodnikiem sezonu przez dwa lata z rzędu, a później Mourinho zdecydował, że nie potrzebuje go w swoich szeregach, więc odszedł do United. Nie do końca rozumiem, dlaczego United go kupił, nie był piłkarzem, którego potrzebowali. Wówczas na tej pozycji mieli Rooneya, Kagawę i Januzaja. W następnym oknie transferowym pozyskali Angela Di Marię i to co prawda nie jest ta sama pozycja, jednak jest kolejną opcją wśród graczy atakujących. W czasie lata słyszałem, że Van Gaal nie jest przekonany co do Hiszpana. Myślę, że jego postrzeganie było takie – bardzo dobrze gra, kiedy zespół utrzymuje się przy piłce, jednak jest wolnym zawodnikiem i czasem zbyt długo podejmuje niektóre decyzje. Stało się jasne, że na jego pozycji, Van Gaal woli Rooneya. Całkiem niedawno Mata zdobył zwycięskiego gola w meczu z Crystal Palace. Wciąż myślę, że ma szansę, by wkroczyć do podstawowej jedenastki. Kiedy jednak Van Gaal korzysta z formacji diamentu, to może wybrać jednego z trójki Mata, Rooney, Januzaj, a później dwóch z trójki Rooney, Van Persie i Falcao. Musi więc wówczas konkurować z wieloma piłkarzami. Jeśli zdecyduje się na system 4-3-3, to nie widzę dla niego miejsca. Dużo lepiej radzi sobie w środku niż na skrzydle.
Co sądzi Pan o polityce transferowej Manchesteru United i pracy Eda Woodwarda? Wspomniał Pan, że transfer Maty był niezrozumiały, a jak oceni Pan ostatnie lato?
– Cóż, myślę, że to była porażka, mówiąc szczerze. Porażka to może za mocne słowo, jednak było bardzo dziwne. Czy winić za to Eda Woodwarda, to nie wiem. W ostatnich dwóch latach United radził sobie fatalnie na rynku transferowym. Mata wydał mi się niezrozumiałym kupnem za tę cenę, a jeśli spojrzymy na ostatnie lato, to w zasadzie nikogo nie pozyskano z linii defensywy, pomimo faktu, że wiedzieli, że z klubu odchodzą Vidić, Ferdinand i Evra. Odpowiedzialnością zostali obarczeni Jonny Evans, Phil Jones i Chris Smalling, a żaden z nich nie był jeszcze zdrowy przez dłuższy okres. Ok, pozyskano Luke’a Shawa, jednak on wciąż jest bardzo młody. Problem United [z brakiem obrońców] był oczywisty, każdy mógł zobaczyć, że prędzej czy później do tego dojdzie i trzeba winić za to politykę transferową. Spójrzmy teraz na jeszcze poprzednie lato. Sprawa Andera Herrery, o co w tym wszystkim chodziło? Ludzie, którzy nie reprezentowali klubu, chcieli podpisać z nim kontrakt? To wszystko wydawało się takie dziwne.
Transfer Fellainiego również był niebywały. United mógł pozyskać go sześć tygodni wcześniej i to po tańszej cenie, dlaczego więc czekali do ostatniego dnia okna transferowego? Nie wiem czy to prawda, ale z zewnątrz wyglądało to tak, jakby David Moyes nie był do końca przekonany czy jest wystarczająco dobrym wzmocnieniem, więc pomyślał, że znajdzie kogoś lepszego. Później się okazało, że nikogo takiego nie znalazł, więc wydawało się, że doszedł do wniosku: “Właściwie to znam Fellainiego, jest solidnym piłkarzem, wiem, że chce do nas dołączyć, a my możemy go pozyskać. Ok, zapłacimy 5 milionów funtów więcej, ale zróbmy to”. Wyglądało to na paniczny transfer. To tak jak z dniem przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy udajemy się na zakupy, widzimy na półce kurczaka i myślimy: “Powinienem go kupić? Nie, nie, poczekam i poszukam czy jest indyk”. Szukamy więc po całym sklepie, ale okazuje się, że nie ma żadnego: “O cholera, wszystkie indyki wyprzedano!”. Wracamy więc do kurczaków, które wciąż tam są, jednak ich cena poszła w górę: “Cholera, i tak muszę go kupić”.
Gdyby miał Pan stworzyć listę najważniejszych cech współczesnego trenera, jakie byłyby to umiejętności? Który z obecnych menedżerów najbardziej wpisuje się w taki profil?
– Nie mam pojęcia, jest tyle sposobów na wykonywanie tej pracy i dlatego jest tak świetna. Myślę, że Mourinho jest najlepszy, jeśli chodzi o ocenę przebiegu gry. Potrafi dokonać dobrych zmian, które wpłyną na kształt meczu. Jeśli chodzi o kontakt z prasą, to sądzę, że Van Gaal i Rodgers są bardzo dobrzy. Van Gaal ma co prawda zupełnie inny styl, jednak potrafią szybko przetworzyć informacje i przekazać odpowiedź w bardzo interesujący sposób. Van Gaal dodatkowo cieszy się dużym szacunkiem w szatni, Mourinho zresztą podobnie, jednak to coś z czym zmaga się obecnie Pochettino w Tottenhamie czy wcześniej Andre Villas-Boas. Jeśli chciałbyś wiedzieć, kto najlepiej motywuje zawodników, to myślę, że Ferguson był w tym świetny, ale w historii futbolu najlepszym był Brian Clough. Jeśli szukasz kogoś z filozofią, jasną wizją gry swojego zespołu, to znów byłby to Van Gaal.
Obecnie jednak sporą częścią z tego, co niegdyś przypisywaliśmy menedżerom, teraz zajmuje się tym zarząd klubu, jak np. transfery. Spójrzmy np. na Southampton czy Swansea – kupują zawodników za małe sumy pieniędzy, posiadają znakomitych skautów i mają jasną wizję klubu. Swansea wygląda genialnie, jeśli o to chodzi, władze klubu powiedziały: “Tak własnie chcemy, by drużyna grała. Takich piłkarzy kupimy i taki trener będzie ich trenował”. W praktyce wyglądało to więc tak, że był w klubie Kenny Jackett. Kiedy on odszedł, to zatrudniono Roberto Martineza. Po jego odejściu był Paulo Sousa, Brendan Rodgers, Michael Laudrup, a teraz Gary Monk. Każdy z nich dobrze sobie poradził jak na swoje możliwości. I nawet gdy Laudrup w pewnym sensie wypadł najgorzej, to pod jego wodzą drużyna sięgnęła po puchar Capital One Cup. By uzyskać taką regularność i ciągłość w drużynie, to nie kwestia menedżerów, a zarządu, który działa bardzo inteligentnie i posiada wizję tego, jak klub ma działać.
Czy we współczesnej piłce o taktyce wiemy już wszystko? Czy po publikacji pańskiej książki “Odwrócona piramida”, możemy spodziewać się kolejnej pozycji poświęconej tematyce taktyki piłkarskiej?
– Nie, z pewnością nie wiemy wszystkiego. Rzeczy wciąż ulegają zmianie i wciąż będą się zmieniać. Piłkarze wyglądają na boisku coraz lepiej, są coraz sprawniejsi. Korzystanie ze statystyk i z danych również staje się coraz ważniejsze i może mieć radykalny efekt, szczególnie podczas meczu. Jeśli otrzymasz dane zawodnika i zobaczysz, że przykładowo, lewy obrońca rywali biega o 2km/h wolniej niż w pierwszej połowie, to możesz go obrać za cel, gdyż będzie zmęczony. Podobnie zresztą, jeśli jeden z twoich zawodników się zmęczy, to musisz dokonać zmiany lub zmienić jego pozycję, w celu ochrony jego i całego zespołu. Myślę, że znajdujemy się na początku rewolucji danych i statystyk i sądzę, że to może mieć duże znaczenie na rozwój piłki nożnej.
Kolejna książka? Cóż, napisałem “Odwróconą piramidę” w 2008 roku, którą zaktualizowałem w zeszłym roku. Myślę, że co pięć lat nastąpi ten czas, w którym będzie tyle nowych rzeczy, które będzie można dopisać i wydać nową wersję. Nie gwarantuję jednak, że następna wersja wyjdzie w 2018 roku, ale liczę, że w pewnym momencie do takowej dojdzie. Czy napisanie zupełnie nowej książki o taktyce będzie opłacalne, zamiast aktuzalizacja nowej? Tego nie jestem pewien, ale cały czas uczymy się nowych rzeczy i nowe rzeczy cały czas się wokół nas dzieją.
Co zmienił Twitter w Pańskiej pracy i ogólnie media społecznościowe? Czy jest Pan zadowolony z takiej zmiany, czy raczej jest Pan dziennikarzem z rodzaju “kiedyś było lepiej”?
– Nie sądzę, by to była kwestia tego czy lepiej czy gorzej. Jest po prostu inaczej. Twitter sprawia, że jesteś na bieżąco z informacjami. Jeśli coś się wydarzy, to ludzie umieszczają to w sieci i wiesz o tym w ułamku sekund. O najświeższych niusach dowiadujemy się dużo szybciej niż w przeszłości. Myślę, że media społecznościowe zmieniły relacje pomiędzy autorem, a gazetą, szczególnie dla freelancerów. Obecnie ludzie, ktorzy mnie śledzą mogą zobaczyć linki do moich artykułów i mają wybór, po który sięgnać, czy to piszę dla “The Guardian”, Fox czy “Sports Illustrated”. Wcześniej czytali np. tylko “The Guardian” i nie mieli pojęcia o tym, że moje publikacje pojawiają się również w innych gazetach. Czyni to więc z pisarza markę, aniżeli produkt gazety.
Media społecznościowe sprawiły również, że interakcja pomiędzy autorem, a czytelnikiem stała się dużo bardziej bezpośrednia, co ma swoje plusy i minusy. Jeśli popełnię błąd w artykule, to mogę go szybko poprawić, bo ktoś mnie o nim poinformuje. Jeśli czegoś nie jestem pewien, to mogę się zapytać, np. “Czy ktoś pamięta kto asystował przy tej czy tej bramce?” albo “Czy ktoś przypomina sobie przykłady piłkarzy, z którymi klub podpisał kontrakt, po czym sprzedał po tygodniu?”. Można dostać natychmiastową odpowiedź i dowiedzieć się też co ludzie lubią, a czego nie tolerują. Można spotkać ludzi, którzy będą opiniować prace autora i czasem zrobią to w dobry sposób i będą mieli do przekazania wartościową uwagę. I to świetnie, gdyż im więcej autor ma dyskusji pod arytukułem, to sprawia, że jego prace są bardziej wyrafinowane. Zawsze dobrze jest mieć możliwość przedyskutowania pewnych spraw. Minusy są takie, że często autorzy spotykają się z obrazą swojej osoby od ludzi, którzy albo nie zrozumieli treści artykułu lub są fanem danej drużyny i myślą, że autor atakuje ich klub, przez co nie widzą już nic ponadto. Są więc plusy i minusy, jednak to nie kwestia lepiej lub gorzej.
Jeśli miałby Pan możliwość wyselekcjonowania jedenastki, złożonej wyłącznie z zawodników grających w klubie z Old Trafford na przestrzeni ostatnich 15 lat, kto by się w niej znalazł?
– W sensie stworzyć zespół? Tylko z piłkarzy Manchesteru United?
Tak, dokładnie.
– Pozwól mi to rozrysować…
Ok, formacja 4-2-3-1. Schmeichel – Gary Neville, Ferdinand, Vidic, Irwin – Keane, Scholes – Ronaldo, Rooney, Giggs – Van Nistelrooy.
Tevez nie może znaleźć się na miejscu Giggsa, również Beckham się nie zmieścił. Muszę umieścić Solskjaera na ławce rezerwowych, to oczywiste. Sheringham, Cole, Yorke… ale nie są tak dobrzy jak Rooney czy Van Nistelrooy, więc ok, będę się trzymał tej jedenastki.









